Podczas mojej przygody z blogowaniem i relacjonowaniem różnych imprez nie raz korzystałem z systemowej aplikacji Dyktafon w iPhone. Sam program świetnie spełnia swoje zadanie przy prostych nagraniach. Nie znajdziemy jej jednak w iPadzie, a przecież iPad może równie dobrze nadać się do nagrywania np. wykładów, prezentacji czy sporządzania notatek głosowych. Warto zatem rozejrzeć się za alternatywami, które oferują więcej niż systemowa aplikacja dla iPhone'a no i przy okazji dostępne są także na iPadzie. Takim programem jest Recordium. Recordium to rozbudowany dyktafon, umożliwiający m.in. dodawanie notatek tekstowych, obrazków, oznaczanie nagrania tagami, lub wyróżniania jego fragmentów. Możemy to robić nie tylko na zapisanym już nagraniu ale w trakcie rejestracji dźwięku. Dzięki temu będziemy mogli w łatwy sposób dotrzeć do fragmentów, które są dla nas najbardziej wartościowe. Są one wszystkie widoczne na linii czasu nagrania. Wystarczy stuknąć by odsłonić zawartą w nich dodatkową informację. Ciekawie działa też funkcja automatycznej pauzy. Możemy ustawić graniczną wartość poziomu dźwięku. Jeśli będzie on niższy przez pięć sekund od zadanego, wtedy program automatycznie wstrzyma nagrywanie, do zwiększenia się jego poziomu. W ten sposób możemy łatwo pozbyć się pustych fragmentów (np. podczas wykładów), w których program rejestruje jedynie szum otoczenia. Aplikacja ma nie przerywać nagrywania jeśli musimy odebrać połączenie telefoniczne. Wydaje mi się, że to dość ważna funkcja, choć przyznam, że akurat jej nie testowałem. Recordium oferuje zapis w jakości niskiej (8 KHz), dobrej (22 KHz) i najlepszej (44 KHz) w formacie MP4 (domyślnym), AIFF, WAV i CAF. Całkiem nieźle prezentuje się możliwość odtwarzania zapisanych już notatek. Możemy je przyspieszyć lub spowolnić do dwóch razy czy przewinąć w jedną i drugą stronę o kilka sekund (jak w aplikacjach do słuchania podcastów). Nasze nagrania możemy otworzyć w innych aplikacjach, np. Dropboksie, możemy też wysłać je mailem, wreszcie możemy je także udostępnić przez WiFi. Ci z Was, którzy poszukują rozbudowanego rejestratora dźwięku, powinni zainteresować się właśnie Recordium, gdyż program przez ograniczony czas dostępny jest za darmo. Recordium w App Store
Ostatnio dość często zdarza mi się opisywać gry oparte na starych sprawdzonych patentach. Co ciekawe wiele z tych gier jest czarno białych. Zwykle w tym wypadku wspominam, że gra jest mroczna i pachnie ziemią i cmentarzem, jednak nie tym razem. Owszem, ta gra jest czarno biała, jest widok z boku i jest platformówką. Mowa o 1968 dla iPhone'a i iPada.
Mam wrażenie, że właśnie pękł worek z programami pocztowymi dla iPada. Jak przez długi okres czasu był tylko systemowy Mail, tak od kilku tygodni co rusz pojawia się nowa aplikacja. Mailplain, Evomail, wczoraj do wersji uniwersalnej zaktualizowany został Mailbox, a kilka dni temu odkryłem inny program pocztowy dla iPada o nazwie Birdseye.
To, że wróżbita ze mnie kiepski wiedzą Ci z Was, którzy czytają moje teksty od przynajmniej trzech lat. Tak, niemalże do dnia premiery zarzekałem się, że prędzej mi kaktus wyrośnie na dłoni, niźli Apple wypuści na rynek tablet. Skończyło się skomplikowaną operacją chirurgiczną przesadzenia kaktusa z dłoni do bardziej tradycyjnej doniczki.
1Password to aplikacja, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten dostępny świetny program dostępny dla Maka, iPhone'a i iPada, pozwala przechowywać dane logowania oraz inne ważne i mniej lub bardziej tajne informacje. Może także generować hasła trudne do złamania. Korzystam z niego na wszystkich moich urządzeniach. Niestety pod pewnymi względami wersja dla Mac wyraźnie odstaje od aplikacji dla iOS (mi najbardziej brakuje synchronizacji przez iCloud). Na tegorocznych targach Macworld firma Agilebits prezentowała na ustawionym na swoim stanowisku Maku 1Password 4. Teraz wreszcie rozpoczynają się beta testy tej wersji programu do których możecie się zapisać. Zdjęcie 1Password 4 zrobione podczas Macworld/iWorld 2013 Nowa wersja tego programu dla Mac ma pojawić się jeszcze w tym roku. Twórcy nie precyzują jednak kiedy.
W dniu dzisiejszym w App Store, a dokładnie w kiosku z gazetami pojawił się nowy, całkowicie elektroniczny tytuł prasowy 7 Dni GOSPODARKA PAP. Jak łatwo się domyślić, jest to tygodnik wydawany przez Polską Agencję Prasową, będący przeglądem informacji gospodarczych z Polski i świata z minionych siedmiu dni. Wiadomości są oczywiście wybrane przez zespół redaktorów PAP. Sam magazyn podzielony jest na cztery działy: "Polska", "Świat", "Aktualności" i "W Obiektywnie". Ten ostatni to oczywiście wybór zdjęć agencyjnych z minionego tygodnia. W dziale "Aktualności" znalazło się m.in. kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia, notowania giełdowe, kursy dzienne NBP oraz najnowsze informacje z kraju i ze świata. Od strony merytorycznej trudno jeszcze ocenić wydawnictwo po jednym numerze. Wydaje mi się, że tym wydawnictwem PAP może trafić nie tylko do osób żywo zainteresowanych tematami gospodarczymi ale także do przeciętnego użytkownika iPada czy tabletów z Androidem (magazyn dostępny jest takze w Google Play). Teksty podane są w sposób prosty i zrozumiały, tak że chce się je czytać. Niekiedy są one wzbogacone o dodatkowe informacje dostępne po stuknięciu palcem w podświetlone słowo. Całość została bardzo ładnie złożona i cieszy oko, co także zachęca do czytania. Wykorzystano tutaj pakiet Adobe Digital Publishing Suite. Nawigacja pomiędzy poszczególnymi artykułami w danym dziale, tak jak w wielu innych tytułach odbywa się w poziomie. Nawigacja w obrębie artykułu odbywa się w górę i w dół. Do dyspozycji mamy też podgląd artykułów, ułatwiający nawigację. 7 Dni GOSPODARKA PAP ukazywać się będzie w każdy piątek. Na obecną chwilę każde z nich dostępne jest za darmo. Wydawca wspomina jednak o okresie promocyjnym, podejrzewam więc, że po jakimś czasie tytuł będzie płatny. 7 Dni GOSPODARKA PAP w App Store
O Mailbox czyli aplikacji, która traktuje wiadomości e-mail jak zadania do zrobienia pisałem już kilkukrotnie. Przyznaję, że przy pierwszych dwóch próbach odbiłem się od niej i usunąłem ją z iPhone'a. Trzecie podejście, zażarło, a ja zrozumiałem o co tak naprawdę w tym programie chodzi. Zacząłem z niego intensywnie korzystać i nawet udaje mi się zapanować nad ważnymi wiadomościami, które wracają do mnie po zadanym terminie, kiedy normalnie bym już o nich zapomniał. To jest chyba najważniejsza funkcja tego programu, możliwość odłożenia wiadomości na kilka godzin, do wieczora, do jutra, czy na przyszły tydzień. Rozumiem też już czym różni się kasowanie od archiwizacji. Staram się wyrobić sobie lepsze kryterium oceny, które wiadomości mogę usunąć, a które powinienem zostawić w archiwum właśnie. Pewnym problemem był także brak wersji tego programu na Mac i iPada. Dzisiaj częściowo został rozwiązany. Mailbox został zaktualizowany do wersji uniwersalnej. Z racji, że Mailbox na iPadzie to ta sama aplikacja co na iPhone zmiany związane są z interfejsem wykorzystującym większy ekran urządzenia. Muszę przyznać, że na iPadzie korzysta się z tego programu świetnie. Teraz właściwie mogę zrezygnować z korzystania z systemowej aplikacji mail na iOS. Czeka mnie jednak przebrnięcie przez 4800 maili w skrzynce wrzutowej (Inbox). Mailbox dalej obsługuje niestety jedynie konta Google'a. Brakuje mi wsparcia dla iCloud, choć to na Gmail dostaję najwięcej korespondencji. Mailbox dla iPhone'a i iPada dostępny jest w App Store za darmo. Mailbox w App Store
Jedna z popularniejszych aplikacji do tworzenia i zarządzania prostymi listami rzeczy do zrobienia - Clear - doczekała się małej, acz istotnej aktualizacji. Program zyskał przede wszystkim funkcję dzielenia się listą przez e-mail. Na iPhone wystarczy potrząsnąć urządzeniem by z dolnej krawędzi ekranu wysunął się panel z dostępnymi funkcjami: cofnij i wyślij listę poprzez e-mail właśnie. Lista wysyłana jest zarówno w formie graficznej oraz jako plik, który można otworzyć w Clear na innym iPhone lub komputerze Mac. W ten sposób możemy podzielić się z kimś naszą listą. Nie jest to jednak jej współdzielenie (tak, jak na przykład w darmowym Wunderlist). Przypomnę, ze Clear to prosta aplikacja do tworzenia i zarządzania listami rzeczy do zrobienia. Program, choć wciąż oferuje niezbyt wiele, był swego rodzaju rewolucją w projektowaniu aplikacji - nie posiada tak naprawdę osobnego interfejsu użytkownika. Są nim właściwie same listy obsługiwane za pomocą gestów (np. przeciągniecie listy w dół lub rozszerzenie na niej dwóch palców dodaje nowy punkt, a przesunięcie palcem po danym zadaniu w prawo odznacza je jako wykonane). Obydwie wersje programu synchronizują się przez iCloud. Realmac Software zapowiedziało także pojawienie się wersji Clear dla iPada. Rychło w czas. Clear dla iPhone'a dostępne jest już od ponad roku, a wersja dla Mac od jesieni roku ubiegłego. Program Clear dla iPhone'a dostępny jest w App Store w cenie 1,79 €. Clear dla iPhone'a w App Store Program Clear dla Mac dostępny jest w Mac App Store w cenie 8,99 €. Clear dla Mac w Mac App Store
Uwielbiam gry, w których rozwiązywać trzeba wszelkiego rodzaju łamigłówki, a zwłaszcza te, w których wplecione są one w ciekawą historyjkę z trochę karykaturalnie przedstawionymi postaciami, i jeśil dodać do tego ładną grafikę, to jestem zwykle kupiony. Tego typu gra trafiła niedawno na mojego iPada i iPhone'a. Mowa o Jacob Jones and the Bigfoot Mystery: Episode 1.
Firma Wacom, twórca m.in. popularnych stylusów Bamboo dla iPhone'a i iPada co jakiś czas wypuszcza także oprogramowanie dla iOS, pozwalające na korzystanie z tych narzędzi. Tym razem w App Store pojawiała się bardzo ładna aplikacja pozwalająca na tworzenie małych okolicznościowych pocztówek, ze zrobionych przez nas zdjęć. Mowa o Bamboo Loop dla iPhone'a.
Jestem bałaganiarzem, przyznaję się od razu. Wiem, że to trochę brzmi jak wyznanie anonimowego alkoholika, ale to ważne. Na początku należy sobie uświadomić własną ułomność, a dzięki temu potem jest już łatwiej. To trochę jak z alkoholizmem, łatwiej leczy się uzależnienie, jak nie zaprzeczamy jego istnieniu.
Sid Meier to osoba, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To twórca popularnej serii gier Civilization. Tym razem jego najnowsza gra dla iPhone'a i iPada, pod tytułem Sid Meier's Ace Patrol , poświęcona jest walkom lotniczym podczas I Wojny Światowej.
Od lat nie korzystam z jednej z najbardziej popularnych aplikacji do obróbki grafiki rastrowej czyli Photoshopa. Dorobiłem się dawno temu wersji oryginalnej, jeszcze dla Windows, ale ostatecznie przy moich potrzebach skierowałem się w stronę tańszych rozwiązań, oferujących niemal wszystko to, co mi potrzebne. Od paru lat moim podstawowym edytorem grafiki rastrowej (teraz także i wektorowej) jest Pixelmator. Zanim przesiadłem się na niego zaliczyłem krótkie spotkanie z innym programem dla Mac do edycji zdjęć, był to Acorn. Niestety z wielu względów ale przede wszystkim z powodu dość powolnego działania szybko się z nim rozstałem. Teraz dałem mu kolejną szansę, gdyż do Mac App Store trafiła jego czwarta wersja. Program zyskał sporo nowości, przebudowie uległ też jego interfejs użytkownika. Można nie korzystać z Photoshopa, ale nie ma powodu by nie doceniać pewnych standardów przez tę aplikację ustanowionych. Jednym z nich jest panel czy jak kto woli paleta z narzędziami. Ta w Acorn 4 nawiązuje do Photoshopa. Pamiętam że w starszej wersji wyglądała ona zupełnie inaczej i była panelem we wspólnym oknie, z innymi funkcjami programu. Teraz podstawowe narzędzia, tak jak w Photoshopie czy moim ulubionym Pixelmatorze znalazły się na osobnej palecie. To, czego mi osobiście w Pixelmatorze brakuje to znanych z Photohsopa przycisków przełączania kolorów oraz pracy w trybie edycji maski. Znalazły się one w palecie narzędzi w Acorn 4, co odbieram na duży plus. Nie specjalnie przypadł mi jednak do gustu wygląd palety z warstwami, połączonej z opcjami wybranych narzędzi. Wolę mieć jedno i drugie w osobnych oknach. Skoro już jestem przy warstwach nie mogę nie wspomnieć o ważnej i bardzo przydatnej nowości (względem starej wersji programu, który kiedyś zagościł na moim Maku) warstw filtrów (Filter Layers), dzięki którym możemy nakładać na obrazki różne efekty modyfikujące, bez wprowadzania zmian w oryginalnym obrazku. Zarządzanie poszczególnymi parametrami danego filtra oraz samymi warstwami efektów odbywa się przez osobną paletę oraz punkty węzłowe danego filtra (punkt centralny i promień obszaru potraktowanego danym efektem) widoczne na obrazku. Każdy z efektów/filtrów, który wykorzystaliśmy na wybranej warstwie obrazka otrzymuje swoją warstwę (filter layer) we wspomnianej już palecie. Możemy je przestawiać względem siebie czy wyłączać. Tak stworzone zestawy warstw z filtrami możemy zapisać do późniejszego wykorzystania. Aby dodać nowy filtr wystarczy kliknąć w przycisk "+" na dole palety z filtrami warstw. Podobnie jak w Pixelmatorze Acorn 4 został wyposażony w wyszukiwarkę filtrów. Jeśli wiemy czego szukamy, nie musimy przedzierać się przez rozwijane menu, które z uwagi na zastosowaną wielkość liter nie jest zbyt wygodne. Na dole tejże palety znajdziemy także przycisk Flatten, pozwalający na ostateczne połączenie warstw i obrazka. Warstwy potraktowane filtrami są odpowiednio oznaczone. Przy ich kopiowaniu powielane są także filtry. Możemy je jednak łatwo wyłączyć, wystarczy kliknąć w "fx" na warstwie i wybrać "Disable Layer Filters". Nowością jest też możliwość korekcji zdjęcia poprzez krzywe. Jak w innych programach, możemy regulować wszystkie trzy składowe kolory na raz lub każdy z osobna. Do wyboru mamy także narzędzie Levels (poziomy), które także doczekało się aktualizacji (trzy suwaki, jak w Pixelmatorzy czy Photoshopie, funkcja podglądu na żywo zmiany histogramu. Acorn to jednak nie same nowości. Działanie czy dostęp do niektórych funkcji rozwiązany jest moim zdaniem lepiej czy bardziej intuicyjnie niż np. w Pixelmatorze. Wspomnę tutaj choćby o możliwość tworzenia nowych warstw. Zdecydowanie bardziej wolę menu w górnym pasku, gdzie znajdę np. tworzenie nowej warstwy z zaznaczenia poprzedniej. W Pixelmatorze jest to także możliwe, choć przez menu kontekstowe narzędzia zaznaczania, co nie do końca mi osobiście pasuje. Pod pewnymi względami Acorn jeszcze ustępuje Pixelmatorowi. Dziwi mnie na przykład dość prymitywna funkcja klonowania, która nie pozwala na wybranie własnego pędzla, co gorsza udostępnia tylko proste wygładzanie krawędzi, co nie pozwala na ładne wtopienie sklonowanego elementu w tło. Zabrakło też rozbudowanej obsługi kształtów, jak to ma miejsce w Pixelmatorze po jego ostatniej aktualizacji. To, co odbieram na plus to wyraźna poprawa szybkość pracy tego programu. Kiedyś moje podejście do starszej wersji Acorn skończyło się niepowodzeniem, właśnie ze względu na jego powolne działanie. Tymczasem Acorn 4 na tym samym starym MacBooku Pro 13 (fakt, z dyskiem SSD) działa naprawdę szybko. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest porównywać ten program czy Pixelmatora z Photoshopem. Warto jednak ocenić jakie funkcje są nam tak naprawdę potrzebne i właściwie do tego zawęzić porównanie. Wtedy okazuje się, że nie ma co wydawać wiele na drogie programy, skoro w zupełności wystarczą tańsze alternatywy. Acorn 4 dla Mac dostępny jest w Mac App Store w cenie 26,99 €. To trochę więcej niż Pixelmator (13,99 €), ale zdecydowanie mniej niż Photoshop czy nawet Photoshop Elements (69,99 €). Acorn 4 w Mac App Store
To, że iPad to świetne urządzenie do przeglądania albumów fotograficznych nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Na moim iPadzie znajdziecie całkiem sporo tego typu programów. Od fotografii prasowej (np. Guardian Eyewitness czy Routers Wider Image) przez kolekcję reportaży Fotopedii, po galerię fotografii kosmosu zrobionych teleskopem Huble'a. Do kompletu brakowało mi dobrej aplikacji, która pokazywałaby ziemię widzianą z kosmosu właśnie. Okazuje się, że przynajmniej jedną przegapiłem. Mowa o wydanej przez NASA aplikacji Earth As Art .
Piątkowy wyjazd do Poznania zapowiadał się bardzo dobrze i w istocie do pewnego momentu taki był. Zajrzałem na Poznański Tweetup (pozdrawiam całą ekpię). Niestety, w miejscu, w którym się odbywał straciłem portfel z dokumentami i kartami kredytową i płatniczą. Nie wiem czy po prostu gdzieś mi wypadł czy zostałem okradziony. To teraz nieistotne. Przez niemal cały wieczór przeszukiwałem drogę z z miejsca, w którym raczyłem się piwem do naszego studia nagrań. Niestety, portfel i jego zawartość zniknęła. Niby w dzisiejszych czasach to nie problem. Przez infolinię zablokowałem karty, zastrzegłem też mój Dowód Osobisty, żeby nikt nie mógł wziąć na niego jakiegoś kredytu. Czeka mnie jeszcze wizyta na komisariacie policji, no i załatwianie nowego dowodu i prawa jazdy.
To była jedna z pierwszych gier na Atari 65 XE w jakie grałem i przez lata była jedną z lepszych. Miała ciekawą grafikę no i to, co w połowie lat 80-tych było takie ważne dla wielu chłopaków: można było zostać mistrzem karate bez męczących treningów w szkole. Gry tego typu, czyli tzw. bijatyki, były wtedy bardzo popularne, a ta pozycja łączyła w sobie walkę z przygotą, czy też misją. Nasz bohater musiał bowiem uratować księżniczkę Mariko z rąk złego samuraja Akumy. Jakiś czas temu, remake Karateki pojawił się w App Store. Pisałem o tej grze na mackozer.pl (recenzję możecie przeczytać TUTAJ ). Terez w App Store pojawił się oryginał z 1984 roku.
Pisałem ostatnio sporo o aktualizacji jednego z najlepszych moim zdaniem edytorów grafiki rastrowej dla Mac, aplikacji Pixelmator . Zyskała ona ostatnio m.in. funkcję wektorowych kształtów oraz możliwość zmiany w taki właśnie kształty tekstu. Okazuje się, że program posiada także swoje drugie, ukryte oblicze. Jak donosi serwis OS X Daily , jednen skrót klawiszowy zmienia go w edytor grafiki wektorowej.
Kilka miesięcy temu, jeszcze na MacKozer.pl opisywałem oficjalną aplikację Ceneo.pl. Całkiem niedawno w App Store pojawił sie kolejny program pod znakiem tego serwisu - Ceneo Moda dla iPada.
Google zaprezentowało dzisiaj aplikację Google Hangouts. To świetny pomysł i tego multiplatformowego komunikatora z pewnością brakowało.
Nie wiem jak mogłem to przegapić, ale w połowie marca w App Store swoją premierę miała druga część jednej z lepszych strategii czasu rzeczywistego Tiny Troopers. Tiny Troopers 2: Special Ops nawiązuje, tak jak część pierwsza do klasyka tego gatunku, gry Cannon Fodder na Amigę. Tak jak poprzednio, w wydanej niemal rok temu części pierwszej, tak i teraz wcielamy się w rolę dowódcy oddziału żołnierzy (czasem mającego tylko jednego członka), którzy wykonać muszą różne zadania, tym razem jednak misje specjalne. Pod wieloma względami dostajemy to samo co wcześniej. Mamy więc zadania polegające na zniszczeniu wybranych lub wszystkich obiektów wroga, zabiciu wszystkich wrogich żołnierzy, zniszczeniu radiostacji czy uwolnieniu zakładników. Są też misje, w których musimy przetrwać ataki zombie. To, czego nie było w pierwszej części, jeśli dobrze pamiętam, to możliwość wskrzeszania naszych żołnierzy po wykonaniu zadania. Oczywiście nic za darmo. Będzie nas to słono kosztować. Za operację wskrzeszania zapłacimy znajdowanymi na planszy medalami. Rzecz przydatna, bo przecież nasi żołnierze zdobywają doświadczenie i awansują. Szkoda byłoby tracić zaprawionego w bojach weterana. Nowością w stosunku do pierwszej części są też misje, w których nasz żołnierz zostaje strzelcem pokładowym w Humvee, który musi pokonać trasę przez obszar opanowany przez wroga. Tutaj nie sterujemy pojazdem, a jedynie wybieramy cele. Sterowanie gry jest banalnie proste. Stukamy palcem w miejsce, w które mają skierować się nasi żołnierze, lub w cel, który mają zniszczyć. Jeśli chcemy wykorzystać granaty czy bazookę to wystarczy przeciągnąć jej ikonę (jeśli oczywiście jesteśmy w daną broń wyposażeni) na cel. Tak, jak w poprzedniej części tak i teraz w trakcie misji zarabiamy wirtualne pieniądze i zbieramy medale, za które możemy kupić sobie w trakcie misji dodatkowe uzbrojenie lub środki medyczne, wszystko zrzucane jest na spadochronach. Apteczki i dodatkowe uzbrojenie znajdziemy czasem także w terenie, w którym operuje nasz oddział. Możemy także odwiedzić sklep, w którym nie tylko ulepszymy posiadaną broń, kupimy lepsze kamizelki czy nowy wzór mundurów (do wyboru są różne warianty kolorystyczne i tematyczne). Możemy także wynająć dodatkowego specjalistę, jeśli uważamy, że w danej misji taki będzie nam potrzebny. Zakupy za pomocą mikropłatności to teraz chleb powszedni. Nic dziwnego, że Tiny Troopers 2 można pobrać obecnie za darmo. Twórcy gry liczą, że obkupicie się w sklepie w sprzęt godny Johna Rambo, wydając na to nie tylko zebrane w misjach złote monety czy medale, ale jak najbardziej realne pieniądze. Na szczęście w Tiny Troopers 2 da się przyjemnie grać bez sięgania do jak najbardziej prawdziwego portfela. Polecam zarówno pierwszą, jak i drugą część fanom starego dobrego mięsa armatniego, czyli Cannon Fodder Gra Tiny Troopers 2: Special Ops dla iPhone'a i iPada dostępna jest w App Store za darmo Tiny Troopers 2: Special Ops w App Store
W dniu dzisiejszym kilka moim zdaniem ważnych programów doczekało się mniejszych lub większych aktualizacji. Nie na tyle jednak dużych by poświęcać każdej osobny wpis, wartych jednak kilku zdań podsumowania.
O aplikacji Analog, upiększającej zdjęcia na Maku w stylu podobnym do Instagram pisałem jeszcze na MacKozer.pl (recenzję znajdziecie TUTAJ ). Analog dla Mac nie jest programem szczególnie wybitnym, zwłaszcza że w App Store znaleźć można darmowe i równie dobre alternatywy, jak choćby opisywany przeze mnie ostatnio program Foto. Do Analog wracam z powodu zapowiedzi wydania wersji tej aplikacji dla iPhone'a.
Po nagraniu 62 odcinka MacGadki dostałem kilka pytań. W tym jedno zasadnicze: "Po co taka spółka jak Apple jest na giełdzie?". No tak, to jest dobre pytanie. Po co spółki są na giełdzie, w szczególności tak duże, bogate i rozpoznawalne jak Apple.
Ktoś w jednym z komentarzy stwierdził, że nie jestem graczem. Nie do końca to prawda, bo w gry grywam, choć faktycznie od czasu do czasu. Na pewno nie jestem nałogowym graczem, który poświęcałby na to czas codziennie. Mam jednak gry, w które może nie gram namiętnie ale bardzo mi się podobają. Jedną z nich jest Team Fortress dostępny na Steamie. Wieloosobowa strzelanka w widoku z pierwszej osoby utrzymana w komiksowym, rzekłbym nawet w karykaturalnym stylu. Team Fortress nie ma wersji dla iPada czy iPhone'a. W App Store zaleźć można jednak kilka imitacji, choć może to za mocne słowo. Dobrze, niech będzie, że w App Store znajdziemy kilka gier inspirowanych tą świetną pozycją. Jeszcze na MacKozer.pl opisywałem bardzo fajną grę pod tytułem Respawnables. Od kilku dni w App Store znaleźć możemy drugą tego typu pozycje inspirowaną Team Fortress. Tym razem jest to gra wydana przez Gameloft, pod tytułem Blitz Brigade. Blitz Brigade ma bardzo ładną, grafikę właśnie w klimacie Team Fortress, sama gra umieszczona jest mniej więcej w scenografii czy realiach II Wojny Światowej. Do wyboru mamy więc drużynę aliancką, złożoną z żołnierzy amerykańskich i brytyjskich komandosów (przynajmniej na takich wyglądają i świadczy o tym ich uzbrojenie, pistolety automatyczne Sten). Jest też i drużyna złożona z przedstawicieli państw osi. W grze wieloosobowej możemy wybrać sobie profesję. Jest zwykły żołnierz wyposażony w zwykły pistolet maszynowy, bardziej umięśniony z ciężkim karabinem, medyk, snajper i komandos (a może członek ruchu oporu?). W drużynie osi znalazł się także japoński samuraj. Każda z postaci może zostać uzbrojona w różne bronie, każda też ginie w charakterystyczny dla siebie sposób. W grze wieloosobowej może wziąć udział do 12 graczy. Do wyboru mamy dwa rodzaje rozgrywki, deathmatch i domination, typowe dla tego typu strzelanek wieloosobowych. Możemy też wybrać misje treningowe, offline, w których trenujemy na botach. Blitz Brigade choć jest grą darmową, to jednak kładzie duży nacisk na mikropłatności. To trochę irytujące. Bez korzystania z mikropłatności zatrzymałem się na drugiej kampanii misji treningowych i obawiam się, że będę musiał wysupłać z portfela kilka złotych. To właściwie jedyna wada. Rozgrywka jest dynamiczna, lokalizacje ciekawe, a grafika bardzo ładna. Przynajmniej dla takiego laika jak ja. Gra Blitz Brigade dla iPhone'a i iPada dostępna jest w App Store za darmo. Blitz Brigade w App Store
Brytyjski magazyn MacFormat obchodzi w tym miesiącu swoje dwudziestolecie, z tej okazji wydawnictwo Future udostępniło cyfrową wersję pierwszego jego numeru. Dostępny jest on on przez aplikację tego magazynu, którą znajdziecie w App Store. Sam magazyn (wraz z programem do obsługi subskrypcji ładuje się oczywiście do Kiosku). Wydany w 1993 roku pierwszy numer tego magazynu zapewni nostalgiczną podróż do przeszłości nie tylko tym z Was, którzy już wtedy mieli możliwość pracy na Makach, ale także tym, którzy o Makach wtedy marzyli lub zwyczajnie korzystali z innych maszyn. Ja na przykład w 1993 roku miałem Atari ST. Myślę, że może to być także ciekawa wycieczka dla młodszych użytkowników, których wtedy jeszcze nie było na świecie lub byli za mali by korzystać z jakiegokolwiek komputera. Magazyn ukazuje się oczywiście z dołączoną dyskietką 3,5-cala (rety, kiedy ja ostatni raz użyłem słowa "dyskietka"?), na której zamieszczono grę Lemmings. W numerze znalazły się artykuły o Aldus Pagemaker, FileMaker, konfiguracji i korzystania z Macintosha przy tworzeniu muzyki, jest też artykuł poświęcony nowościom, jak procesory PowerPC czy urządzeniu, które wyprzedziło swoją epokę - tabletowi Newton. Znajdziemy też tam obszerne recenzje gier, z których część jest znana nawet dzisiaj, dzięki reedycjom, dostępnym także na iPada: Secret Of Monkey Island czy Another World. Warto zapoznać się także z artykułem opisującym korzystanie na Maku z modemu telefonicznego w dobie, w której znany nam Internet dopiero raczkował. Cyfrowa wersja magazynu wzbogacona została o komentarze zarówno obecnego jak i pierwszego redaktora naczelnego, oraz innych członków redakcji. Przeglądam pierwsze wydanie MacFormat i tak sobie myślę, że choć mam sporą kolekcję w PDF-ach i stertę oryginałów w szafie to mimo wszystko chciałbym doczekać się oficjalnej aplikacji dla iPada zbierającej wszystkie numery Bajtka lub Komputera w wersji cyfrowej. Aplikacja MacFormat dla iPada dostępna jest w App Store za darmo. Choć bieżące numery dostępne są za płatną subskrypcją. Opisywany numer archiwalny dostępny jest jednak za darmo. MacFormat w App Store
Aplikacji dla Mac do obróbki i upiększania zdjęć jest w App Store całkiem sporo. Pewną grupę stanowią programy, których jednym z głównych zadań jest ich upiększenie, postarzenie, czy generalnie nałożenie jakiegoś efektu. Większość z tych programów oferuje mniej więcej to samo. Warto więc zwrócić uwagę na stosunek jakości do ceny. Okazuje się, że niektóre z płatnych aplikacji, które wydały znane studia deweloperskie nie koniecznie warte są żądanych za nie pieniędzy, skoro w tym samym sklepie znajdziemy równie dobre programy za darmo, a takim właśnie jest Fotor. Fotor to program do prostej edycji fotografii i ich upiększania. Za jego pomocą możemy dokonać korekty podstawowych parametrów jak ekspozycja, kontrast, balans bieli, nasycenie, wyostrzyć lub zamazać obraz. Fotor obsługuje formaty TIFF, JPEG, PNG, umożliwia także wywoływanie i knwersję plików RAW. Do dyspozycji użytkownika przygotowano też zestaw trzynastu gotowych ustawień tzw. scen, odpowiadających różnym warunkom, w jakich zwykle zdjęcia są wykonywane. Działają różnie i zwykle nie do końca dają zadowalające efekty. Jeśli jednak nie mamy czasu na dłuższą zabawę, a zdjęcie i tak chcemy poddać działaniu różnych filtrów i efektów to w zupełności powinny one wystarczyć. Mamy także możliwość zabawy przesuniętą głębią ostrości, czyli efektem Tilt Shift, dzięki któremu możemy pewne elementy sceny zamazać, uwypuklając inne. Jak już wspomniałem zdjęcia możemy potraktować jednym z wielu filtrów czy też efektów. Jest ich ponad 60, wliczając w to filtry kolorystyczne, ramki, efekt winiety itp. Zapomniałbym o jednym. Fotor działa w dwóch trybach, jako edytor, z funkcjami opisanymi powyżej, oraz jako narzędzie do tworzenia zestawów czy też kolaży zdjęć. W tym ostatnim przypadku możemy stworzyć odpowiedni wzór ramki, umieścić w nim zdjęcia, które możemy obracać i odwracać. Wisienką na torcie, przeznaczoną dla użytkowników MacBooków Pro z ekranami Retina, jest fakt, że Fotor przystosowany jest do rozdzielczości, a przede wszystkim zagęszczeniu pikseli na cal w ekranach tych komputerów. Pixelmatora mi nie zastąpi, bo robię w nim zupełnie inne rzeczy, ale do szybkiej edycji czy korekcji zdjęć na pewno się przyda. Fotor dostępny jest w Mac App Store za darmo. Fotor w Mac App Store
Jeśli zdarza mi się od czasu do czasu otwierać filmy na Maku, to w przypadku formatów nierozpoznawalnych przez QuickTime robię to w VLC. Powstała nawet wersja mobilna, dla iPhone'a i iPada, ale szybko została usunięta z App Store przez nadgorliwość jednego z członków społeczności Open Source, który zwrócił uwagę, że dystrybucja przez App Store tak naprawdę łamie zasady Open Source, bo ogranicza dostęp aplikacji do jedynie kilku urządzeń. Przez długi czas nie było w App Store równie dobrego programu moim zdaniem. Od kilku dni już jest, a nazywa się Infuse. Infuse wspiera 14 różnych formatów wideo, wliczając w to MP4, MOV, 3GP, ASF, AVI, DVR-MS, FLV, MKV, OGM, OGV, WebM, WMV i WTV. Przyznam, że połowy z nich nie znam. Program wspiera także dźwięk AC3 i E-AC3. Wyposażony jest także w "scrobbler" serwisu Trakt.tv, dzięki czemu możecie szybko dzielić się z innymi informacją o tym, co właśnie oglądacie. Infuse umożliwia wyszukiwanie i dodawanie napisów do filmów Moim zdaniem działa to świetnie. Zwykle wyszykuje więcej niż jeden plików z napisami, możemy więc znaleźć ten optymalny dla filmu który oglądamy. Program pozwala także na wybranie osobnego kanału audio, jeśli jest dostępny, wspiera także rozdziały i pozwala na powiększenie obrazu. Infuse wyszukuje także informacje o filmach, dodając ich opis. Przede wszystkim jednak świetnie wygląda, zwłaszcza na iPadzie. Po wybraniu jakiegoś filmu naszym oczom ukazuje się widok szczegółowych informacji na jego temat (opis, obsada i reżyseria, rozdzielczość itp.) przedstawiony w postaci biletu do kina. Przed rozpoczęciem oglądania odrywany jest nawet kupon kontrolny. Na iPhone dane te także przedstawione są w postaci biletu do kina. Program widzi także filmy, które znajdują się w systemowej aplikacji na iPhone i iPadzie, pod warunkiem, że nie zostały pobrane z iTunes Store i nie są zabezpieczone DRM. Filmy w formatach nierozpoznawalnych przez iOS możemy dodawać z komputera przez iTunes bezpośrednio do Infuse. Możemy w nim otworzyć także filmy, które trzymamy w chmurze Dropboksa lub które otrzymaliśmy jako załączniki w poczcie elektronicznej. Program Infuse dla iPhone'a i iPada dostępny jest w App Store w cenie 4,49 €. Infuse w App Store
Nie ma miesiąca by nie pokazała się kolejna usługa w chmurach, która chciałaby trzymać nasze zdjęcia. Ich automatyczne ładowanie do chmury oferuje Dropbox, Google (choćby w aplikacji Google+), a dzisiaj w App Store pojawiła się oficjalna aplikacja Amazon Cloud Drive, pozwalająca zamienić konto w Amazon Cloud Drive na taką "powietrzną" przechowalnię zdjęć z naszego iPhone'a. Zacznę może od tego, że każdy z zarejestrowanych użytkowników serwisu Amazon ma tę usługę w standardzie. Za darmo otrzymujemy 5 GB, to w sumie nie tak mało, jak na zdjęcia z iPhone'a. Wystarczy zainstalować Amazon Cloud Drive Photos, zalogować się i wybrać zdjęcia, które chcemy przesłać i już mamy wygodny i w miarę szybki backup fotografii, na których nam zależy. Domyślnie program wysyła wszystkie zdjęcia z rolki aparatu, można jednak to wyłączyć (w moim przypadku 70 procent zdjęć stanowią zrzuty ekranu). Zdjęcia trzymane w chmurze Amazonu w każdej chwili możemy zapisać z powrotem w pamięci iPhone'a. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale faktycznie usługi w chmurze wyrastają jak grzyby po deszczu. Ja z Amazon Cloud Drive będę korzystał. Wspomniane 5 GB w zupełności wystarczy mi na kopie zapasowe zdjęć rodzinnych. Program Amazon Cloud Drive Photos dostępny jest w App Store za darmo. Amazon Cloud Drive Photos w App Store
The Doors to zespół, którego fenomenu nie jestem w stanie do końca zrozumieć. Urodziłem się co prawda już po śmierci Jima Morrisona i zakończeniu działalności kapeli, ale na początku lat 90-tych XX wieku, czyli w moich czasach licealnych szał na Doorsów był ogromny, głównie za sprawą biograficznego filmu. Trudno mi ogarnąć nie tylko Doorsów ale i w jakimś stopniu Jobsa z czasów kiedy zarzucał jeszcze LSD. Mimo wszystko jestem dzieckiem zupełnie innego pokolenia, systemu politycznego i monetarnego. Nie ma to specjalnego znaczenia, bo The Doors to jeden z tuzów rocka, zespół który wywarł ogromny wpływ nie tylko na współczesne mu pokolenie ale także na sporo moich rówieśników. Jeśli chodzi wam noga przy Break On Through to od kilku dni możecie cieszyć się oficjalną aplikacją The Doors dla iPada.