News

Maki nigdy nie były tanie. Są warte swojej ceny ale to zawsze był sprzęt „z wyższej półki”. Dawniej ich cena w proporcji do zarobków porażała jeszcze bardziej.

Zrzuty ekranu to moja domena. Od lat staram się, by te prezentowane w recenzjach na moich blogach wyglądały ładnie, by zrzut z aplikacji dla iPhone'a pokazywany był na iPhonie, z iPada na iPadzie, a z mojego MacBooka Air oczywiście także na tym modelu komputera. W tym ostatnim przypadku mowa oczywiście o zrzutach całego ekranu.

Edytor tekstu to jedno z najbardziej podstawowych narzędzi, z jakich korzystam w mojej pracy. Nic dziwnego zatem, że zwracam uwagę zarówno na funkcje, jak i wygląd tego typu programów. Cenię sobie edytory minimalistyczne. Ważne, by oferowały wsparcie dla formatowania za pomocą znaczników Markdown, działały szybko, miały wersję dla Mac i iPada, a ich wygląd - włącznie z krojem liter itp. - nie męczył mojego wzroku.

Nie jestem użytkownikiem, który w ostatnich latach intensywnie korzystał z pakietu Office. Powodem tego były cztery ostatnie lata. Właściwe brak poważnych aktualizacji pakietu Office:mac 2011, w którego promocji brałem udział (pisałem nawet artykuły na stronę Office po polsku) i pewne problemy, które pojawiały się przy wydaniu kolejnych wersji systemu OS X, jakie z aplikacjami z tego pakietu mieli jego użytkownicy.

Jestem fanem oraz użytkownikiem urządzeń z logo nadgryzionego jabłka i póki co nie zanosi się aby to się zmieniło. Nie jest to jednak tekst o mnie. Chcę podzielić się z Wami moim ostatnim spostrzeżeniem na temat urządzeń produkowanych przez Apple, a szczególnie tych z iOS.

Kilka miesięcy temu pisałem tutaj na blogu o świetnej aplikacji Affinity Designer do tworzenia i obróbki grafiki wektorowej, moim zdaniem najlepszej na rynku alternatywie dla Adobe Ilustratora czy aplikacji Corela. Wspominałem wtedy o zapowiedzi kolejnych programów graficznych w tym Affinity Photo. Właśnie rozpoczęły się publiczne testy beta tej aplikacji.

Zdarza mi się co jakiś czas, że interesujący mnie fragment tekstu muszę przepisać ręcznie, gdyż znajduje się on na obrazku. Czasami jest to zdjęcie, innym razem skan jakiegoś większego tekstu, czasem książek z mojej biblioteki, które systematycznie "skanuję" za pomocą Scanbota dla iOS. Przepisywanie tekstu jest i pracochłonne i niezbyt wygodne. Rozwiązaniem problemu szybkiego rozpoznawania tekstu ze zdjęć jest program dla Mac o nazwie Condense.

Pracując w domu czy biurze przede wszystkim na MacBooku Air z iPada korzystam niezmiernie rzadko (głównie na wyjazdach) Od dawna próbowałem wykorzystywać go więc jako drugi ekran mojego komputera. Do niedawna jednak z wątpliwym skutkiem.

Rynek przeglądarek internetowych zdominowany przez kilku dużych graczy jest z pewnością bardzo trudnym polem walki dla tych mniejszych. Niemal co roku pojawiają się nowe ciekawe aplikacje tego typu, które niestety nikną gdzieś w mrokach dziejów nie mogąc przebić się do świadomości większej grupy użytkowników. Na tym rynku pojawił się właśnie nowy gracz - przeglądarka Vivaldi stworzona przez zespół, którym dowodzi były prezes Opery, Jon von Tetzchner.

Pisałem wczoraj o usunięciu z Mac App Store aplikacji Tweetbot dla Mac, po tym , jak nowi użytkownicy nie mogli się za jego pośrednictwem zalogować do Twittera otrzymując jednocześnie komunikat o osiągnięciu przez tę aplikację limitu użytkowników.

W mijającym tygodniu znów powrócił temat komputerów Mac z procesorami ARM. Ustosunkował się do tego CEO Intela Brian Krzanich.

W tym miesiącu komputer Macintosh kończy 31 lat. Zaprezentowany w 1984 roku w Auli Flinta w De Anza Community College w Cupertino komputer stał się jedną z ikon wzornictwa przemysłowego. I choć dzisiejsze, projektowane przez Jonathana Ive'a komputery również wybijają się na tle konkurencji, to jednak klasyczny Macintosh nie ma sobie równych.

Analitycy z IDC opublikowali dane odnośnie sprzedaży komputerów w ostatnim kwartale 2014 roku. Wyniki Apple są dość optymistyczne.

Jest coś ciekawego i romantycznego* w opowieści o swoim pierwszym samochodzie, komputerze, ławce w szkole. O wszystkim pierwszym. Z racji zawodu jaki wykonywałem przez wiele lat często słyszę „jak zacząłeś z Makami?”. Czyli jaki był mój pierwszy Mac i jak do mnie trafił.

Z pewnością niektórzy z Was wiedzą jak to jest. Podczas wakacyjnego wyjazdu, czy nawet na co dzień pstrykamy iPhonem czy innym smartfonem setki zdjęć, które później przerzucamy na dysk naszego Maca. Kilkaset, a nieraz kilka tysięcy fotografii, z których większość to duplikaty (ja na przykład nie mogę się powstrzymać i wykonuję od kilku do kilkunastu zdjęć jednego obiektu w tym samym ujęciu). Z doświadczenia wiem, że wielu z nich nigdy nie przeglądam, bo nie chce mi się przedzierać przez duplikaty.

Nie jestem wielkim zwolennikiem słuchania muzyki z głośników komputera (choć czasami puszczam sobie muzykę z mojego starego iMaca) a już na pewno nie z głośników MacBooków. Niezależnie od tego czy jest to mój obecny MacBook Air czy mój wcześniejszy MacBook Pro 13". W jednym i drugim przypadku dźwięk jest płaski, cichy z pasmem obdartym z dolnych częstotliwości. Nie mam o to specjalnie pretensji, w końcu nie to jest najważniejsze w tej maszynie. Jestem też zdania, że trudno tak naprawdę w tak małym komputerze umieścić sensownie brzmiące głośniki.

Wydawać by się mogło, że edytor tekstu to po prostu zwykły koń pociągowy - program, w którym piszemy i ewentualnie formatujemy wyprodukowany czy zrodzony w mniejszych lub większych bólach tekst. I nie ważne jak wygląda sama aplikacja. Oczywiście tak nie jest. Pewna grupa deweloperów tworzących programy dla komputerów Mac, pisze je dla specyficznej - podejrzewam - grupy odbiorców, przede wszystkim tych, którzy tworzą teksty, a więc blogerów, dziennikarzy czy pisarzy. Są to edytory, które świetnie wyglądają - głównie za sprawą minimalistycznego interfejsu, a także pozwalają twórcy odciąć się od wszystkiego co go rozprasza i skupić się tylko na pisaniu. Dodatkowo, większość z nich oferuje jeszcze wsparcie dla znaczników Markdown, opisujących formatowanie tekstu. Najnowszym tego typu programem dla Mac jest Typed od Realmac Software.

Wraz z udostępnieniem przez Apple funkcji Handoff (a dokładnie Phone Relay) pozwalającej na odbieranie połączeń telefonicznych na Mac pojawiła się możliwość obejścia pewnego dość istotnego dla niektórych ograniczenia - niemożności nagrywania rozmów telefonicznych bezpośrednio na iPhonie. Kilka tygodni temu pisałem o możliwości nagrywania rozmów telefonicznych odbieranych na Macu dzięki aplikacji Audio Hijack Pro. Ten program nie jest jednak specjalnie intuicyjny (przynajmniej dla mnie). Pojawiło się jednak rozwiązanie zdecydowanie bardziej "user friendly". Mowa o Call Recorder dla Mac.

Podobnie jak rok temu, postanowiłem opisać dla Was programy z których korzystam. Nie znajdziecie tutaj wszystkich, ale mam nadzieję, że poniższa lista pozwoli Wam znaleźć interesujące Was pozycje, które być może niedługo znajdą się na waszej liście programów na OS X, z których korzystacie.

Czy komputery z system OS X potrzebują antywirusa? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Pewne jest, że takie programy istnieją. Dlatego warto wybrać najskuteczniejsze rozwiązanie.

Lubimy wymieniać nasze iUrządzenia na nowe. Komputery wymieniamy rzadziej, tablety trochę częściej a telefony nawet raz w roku. Co się dzieje z naszymi starymi urządzeniami? Zazwyczaj jeśli nadają się nadal do użytku to znajdujemy dla nich nowego właściciela.

Spotify zaktualizowało właśnie dostępną w swoich aplikacjach funkcję Connect. Dotąd za jej pomocą można było wysyłać muzykę na wspierane akcesoria, np. głośniki. Teraz pozwala ona także korzystać z iPhone'a czy iPada z uruchomioną mobilną wersją tej aplikacji, jak z pilota zdalnego sterowania dla Spotify działającego na Macu (i pewnie na PC).

Jak donosi The New York Times, badacze z Palo Alto Networks odkryli nowy rodzaj złośliwego oprogramowania zwanego "WireLurker", które od pół roku atakuje komputery Mac i urządzenia z iOS przede wszystkim w Chinach.

Użytkownicy sprzętu Apple będący fanami gry Icewind Dale muszą uzbroić się w cierpliwość. Zbliżająca się premiera tej produkcji w App Store została przesunięta, ze względu na niespełnianie wymogów koniecznych do zatwierdzenia aplikacji.

Kilka lat temu w sieci pojawiły się recenzje bardzo ciekawej, przede wszystkim ze względu na design aplikacji dla iOS o nazwie Dominus (czekam na jej aktualizację dla iPhone'a 6), pokazującej aktualną godzinę w intrygujący i futurystyczny sposób. Były to zestawy różnokolorowych kropek przedstawiających godziny, minuty i sekundy, które kojarzyły mi się z filmami SF (np. z pomieszczeniem Matki - komputera pokładowego statku kosmicznego Nostromo). Autor tamtej aplikacji - Albert Salamon - wraca teraz z podobnym programem dla Mac o nazwie TTMM.

Jak donosi serwis Macworld, szwedzki ekspert do spraw zabezpieczeń odkrył bardzo poważną lukę w najnowszym systemie operacyjnym dla komputerów Mac, OS X Yosemite.

Po 14 latach od wydania legendarnej gry Icewind Dale, jej twórcy zdecydowali się na odświeżenie tej pozycji. Podobnie jak w przypadku Baldur's Gate, trafiła ona w nowej odsłonie nie tylko na systemy OS X i Windows, ale także na urządzenia z Androidem. W najbliższej przyszłości wznowiona edycja Icewind Dale pojawi się także w sklepie App Store.

Pisaliśmy wczoraj o możliwej zbliżającej się premierze nowej wersji pakietu Office dla Mac, na co wskazywały zrzuty ekranu nowej wersji Outlooka dla OS X. Udostępnił je chiński serwis cnBeta, który dzisiaj publikuje slajdy z tajnej prezentacji Microsoftu przedstawiające kalendarz prac nad pakietem Offie w wersji dla Mac i iPada oraz zmiany w poszczególnych aplikacjach.

System OS X Yosemite przyniósł masę bardzo przydatnych funkcji. Mógłbym napisać (i pewnie niedługo napiszę) tekst o tym, jak wygodne jest korzystanie z Continuity i Handoff czyli jego integracji z iOS 8. Wprowadza on jednak także masę funkcji, które poprawiają korzystanie z samego systemu. Taką niewątpliwie jest możliwość instalowania widgetów w Centrum Powiadomień.