Bluesound Pulse Flex - test bezprzewodowego głośnika multiroom
Bo kilkumiesięcznej przerwie na testy trafiło do mnie kolejne urządzenie dobrze znanej czytelnikom MyApple marki Bluesound. To świetne brzmieniowo głośniki i soundbary mogą działać samodzielnie lub w ramach systemu multi-room. Nie inaczej jest z testowanym w ostatnich tygodniach przeze mnie głośnikiem multiroom Bluesound Pulse Flex.
To co na zewnątrz
Bluesound Pulse Flex P130 to sprzęt, który na pierwszy rzut oka wydaje się kolejnym kompaktowym głośnikiem bezprzewodowym do postawienia gdzieś na półce, ale im dłużej się z nim obcuje, tym bardziej widać, że jego ambicje sięgają wyraźnie dalej.
Urządzenie ma kompaktową bryłę, dzięki czemu bez problemu można ustawić je w salonie, sypialni czy kuchni. Jego wzornictwo nie przyciąga przesadnej uwagi, ale też nie jest przypadkowe. To sprzęt, który ma być użytkowy i w tym sensie jest konsekwentny, bo nie narzuca się formą, tylko daje się łatwo wkomponować w otoczenie. Jednocześnie nie jest to anonimowy klocek – widać tu dbałość o detale i pewien poziom estetyki, który sprawia, że nie trzeba go chować, tylko można normalnie eksponować jako część przestrzeni. Bardzo podoba mi się faktura płóciennej maskownicy, która obejmuje niemal całe urządzenie, nie licząc podstawy, górnego panelu sterowania i tylnego, pionowego panelu z portami.

Pulse Flex dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych – czarnej, białej i beżowej. MIałem okazję testować go w tej ostatniej wersji, czyli beżowej.
Połączenia
Pulse Flex oferuje szeroki wachlarz opcji, które pokrywają większość scenariuszy użytkowania. Mamy tu Wi-Fi, Ethernet, Bluetooth z obsługą aptX HD, a także Apple AirPlay 2 i integrację z popularnymi platformami, takimi jak Spotify Connect, Tidal Connect czy Qobuz. Do tego dochodzą fizyczne wejścia, w tym USB-C, mini Toslink i analogowe 3,5 mm, co daje dodatkową elastyczność w podłączaniu zewnętrznych źródeł. To ważne, bo nie każdy chce polegać wyłącznie na streamingu, a możliwość podpięcia innych urządzeń wciąż ma swoje znaczenie. Całość sprawia wrażenie systemu, który został zaprojektowany z myślą o różnych użytkownikach, a nie tylko o jednym konkretnym scenariuszu.

BlueOS
Pulse Flex jest z założenia głośnikiem mono, co może budzić pewne wątpliwości u osób przyzwyczajonych do klasycznego stereo, ale producent daje tu proste rozwiązanie. Wystarczy sparować dwa takie urządzenia, żeby uzyskać pełnoprawny system stereo, co znacząco rozszerza możliwości całego zestawu. To rozwiązanie ma sens szczególnie w większych pomieszczeniach, gdzie jeden głośnik może nie wystarczyć do równomiernego nagłośnienia przestrzeni. Co więcej, Pulse Flex może pełnić rolę elementu systemu kina domowego, współpracując z kompatybilnymi urządzeniami Bluesound, takimi jak soundbar CINEMA czy odtwarzacz POWERNODE. W takiej konfiguracji może działać jako głośnik efektowy, co pokazuje, że jego zastosowanie nie kończy się na prostym odtwarzaniu muzyki. To raczej moduł, który można włączyć w większy ekosystem i dostosować do własnych potrzeb.
Kluczowym elementem całej koncepcji jest system BluOS, który odpowiada za funkcjonalność multiroom i integrację z różnymi źródłami dźwięku. To rozwiązanie pozwala połączyć kilka urządzeń w jedną sieć i sterować nimi z poziomu aplikacji, tworząc strefy odtwarzania w różnych pomieszczeniach. W praktyce oznacza to, że można słuchać tej samej muzyki w całym domu albo przypisać różne utwory do różnych pokoi, w zależności od potrzeb. Sam proces konfiguracji nie jest skomplikowany – wystarczy połączenie z siecią Wi-Fi i kilka kroków w aplikacji. BluOS daje też dostęp do serwisów streamingowych, radiostacji internetowych i własnych bibliotek plików, co sprawia, że głośnik staje się centrum zarządzania muzyką. Aplikacja BluOS Controller jest przy tym na tyle przejrzysta, że nie trzeba się jej długo uczyć, żeby swobodnie z niej korzystać.

Brzmienie
Najważniejsze jednak w przypadku takiego urządzenia zawsze będzie brzmienie i tutaj Pulse Flex pozytywnie zaskakuje, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę jego rozmiary. Producent postawił na sprawdzony układ dwóch przetworników – 102-milimetrowego woofera oraz 21-milimetrowego tweetera – co w praktyce przekłada się na dźwięk, który nie sprawia wrażenia ograniczonego przez fizyczne gabaryty obudowy. Wspiera to wzmacniacz z procesorem DSP, który odpowiada za kontrolę i spójność przekazu, i to słychać w codziennym użytkowaniu. Dźwięk jest pełny, ma swoją masę, a jednocześnie nie traci szczegółowości, co przy głośnikach tej klasy nie zawsze jest oczywiste. Szczególnie dobrze wypada to w materiałach, które wymagają zarówno dynamiki, jak i czytelności, bo Pulse Flex nie gubi się ani w gęstszych aranżacjach, ani w spokojniejszych fragmentach. Nie ma tu efektu „pudełkowego grania”, który często pojawia się w kompaktowych konstrukcjach, tylko raczej próba wyjścia poza ograniczenia formatu.
Podczas testów spędziłem z tym głośnikiem sporo czasu, słuchając głównie rocka i metalu progresywnego, czyli gatunków, które potrafią bezlitośnie obnażyć słabości sprzętu. W takich nagraniach ważna jest separacja instrumentów, kontrola basu i umiejętność oddania dynamiki przejść między fragmentami utworów. Pulse Flex radził sobie z tym zaskakująco dobrze, zachowując równowagę między energią a czytelnością. Gitary nie zlewały się w jedną ścianę dźwięku, perkusja miała odpowiedni ciężar, a wokale pozostawały na swoim miejscu, bez sztucznego wypychania do przodu. Co ciekawe, równie dobrze wypadała najnowsza płyta mojego zespołu Sacriversum – „Before The Birth of Light”, która premierę ma już w maju. To materiał, który jest dość wymagający produkcyjnie i łatwo na nim usłyszeć, czy sprzęt radzi sobie z detalami i przestrzenią, i tutaj Pulse Flex nie miał większych problemów z oddaniem charakteru nagrań. Oczywiście nie jest to poziom dużych systemów stereo, ale jak na tę klasę sprzętu trudno mieć poważne zastrzeżenia.
Dużą zaletą tego modelu jest obsługa formatów hi-res, co w praktyce oznacza możliwość odtwarzania plików o wysokiej rozdzielczości, sięgającej 24 bitów i 192 kHz. Wspierane są zarówno popularne formaty, jak MP3 czy WMA, jak i bardziej wymagające, w tym FLAC, MQA, ALAC czy DSD256. To ważne, bo pokazuje, że producent nie traktuje tego urządzenia jako typowego głośnika „do tła”, tylko jako coś, co ma potencjał do bardziej świadomego słuchania muzyki. W codziennym użytkowaniu przekłada się to na większą ilość detali i lepsze odwzorowanie nagrań, szczególnie jeśli korzystamy z materiałów wysokiej jakości. Różnice nie zawsze są spektakularne, ale w dłuższej perspektywie robią swoje i wpływają na ogólny odbiór muzyki. Warto też zaznaczyć, że cały ten potencjał nie wymaga specjalistycznej wiedzy – wystarczy odpowiednie źródło, żeby z niego skorzystać.
Podsumowanie
Bluesound Pulse Flex to urządzenie, które dobrze odnajduje się na styku kompaktowego sprzętu audio i bardziej rozbudowanych systemów multiroom. Nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest, ale jednocześnie oferuje więcej, niż można by się spodziewać po jego rozmiarach. Dobrze radzi sobie z różnymi gatunkami muzycznymi, co potwierdziły zarówno odsłuchy rocka i metalu progresywnego, jak i bardziej wymagających produkcji. Do tego dochodzi szeroka funkcjonalność, obsługa formatów hi-res i możliwość rozbudowy systemu o kolejne elementy. To wszystko sprawia, że Pulse Flex nie jest tylko dodatkiem do większego systemu, ale pełnoprawnym urządzeniem, które może stanowić jego fundament lub działać samodzielnie, w zależności od potrzeb.