Początek nowego roku to nie tylko czas na nowe postanowienia, dla mnie to także czas na pewne podsumowanie. W styczniu 2008 roku kupiłem sobie iMaca i założyłem mój blog, na którym zacząłem się dzielić własnymi doświadczeniami z urządzeniami Apple.

Big d789cd2b c2ba 4f42 911a cf477fe46669

Moja przygoda z blogowaniem nie zaczęła się co prawda z otwarciem bloga mackozer.pl. Wcześniej przez dwa lata prowadziłem blog o Irlandii (w dwóch niezależnie aktualizowanych wersjach – angielskiej i polskiej). Ale to właśnie w styczniu 2008 roku ostatecznie rozstałem się z archeologią, która pozostała już tylko w kręgu moich hobbystycznych zainteresowań, i powziąłem postanowienie, że moim nowym zajęciem będzie pisanie o Apple. Kiedy zaczynałem, jabłkowa blogosfera była chyba bardziej aktywna niż obecnie. Istniały wtedy takie świetne blogi jak choćby AppleBlog Pawła Nowaka, Fotogenia Bartka Skowronka, iPod.info Norberta Cała, MójMac Przemka Marczyńskiego, no i oczywiście forum i serwis MyApple. Było rzecz jasna jeszcze kilka innych. Z dość sporej grupy, a przynajmniej z tych wymienionych powyżej, pozostały obecnie dwa i oba doczekały się swoich magazynów. Był i nadal jest także iMagazine, początkowo istniejący pod nazwą Moje Jabłuszko, do którego nawet pisałem przez kilka lat. Norbert połączył swe siły właśnie z tym magazynem. Ja moją przygodę z blogowaniem o Apple zacząłem jednak na mackozer.pl i tutaj, czyli na MyApple. Oczywiście nie wszyscy jabłkowi blogerzy zaniechali pisania, niektórzy rozwinęli skrzydła bardzo szeroko. Przykładem jest tutaj Przemek Pająk, którego Spidersweb jest jednym z największych, jeśli nie największym obecnie serwisem o szeroko pojętej technologii, a Przemek zaczynał przecież tutaj na MyApple (tak po prawdzie, to kiedy ja zaczynałem pisać o Apple, to on swoją współpracę z MyApple kończył). To tyle o weteranach jabłkowej blogosfery. Weterani użytkownicy to zupełnie inny temat, tutaj wspomnieć wypada choćby Jaromira Koppa, czyli MacWyznawcę. Jabłkowa blogosfera nie jest jednak zabetonowana, w minionych dziesięciu latach pojawiło się sporo nowych, ciekawie piszących autorów, to z nich składa się redakcja naszego magazynu i to oni piszą na łamach swoich blogów w serwisie MyApple.

Kiedy zaczynałem moją przygodę z blogowaniem o Apple, trzymając się swojego postanowienia, że będzie to połączenie pasji z pracą, wielu pukało się w głowę. Konsekwencja i dyscyplina przyniosły jednak efekty. Przez dziesięć lat pisanie o Apple było moim podstawowym zajęciem. To sporo, zwłaszcza patrząc na to, co w tym czasie wydarzyło się w Apple. Na moich blogach opisywałem nie tylko aplikacje, ale także to, co działo się w firmie Apple i w środowisku użytkowników jej produktów. Poczynając od pierwszego iPhone'a, którego sprawiłem sobie na przełomie zimy i wiosny 2008 roku, przez premierę iPada (pamiętam, jak czekałem na to, kiedy kurier przyniesie mi to urządzenie sprowadzone z USA), kolejne modele komputerów Mac (tutaj do dzisiaj moją największą miłością jest 13-calowy MacBook Air, choć czas tego komputera się już zdecydowanie kończy i nie mówię tutaj tylko o moim własnym urządzeniu), premierę zegarka Apple Watch (kolejka przed butikiem w Berlinie), otwarcie salonu firmowego (w Berlinie), konferencje, targi, w tym nieodżałowane Macworld w San Francisco, 30. urodziny Macintosha, na śmierci Steve'a Jobsa kończąc.

Dekadę temu królowały komputery Mac, a na iPhonie, który napędzany był zmodyfikowaną wersją systemu Mac OS X, nie można było oficjalnie zainstalować żadnej aplikacji (chyba, że zrobiło się jailbreak – konieczny, by korzystać z tego urządzenia w Polsce). Oprogramowanie dostępne było albo na stronach producentów, albo w repozytoriach typu MacUpdate. Wkrótce miało się to zmienić. Apple otworzyło sklep App Store, w którym szybko zaczęło przybywać aplikacji. Niedługo było ich znacznie więcej niż programów dla Maca. Także i tutaj firma zdecydowała się na otwarcie własnego sklepu. 6 stycznia obchodziliśmy jego siódme urodziny – jak ten czas leci! Początkowo na moim prywatnym blogu przeważały recenzje aplikacji dla Maca, szybko jednak zaczęły dominować opisy programów dla iOS, co nie spodobało się niektórym czytelnikom. Historia zatoczy niebawem koło, a to za sprawą aplikacji uniwersalnych, działających zarówno dla iOS, jak i macOS. Kiedyś, dziesięć lat temu, uniwersalnymi były programy działające na Macach z procesorami PowerPC i Intela.

Przez te dziesięć lat zmieniały się nie tylko urządzenia. Firma Apple z producenta komputerów stała się producentem elektroniki, a także usługodawcą. Obecnie, choć liczy się przede wszystkim iPhone, ważne są także oferowane przez Apple usługi, od chmury iCloud po Apple Music. Firma staje się coraz bardziej koncernem medialnym, a nie tylko producentem komputerów, smartfonów i oprogramowania. Znacznie też zmienił się jej przekaz. Komunikacja skupiająca się na niezależnym, kreatywnym i myślącym inaczej niż reszta odbiorcy skierowała się w stronę kolorowej masy szczęśliwych co prawda, ale jednak jednakowych użytkowników. Kiedy wszyscy są inni, to stają się w pewnym stopniu tacy sami. Moim zdaniem to do tych milionów jednakowo oryginalnych ludzi swoje produkty kieruje obecnie ta firma. Nie oceniam tego, świat się zmienia i czasy się zmieniają. Trudno wymagać, by Apple było tą samą firmą co pod koniec lat 90. ubiegłego wieku. Myślę, że ta przemiana zaczęła się na długo przed śmiercią Steve'a Jobsa, później nabrała po prostu rozpędu. Nie uważam, by było w tym coś złego. Gdybym tak myślał, to czułbym jednocześnie pretensję do czasu, który przecież wszystko zmienia, tak jak w zagadce Golluma z Hobbita J.R.R. Tolkiena.

Coś, przed czym w świecie nic nie uciecze,

Co gnie żelazo, przegryza miecze,

Pożera ptaki, zwierzęta, ziele,

Najtwardszy kamień na mąkę miele,

Królów nie szczędzi, rozwala mury,

Poniża nawet najwyższe góry.

(Hobbit, J.R.R. Tolkien, przekład Skibniewska)

Blogowanie o Apple zaprowadziło mnie tutaj, gdzie jestem obecnie, a to także wiąże się z realizacją pewnego noworocznego postanowienia. Dwa lata temu, zaraz po powrocie z targów CES, zawziąłem się i zabrałem się za naukę programowania w Swiftcie. Po niecałych dwóch latach zostałem programistą, który robi to full time i który jeszcze uczy programowania dzieci. Po dziesięciu latach nie bloguję już na pełen etat. Robię to niejako po godzinach, ale zapewniam Was, że będę to robił przez kolejne lata. Świat produktów Apple jest bowiem równie ciekawy jak dziesięć lat temu.

Artykuł ukazał się pierwotnie w MyApple Magazynie nr 1/2018

Pobierz MyApple Magazyn 1/2018

Magazyn MyApple w Issuu