Krajobraz po "Let's Talk iPhone".
Jak zwykle przed konferencją Apple temperatura rosła w sposób wykładniczy. Tym bardziej, że atmosfera była podgrzewana od miesięcy szczątkowymi informacjami i plotkami na temat nowego iPhone'a.
Sama nazwa konferencji wskazywała, że główną gwiazdą będzie właśnie on iPhone. Nowy, wielki bo przecież co najmniej cztero-calowy z mnóstwem gadżetów na pokładzie.
Dziś, kiedy opadł kurz bitewny i z czeluści kieszeni Steve'a ... przepraszam Tima Cook'a wyłonił się nowy stary iPhone 4S gdzie "S" to ... wiemy na czym stoimy i co nas czeka.
Nowy iPhone 4S dostał starą obudowę od najlepiej sprzedającego się telefonu Apple od lat. Po co zmieniać kurę znoszącą złote jajka. A nóż znów będą problemy z anteną lub innym elementem. Dostał także te gadżety na które czekaliśmy; nowy dwu-rdzeniowy procesor, lepszą matrycę aparatu fullHD i Siri asystenta który zrobi za Ciebie wszystko. No prawie wszystko. I dobrze bo są rzeczy, które jednak wolę robić sam.
Osobiście cieszę się, że sprawy obrały taki obrót. Choć rynek zareagował histerycznie spadkiem notowań Apple, które przyzwyczaiło nas do wszelkich nowości i innowacyjności na swoich konferencjach. W zamian dostaliśmy ewolucję. Według mnie przemyślaną. I to bardzo. iPhone 4S wbija się klinem w gładką taflę szkła rynku smartfonów tworząc rysę, niewielką aczkolwiek widoczną. Znów producenci tacy jak HTC czy Samsung poczuli ciepły oddech na plecach. Dlaczego tak uważam?
To proste. Co prawda telefon nie ma większej matrycy jak to lubi HTC, ale czy to jest najważniejsze? Gdzieś musi przebiegać granica między tabletami a smartfonami. Coraz większe telefony burzą tą granicę.
Dla mnie liczy się zawartość a nie opakowanie. A to w wydaniu iPhone'a 4S jest na najwyższym poziomie. Wraz z iOS 5 będzie stanowił produkt z najwyższej półki.
Plusy i minusy.
Ewolucja a nie rewolucja jest dla mnie jednak plusem, ulepszony iPhone 4 także, ceny starych wersji telefonu które spadną również. W ten sposób Apple zdobywa rynek, różnicując ceny i rozszerzając gamę telefonów.
Minus? Tim Cook to nie Steve Jobs. Niestety. I jeszcze jeden minus. Znów Apple pokazuje, że Polska jest na szarym końcu planów firmy z Coupertiono.
Ten fakt odnotowuję z przykrością.
A jakie wy macie odczucia po 4 października?
Źródło:
PR