Gdy w kwietniu bieżącego roku Apple oficjalnie ogłosiło, że John Ternus zastąpi Tima Cooka na stanowisku dyrektora generalnego, wiele osób zaczęło prześcigać się w przepowiedniach dotyczących jego nadchodzących rządów. Niektórzy dopatrywali się w nim nowego Jobsa, inni kontynuacji strategii Cooka, a jeszcze inni całkowitego zwrotu w nowym kierunku. Wszystko to były jednak rzecz jasna jedynie domysły, mniej lub bardziej uzasadnione jego dotychczasową historią jako pracownika Apple. Rozpoczęty niedawno spór sądowy z OpenAI może jednak stanowić pierwszy prawdziwy przedsmak tego, jak Ternus zamierza kierować firmą.

10 lipca Apple złożyło pozew przeciwko OpenAI, oskarżając twórców ChatGPT o nieuczciwe praktyki polegające na rekrutowaniu pracowników Apple przy jednoczesnym namawianiu ich do wykradania firmowych tajemnic przed przejściem do nowej pracy. Oczywiście z technicznego punktu widzenia decyzję o rozpoczęciu tej sądowej batalii podjął Tim Cook. Biorąc jednak pod uwagę, że takie spory zazwyczaj ciągną się latami, a Cook odchodzi ze stanowiska dyrektora generalnego już za kilka tygodni, raczej trudno uwierzyć, iż zrobił to bez uzgodnienia wszystkiego ze swoim następcą. O obecnym CEO można bowiem powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że postępuje on spontanicznie i nieostrożnie, kierując się emocjami i chwilowymi kaprysami, nie myśląc o dalekosiężnych konsekwencjach. Co więcej, wszystkie jego dotychczasowe działania wyraźnie wskazują na to, że stara się on zagwarantować Ternusowi jak najgładszy start w nowej roli, więc myśl o tym, że zdecydowałby się samodzielnie wywołać na odchodne tego rodzaju pożar, wydaje się po prostu śmieszna.

W pewnym sensie można więc uznać, że pozwanie OpenAI jest pierwszą dużą decyzją podjętą przez Johna Ternusa jako CEO, jeszcze zanim oficjalnie objął on to stanowisko. Wiele osób tęskniących za Apple z epoki Jobsa zapewne potraktuje to jako dobry znak. Jobs był powszechnie znany z dość agresywnego, konfrontacyjnego podejścia do konkurentów. W 2005 roku, gdy dowiedział się o tym, że Adobe zaczęło rekrutować pracowników Apple, napisał do ówczesnego szefa tej firmy krótkiego maila o następującej treści:

„Firma Adobe prowadzi rekrutację wśród pracowników Apple. Zatrudnili już jedną osobę i kontaktują się z wieloma innymi. Przyjąłem zasadę, zgodnie z którą nasi rekruterzy nie prowadzą rekrutacji wśród pracowników Adobe. Wygląda na to, że ty stosujesz inną zasadę. Jeden z nas musi zmienić swoje podejście. Proszę, daj mi znać, kto”.

Ta krótka wiadomość z dość otwarcie wyrażoną groźbą dla wielu osób stanowi klasyczny przykład bezkompromisowego stylu Jobsa. Była to też jednak zarazem jedna z jego delikatniejszych i bardziej wyważonych reakcji na zagrożenie ze strony konkurencji. Po przeciwnej stronie spektrum znajduje się zaś „termonuklearna wojna”, którą wypowiedział firmie Google i systemowi Android. Według Waltera Isaacsona, autora najbardziej znanej biografii Jobsa, współzałożyciel Apple uważał Androida za ukradziony produkt i zarzekał się, że doprowadzi do jego zniszczenia, nawet gdyby miał walczyć aż do śmierci i wydać na to wszystkie pieniądze Apple. Wcześniej podobną niechęcią darzył również Microsoft i system Windows, zresztą z podobnych powodów.

Raczej nie wierzę w to, by Ternus chciał rzeczywiście udawać Jobsa, jednak niewykluczone, że może się nim w pewnym stopniu inspirować. Pozew przeciwko OpenAI można więc odczytać jako jego pierwszy ruch przeciwko firmie, którą uważa obecnie za największe zagrożenie dla Apple. Tak jak Jobs walczył najpierw z Microsoftem o rynek komputerów osobistych, a później z Google o rynek smartfonów, tak Ternus zamierza rozpocząć swoje rządy od walki z OpenAI o dominację w nadchodzącej erze postsmartfonowej. Warto bowiem zauważyć, że pozew dotyczy właśnie „podkradania” pracowników i firmowych tajemnic z działu sprzętowego. Nie od dziś wiadomo, iż OpenAI pracuje nad tajemniczym urządzeniem mającym rzekomo przenieść komunikację między człowiekiem a sztuczną inteligencją na zupełnie nowy poziom (choć wiele wskazuje na to, że pod tymi szumnymi zapowiedziami kryje się po prostu smartgłośnik). Wprawdzie jest raczej mało prawdopodobne, by pozew Apple całkowicie ich przed tym powstrzymał, ale ma szansę przynajmniej ich spowolnić. Nie ma co się oszukiwać – Apple zdecydowanie przegrało wszystkie dotychczasowe rundy walki o rynek AI – jednak najwyraźniej Ternus nie chce mimo to odpuszczać i przygotowuje się do kolejnego starcia, tym razem na polu sprzętowym.

Po piętnastu latach z dość ostrożnym i spokojnym Timem Cookiem perspektywa przejęcia steru przez kogoś bardziej dynamicznego i skłonnego do walki może wydawać się całkiem obiecująca. Warto jednak pamiętać o tym, że Jobsowi tak naprawdę ostatecznie nigdy nie udało się pokonać Windowsa ani Androida. Wspomniany wcześniej mail do szefa Adobe był zaś jednym z głównych dowodów w procesie dotyczącym nielegalnej zmowy między firmami technologicznymi w sprawie rekrutacji pracowników, który zakończył się ugodą kosztującą 435 milionów dolarów. Jeśli zaś chodzi o walkę z konkurencją poprzez pozwy, cóż… John Sculley próbował tego pod koniec lat osiemdziesiątych, oskarżając Microsoft o to, że Windows kradnie pomysły Apple. Proces ciągnął się kilka lat i zakończył się wręcz ośmieszającą porażką. Pozostaje więc mieć nadzieję, że plan Ternusa, czymkolwiek jest, potoczy się nieco lepiej.

Artykuł ukazał się w MyApple Magazynie nr 4/2026

Pobierz MyApple Magazyn nr 4/2026