Tej wiosny Apple sypnęło nowościami. Kontynuuję ich przegląd. Tym razem przyszedł czas na MacBooka Neo, który jak Neo z Matriksu… rozwalił moim zdaniem system, a dokładnie to rynek niedrogich laptopów.

MacBook Neo jest najtańszym – i oczywiście podstawowym – komputerem w całej ofercie Apple, którego przez lata brakowało. Nie każdy bowiem potrzebuje MacBooka Air, a już tym bardziej MacBooka Pro. Moc tych komputerów (zwłaszcza MacBooka Pro) to w wielu przypadkach zbyt wiele, a przy tym są one znacznie droższe. Neo jest moim zdaniem skierowany przede wszystkim do uczniów i studentów, którzy potrzebują komputera do pisania wypracowań, tworzenia prezentacji, obliczeń, komunikacji przy nauce zdalnej (np. za pomocą Teams czy Zooma), wygodnego dostępu do poczty, przeglądania stron webowych (np. celem wyszukiwania informacji źródłowych), obejrzenia jakiegoś filmu, posłuchania muzyki czy pogrania w gry (o tym, jak sobie z nimi radzi, przeczytacie w dalszej części tego tekstu).

Sercem MacBooka Neo jest układ A18 Pro – taki, jaki znalazł się w iPhone’ach 16 Pro. Czy to za mało? Moim zdaniem nie. Od lat już iPhone’y, zwłaszcza modele Pro, mają ogromny zapas mocy. Co więcej, warto pamiętać, że przygoda Apple z nową, własną architekturą procesorów w komputerach Mac zaczęła się w 2020 roku od specjalnego komputera deweloperskiego w obudowie Maca mini i z układem A12Z Bionic. Nie jest to więc pierwszy Mac (ale pierwszy oficjalnie dostępny na rynku), do którego trafił układ z urządzenia mobilnego.

Wielkość pamięci RAM nie jest oczywiście spektakularna, bo wynosi tylko 8 GB, ale znam wiele osób, które pracują wciąż na MacBookach z układami M1 czy M2 i właśnie z 8 GB pamięci RAM. Testowany przeze mnie model wyposażony jest przy tym w 512 GB pamięci masowej SSD (minimalna oferowana wielkość wynosi 256 GB). MacBook Neo, czyli laptop za mniej niż trzy tysiące złotych, posiada do tego świetny 13-calowy wyświetlacz Liquid Retina o rozdzielczości 2408 × 1506 pikseli, gęstości 219 PPI i jasności – porównywalnej z ekranem w MacBooku Air – wynoszącej 500 nitów. Do większości z opisanych powyżej zadań taka konfiguracja jest wystarczająca. Wspomnieć jeszcze wypada, że w ramce ekranu umieszczono kamerę Full HD. Wybrano tutaj rozwiązanie w starym stylu – bez wcięcia (notch).

Na MacBooku Neo pisałem teksty, oglądałem filmy, przeglądałem sieć, słuchałem muzyki w Apple Music – dwa głośniki w tym modelu, wspierające Dolby Atmos, dają radę – a nawet zmontowałem krótkie wideo koncertowe mojego zespołu w Final Cut Pro. Kodowałem też w Xcode. We wszystkich tych zadaniach MacBook Neo radził sobie świetnie. Oczywiście duże projekty w Xcode na moim MacBooku Pro 14” M2 Pro z 32 GB RAM budowały się szybciej. Osobiście znam programistów, którzy rozważali zakup MacBooka Air do kodowania w drodze, a ostatecznie zdecydowali się na Neo, bo był tańszy i równie dobrze radził sobie z projektami w Xcode właśnie.

Na tym nie koniec. Odpaliłem na nim kilka gier z Apple Arcade, np. nowe Oceanhorn, a także Cyberpunk 2077. Zauważyłem, że wielu recenzentów – jak i ja – odpaliło tę grę z zamiarem zarżnięcia MacBooka Neo. Oczywiście przy wysokich detalach i wysokiej rozdzielczości w tę grę grać się nie dało, ale na niskich detalach byłem w stanie ukończyć kilka misji pobocznych, co naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Pamiętać jednak należy, że Cyberpunk 2077 dla Maca jest jedną z najlepiej przeniesionych gier (przeszedłem ją całą na moim MacBooku Pro 14” z M2 Pro), więc inne duże tytuły na tym komputerze mogą nie ruszyć. MacBook Neo nie jest jednak przecież komputerem stworzonym z myślą o grach.

Bez problemu podłączyłem też MacBooka Neo do mojego monitora za pomocą portu USB-C 3.0 z obsługą DisplayPort 1.4, który oczywiście go ładował. Wspomnę tutaj, że Neo obsługuje rozdzielczość do 4K przy 60 Hz. Pozostając przy portach, wspomnieć wypada, że MacBook Neo wyposażony jest w dwa porty USB-C, ale o różnych standardach. Jeden to szybszy i mocniejszy USB 3.0, a drugi to klasyczny USB 2.0.

Z kolei, mówiąc o ładowaniu, nie mogę nie wspomnieć o baterii. MacBook Neo wyposażony jest w baterię litowo-jonową o pojemności 36,5 Wh. Apple deklaruje, że wystarcza to na 11 godzin przeglądania internetu lub na 16 godzin strumieniowania wideo. W praktyce komputer bardzo dobrze radził sobie w podstawowych zadaniach przez cały właściwie dzień. Bardziej wymagające zadania (praca w Xcode czy montowanie wideo) oczywiście ten czas nieco skracały, ale i tak z powodzeniem mogłem zabrać go w podróż i nie martwić się ładowaniem do wieczora.

Muszę przyznać, że brakowało mi naprawdę taniego MacBooka w ofercie Apple. Kiedyś takim komputerem był 11-calowy MacBook, ale zniknął on z oferty już dość dawno. A przecież wiele osób potrzebuje komputera, który służyłby np. dzieciom do nauki (i to nie tylko tej szkolnej), do komunikacji czy rozrywki. Najwyraźniej nie byłem jedynym, który takiej maszyny potrzebował. Co ważne, osoby decyzyjne w Apple doszły do podobnego wniosku i na rynek trafił właśnie MacBook Neo. Komputer od Apple za mniej niż trzy tysiące złotych w podstawowej wersji, a w przypadku zakupu dla ucznia jego cena wynosi 2499 zł, i o wydajności moim zdaniem przewyższającej laptopy z Windows dostępne w tej półce cenowej. Wersja z 512 GB pamięci SSD i wyposażona w czytnik linii papilarnych Touch ID jest oczywiście nieco droższa (3499 zł), ale i tak cena takiego MacBooka Neo jest konkurencyjna względem laptopów z Windows dla ucznia czy studenta. Dostajemy komputer ze skrojonym pod system hardware’em, stanowiący część świetnie zintegrowanego ekosystemu urządzeń Apple.

Jeśli miałbym wymienić, czego mi w tym komputerze brakuje, to będzie to oczywiście brak podświetlanej klawiatury i złącza MagSafe, ale są to takie kompromisy, na które się godzę. Przynajmniej jeden MacBook Neo już niedługo zagości w moim domu na stałe.

Jeśli szukacie małego komputera dla dziecka do szkoły, na uczelnię albo dla siebie i nie chcecie przy tym wydawać zbyt dużo, to MacBook Neo jest moim zdaniem maszyną pierwszego wyboru.

Artykuł ukazał się w MyApple Magazynie nr 3/2026

Pobierz MyApple Magazyn nr 2/2026