Pięć lat temu opisywałem na łamach MyApple.pl głośnik Devialet Phantom I 108 dB i pamiętam do dziś, jak bardzo to urządzenie wywróciło moje wyobrażenie o tym, czym może być kompaktowy, bezprzewodowy system audio. Tamten tekst był w dużej mierze o szoku – o zderzeniu niewielkiej formy z niemal absurdalną skalą dźwięku. Dziś wracam do tej koncepcji w jej najnowszym wcieleniu, czyli Devialet Phantom Ultimate 108 dB.

Pierwszy kontakt z Phantom Ultimate 108 dB to nadal doświadczenie niemal futurystyczne. Ta charakterystyczna, organiczna forma przypominająca coś pomiędzy rzeźbą a obiektem z filmu science fiction nie jest jedynie designerskim kaprysem. Każde wybrzuszenie, każdy łuk obudowy ma swoje uzasadnienie akustyczne. To nadal jest głośnik, który przyciąga wzrok, hipnotyzuje i wciąga w swoją estetykę.

Najważniejsze jednak zawsze było i pozostaje to, co Phantom robi z dźwiękiem. 108 dB maksymalnego poziomu ciśnienia akustycznego wciąż brzmi jak liczba wyjęta z katalogu sprzętu estradowego, a nie domowego głośnika bezprzewodowego. I rzeczywiście – kiedy odpalałem nowe wydawnictwa, jak „An Unnameable Desire” Plini, ostatni album Dream Theater czy remastery klasycznych płyt Rush, miałem poczucie obcowania z czymś, co wypełnia przestrzeń w sposób zupełnie nieproporcjonalny do swoich rozmiarów. Phantom nie tyle gra głośno, co buduje ścianę dźwięku, która ma masę, głębię i fizyczność. Bas jest tu absolutnie kluczowy – szybki, sprężysty, ale jednocześnie potężny, schodzący bardzo nisko i zachowujący kontrolę nawet przy naprawdę wysokich poziomach głośności.

To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to spójność i kultura grania. Średnica jest lepiej zbalansowana, wokale mają więcej ciała i naturalności, a wysokie tony bardzo detaliczne ale nie agresywne i bardziej osadzone w całości przekazu. Przy progresywnym metalu, gdzie gęstość aranżacji potrafi zabić wiele systemów, Phantom radzi sobie zaskakująco dobrze, rozdzielając poszczególne warstwy bez utraty energii.

Szczególnie ciekawym doświadczeniem było dla mnie odsłuchiwanie płyty mojego zespołu Sacriversum – „Before The Birth of Light”, której premiera będzie mieć miejsce już 8 maja. To materiał, który łączy oldschoolowy death metal z organami Hammonda, czyli zestawienie wymagające zarówno potęgi, jak i selektywności. Phantom Ultimate pokazał tu swoje dwie twarze: z jednej strony brutalną, bezkompromisową energię gitar i perkusji, z drugiej – pięknie oddaną fakturę organów, które nie ginęły w miksie, lecz miały swoją przestrzeń i charakter. To właśnie ta zdolność do łączenia skrajności robi największe wrażenie.

Technologicznie Devialet nadal idzie własną drogą. Ich rozwiązania, takie jak ADH (Analog Digital Hybrid) czy system SAM odpowiedzialny za kontrolę przetworników, nie są pustymi hasłami marketingowymi. W praktyce przekładają się na bardzo specyficzny charakter brzmienia – ekstremalnie dynamiczny, szybki i precyzyjny, a jednocześnie zaskakująco pełny. Phantom Ultimate 108 dB to także urządzenie w pełni nowoczesne pod względem funkcjonalności – obsługuje streaming w wysokiej jakości, integruje się z popularnymi usługami i wpisuje się w ekosystem multiroom, choć mam wrażenie, że jego naturalnym środowiskiem jest raczej rola centralnego, głównego źródła dźwięku niż jednego z wielu elementów rozproszonego systemu.

Wracając jeszcze na chwilę do tego, co w Phantom Ultimate 108 dB najważniejsze – czyli do technologii – mam wrażenie, że dopiero w tym modelu wszystkie te charakterystyczne dla Devialet skróty przestają być marketingową egzotyką, a zaczynają układać się w spójny system. I co ważne – system, który realnie słychać.

Serce całej konstrukcji stanowi wspomniane wyżej rozwiązanie ADH, czyli Analog Digital Hybrid. To rozwiązanie, które łączy wzmacniacz analogowy klasy A z cyfrowym klasy D, próbując wyciągnąć z obu światów to, co najlepsze – precyzję, liniowość i kulturę pracy z jednej strony, a z drugiej wydajność i ogromną moc. Phantom gra właśnie tak, jak można by się tego spodziewać po takim połączeniu. Ma natychmiastowość i kontrolę, ale jednocześnie nie traci tej „mięsistości” i naturalności, której często brakuje czysto cyfrowym konstrukcjom. Przy dynamicznych partiach Dream Theater czy Rush czuć, że ten system nie ma zadyszki – reaguje błyskawicznie, ale nie wpada w sterylność.

Drugim filarem jest SAM, czyli Speaker Active Matching. To technologia, która w czasie rzeczywistym monitoruje pracę przetworników i dostosowuje sygnał tak, aby uzyskać możliwie najwierniejsze odtworzenie nagrania. W praktyce oznacza to jedno – niesamowitą kontrolę basu i brak poczucia, że głośnik „gubi się” przy trudniejszych fragmentach. Przy moich odsłuchach progresywnego metalu, gdzie stopa perkusji i bas potrafią tworzyć niemal ciągły mur dźwięku, Phantom zachowywał się jak dobrze ustawiony system studyjny – szybki, punktowy, a jednocześnie potężny. SAM to trochę taki niewidzialny realizator dźwięku siedzący w środku głośnika.

Do tego dochodzi HBI – Heart Bass Implosion – czyli chyba najbardziej spektakularny element całej układanki. To właśnie ta technologia odpowiada za bas, który w Phantomie nie tyle słychać, co się go fizycznie odczuwa. Dzięki pracy dwóch przeciwległych przetworników niskotonowych pod wysokim ciśnieniem głośnik schodzi nawet do okolic 14 Hz. I to nie jest marketingowa liczba – przy odpowiednich nagraniach naprawdę czuć, jak powietrze w pomieszczeniu zaczyna pracować. Na mojej płycie Sacriversum, gdzie niskie strojenia gitar spotykają się z masywnym dołem sekcji rytmicznej, Phantom potrafił wygenerować fundament, którego nie spodziewałbym się po urządzeniu tej wielkości.

Nowością, o której rzadziej się mówi, a która ma ogromne znaczenie dla charakteru tego głośnika, jest przeprojektowany zasilacz PSU. Devialet zastosował tu własną topologię, która pozwala utrzymać wysoką moc i stabilność nawet przy ekstremalnych poziomach głośności, jednocześnie ograniczając nagrzewanie i zużycie energii. To brzmi jak czysta inżynieria – i faktycznie nią jest – ale efekt jest bardzo „audiofilski”: Phantom gra równo, bez kompresji i bez poczucia, że przy dużej głośności coś zaczyna się dusić. To jeden z tych elementów, które się bardziej czuje niż świadomie analizuje.

ACE, czyli Active Cospherical Engine, to z kolei odpowiedź Devialeta na klasyczny problem propagacji dźwięku w pomieszczeniu. Cała ta charakterystyczna, niemal kosmiczna forma Phantoma nie jest przypadkiem – została zaprojektowana tak, aby fala dźwiękowa rozchodziła się równomiernie we wszystkich kierunkach. W efekcie nie ma jednego „sweet spotu” w tradycyjnym rozumieniu. Dźwięk otacza słuchacza, wypełnia przestrzeń i zachowuje spójność nawet wtedy, gdy przemieszczamy się po pokoju. To bardzo inne doświadczenie niż klasyczne stereo – bardziej immersyjne, mniej punktowe.

I wreszcie coś, co spina to wszystko od strony energetycznej i konstrukcyjnej – PSU w połączeniu z całym systemem przetwarzania sprawia, że Phantom Ultimate jest w stanie utrzymać tę swoją „eksplozywną” charakterystykę niezależnie od repertuaru. Głośnik zawsze ma zapas mocy i kontroli.

Patrząc na to wszystko razem, mam wrażenie, że Devialet doszedł do punktu, w którym jego technologie przestały być zestawem efektownych skrótów, a stały się językiem, którym ten głośnik naprawdę „mówi”. I co najważniejsze – mówi nim bardzo przekonująco.

Nie sposób jednak nie zauważyć, że Phantom nadal jest sprzętem specyficznym. To nie jest klasyczny zestaw hi-fi, który buduje scenę stereofoniczną w tradycyjnym sensie, choć przy odpowiednim ustawieniu potrafi zaskoczyć obrazowaniem. To raczej monolityczne źródło dźwięku, które otacza słuchacza i wciąga go w środek wydarzeń. Jedni uznają to za zaletę, inni będą tęsknić za bardziej klasyczną prezentacją. Ja odbieram to jako świadomy wybór projektowy – Devialet nie próbuje udawać tradycyjnego systemu, tylko proponuje własną wizję.

Po tych kilku tygodniach z Phantom Ultimate 108 dB mam poczucie, że Devialet zrobił krok w stronę większej dojrzałości, nie tracąc przy tym swojego najbardziej charakterystycznego DNA. To nadal jest głośnik, który robi wrażenie od pierwszych sekund, ale teraz potrafi też zostać z nami na dłużej – nie tylko jako efektowny gadżet, ale jako pełnoprawne narzędzie do słuchania muzyki, niezależnie od tego, czy jest to progresywny metal, jazz, elektronika czy klasyka. I choć nadal nie jest to sprzęt dla każdego, to trudno odmówić mu jednego: konsekwencji w realizowaniu wizji, która kilka lat temu wydawała się niemal szalona, a dziś staje się coraz bardziej przekonująca.

Devialet Phantom Ultimate 108 dB dostępny jest w sieci salonów Top Hi – Fi & Video Design w cenie 13999 zł (za wersje Deep Forest oraz Light Pearl) oraz w cenie 16499 zł za wersję Opera de Paris.