Temat deklaracji wyborczych Trumpa wraca jak bumerang. Podczas kampanii zapowiadał on, że nałoży 45-procentowe cło na produkty importowane z Chin, a pytany o ewentualną wojnę handlową z Państwem Środka odpowiadał, że ona już trwa i Stany Zjednoczone ją przegrywają.

NIe ma oczywiście pewności, że Trump faktycznie wprowadzi wszystkie swoje słowa w czyn. Z pewnych agresywnych deklaracji zaczął się już wycofywać. Zdaniem Judy Shelton, jego doradczyni finansowej, Trump nie wycofa się jednak z zamiaru oskarżenia Chin o manipulowanie kursami walut i nałożenie wysokich ceł na produkty importowane z tego kraju. Jego zamiary studzą już władze w Pekinie za pośrednictwem anglojęzycznej rządowej gazety Global Times.

W felietonie, jaki ukazał się na jej łamach, wyliczane są ewentualne następstwa wojny handlowej Trumpa z Chińską Republiką Ludową. Władze tego kraju, który jest dla amerykańskich przedsiębiorstw dużym i stale rosnącym rynkiem zbytu, mogą podjąć wiele działań odwetowych. Wsród nich wymieniane są m.in. wstrzymanie sprzedaży amerykańskich płodów rolnych (przede wszystkim soi i kukurydzy), zahamowanie sprzedaży amerykańskich samochodów i iPhone'ów czy ograniczenie liczby chińskich studentów studiujących w USA. Autorzy zaznaczają jednak, że nie spodziewają się, by Trump był aż tak naiwny. Wojna handlowa zrujnowałaby relacje ekonomiczne pomiędzy oboma krajami. Autorzy wyrażają obawę, że działania Trumpa mogą być prowokowane przez niektóre amerykańskie media, które chcą doprowadzić do jego upadku.

Powyższy scenariusz, biorąc pod uwagę silne relacje handlowe obu mocarstw, wydaje się być mało prawdopodobny. Trump pozostaje jednak wielką niewiadomą. Z kolei Chiny kilkukrotnie pokazały już, jak szybko i jak łatwo mogą wprowadzać ograniczenia w dostępie do swojego rynku, jednego z najważniejszych dla wielu przedsiębiorstw, w tym oczywiście dla Apple.

Źródło: Global Times