Zwykle wypowiedź eksperta kończy dyskusje, ale jesteśmy w Polsce i obowiązują nas (poza językiem) także zwyczaje polskie. Czyli rozpoczęcie dyskusji. Co prawda, ja nie zamierzam, co jednak nie znaczy, że korzystając z obecności Pana Marcina Miłkowskiego nie pozwolę sobie na parę retorycznych uwag:
1.
pan Piotr Chyliński i Maksymilian Lipka poprosili mnie o wypowiedź na temat polonizacji Mac OS X.
Mili, wspomniani wyżej Panowie, jak już zapraszacie Pana Marcina Miłkowskiego, to warto byłoby zadbać o to, aby jego tekst nie był firmowany poprzez autorytet zero. Mnie (a mam nadzieję, że nie tylko mnie) to po prostu razi. Regulamin, demokracja i inne takie sprawy, jest dobra, ale bez przesady bo można po prostu popaść w śmieszność.
2.
Kłóci się ono z uzusem, przez co naturalnie brzmiący termin staje się w odbiorze nienaturalny (wbrew pozorom). Uzus, niestety, często powoduje, że przyjmują się złe terminy.
Dostrzegam w tej wypowiedzi pewną sprzeczność. Bo może lepiej "kłócić się" z uzusem niż przejmować złe terminy.
3.
Zupełnie też nie wiadomo, dlaczego akurat należałoby stosować "znaczek" (spieszczenie), a nie "znak".
Hmmm a mnie się wydaje, że wiadomo dlaczego. Ale oczywiście nie znam tak dobrze języka polskiego jak Pan Marcin Miłkowski. Jednak to teraz wydawało mi się, że nie każdy znaczek jest znakiem, podobnie jak by mi nie przyszło nigdy do głowy niektóre znaki "spieszczać" sprowadzając je do znaczków.
4.
Chciałbym zaznaczyć, że znaczenie wyrazu "ikona" w sensie "symbol graficzny" (w szczególności "uproszczony symbol graficzny") utarło się w specjalistycznej polszczyźnie już w latach 70. Można się o tym przekonać, czytając znakomity "Wstęp do semiotyki" profesora Jerzego Pelca (logika i semiotyka, obecnie członka Rady Języka Polskiego)
To prawda i w zasadzie to kładzie temat. Ja tylko mam maleńką prośbkę. Jeżeli już inżynierowie wynajdą jakieś niesamowite pudełeczko na procesorek, które będzie chłodziło, wyciszało i zabezpieczało. To niech to się TO nie nazywa taberkulum. Wiem będzie pasowało jak ulał. Ale jednak... Choć myślę sobie, że nie by się nie dało teraz stosować tej nazwy, bo to już nie lata siedemdziesiąte.
A tak dla przykładu:
Jedną z podstawowych zasad projektowania interfejsów użytkownika jest tworzenie go tak, aby nie mylił. Stosowanie nietypowego słownictwa śmieszy, a czasem myli. Dlatego też ja stosuję przeklęty "serwer proxy", chociaż to jest absurdalne tłumaczenie, potworek.
Czy to jest w ogóle tłumaczeniem? Czy przyjęciem terminu? (Mnie to np. nie przeraża może dlatego, że nie znam słowa proxy nie wspominając juz o słowie serwer) z niczym innym mi się nie kojarzy niż z serwerem proxy.
Wprowadzanie rewolucji terminologicznej jest niecelowe, bo służy - proszę wybaczyć szczerość - tylko podbudowaniu ego rewolucjonisty.
Hmmm, a ja myślałam, że chodzi o zwykłą estetykę, może o kulturę języka, a nie rewolucję lub podnoszenie ego. Ale .....mogę się mylić. Chyba nie zbyt starannie czytałam Freuda. Wrócę,do Freuda, ale dopiero po sesji.
A póki pozdrawiam bardzo serdecznie mając nadzieję, że:
Radzę zachować z grubsza zgodność z tłumaczeniami Microsoftu
to będzie jedyne dążenie do zgodności z Microsoft.