Steve Jobs i jego życie to wdzięczny temat dla twórców różnego rodzaju publicystyki, alternatywnych analiz jego biografii, a nawet rozmaitych dzieł, które w mniej lub bardziej luźny, za to w zdecydowanie bardziej artystyczny sposób przedstawiają tego człowieka. Faktycznie Jobs przez całe swoje życie dostarczał naprawdę sporo gotowych tematów na książki, filmy, a nawet komiksy. Współzałożyciel Apple, współtwórca Macintosha, Pixara, a wreszcie ojciec ogromnego sukcesu tej pierwszej firmy oraz pośrednio masy wspaniałych i rewolucyjnych produktów przez nią wprowadzonych na rynek. To także człowiek ogromnych sprzeczności: hippis szukający oświecenia w Indiach czy w buddyzmie zen, a jednocześnie osoba twardo dążąca do postawionych sobie celów, jakie by one nie były, często - zwłaszcza w odleglejszej przeszłości - kierująca się zasadą, że cel uświęca środki. To właśnie taki obraz Jobsa - swego rodzaju Doktora Jekylla i Pana Hyde'a - został utrwalony przeze media. Analiza ciemnych stron jego charakteru okazała się dla niektórych szczególnie pasjonująca. Wspomnieć tu wypada choćby dokument Aleksa Gibneya, który dopiero wchodzi na europejskie ekrany, pt. „Steve Jobs: Man in the Machine”, o którym możecie przeczytać w poprzednim numerze MyApple Magazynu.

Od śmierci Steve'a Jobsa na rynku pojawiło się już kilka książek jemu poświęconych, między innymi jego oficjalna biografia, a także wspomnienia o nim - pt. „A bite in the Apple - My Life with Steve Jobs" - autorstwa Chrisann Brennan, jego byłej dziewczyny i matki jego pierwszej córki Lisy. Wiele z tych publikacji, a także wspomniany wyżej dokument Aleksa Gibneya, nie przedstawiają może Jobsa jedynie w negatywnym świetle, ale utrwalają jego portret jako egoistycznego i nadętego dupka, wyposażonego w tajemniczą broń zwaną „polem zakrzywiania rzeczywistości”. Kiedy więc w internecie pojawiły się pierwsze zapowiedzi i fragmenty nowej biograficznej książki jemu poświęconej, której powstaniu kibicowała sama firma Apple z Timem Cookiem - następcą Jobsa, wyznaczonym przez niego samego na stanowisko prezesa - na czele, pomyślałem: „aha, tym razem szykuje nam się hagiografia, a więc coś zupełnie przeciwnego niż dotąd”. Przyznaję, obawiałem się bardzo o efekty pracy dziennikarzy Brenta Schlendera i Ricka Tetzeliego. Bałem się, że mając błogosławieństwo Apple, stworzą coś na kształt żywotów świętych lub cesarzy rzymskich w nowoczesnym wydaniu. W pewnym stopniu obawy te wzmocniła lektura pierwszego rozdziału, w którym jeden z autorów przedstawił w natchniony sposób pierwsze spotkanie i charakter relacji, jakie przez lata utrzymywał ze Steve’em. Przyznał też w nim - choć nie wprost - że książka ta także dla niego jest pewną podróżą sentymentalną, wspomnieniem o zmarłym przyjacielu, a jednocześnie próbą zburzenia utrwalonego i dość jednostronnego jego obrazu. Kolejne rozdziały zatarły jednak to wrażenie.

Oczywiście nieznośna strona charakteru Jobsa była faktem. Schlender i Tetzeli wcale jej nie negują, co więcej - bardziej skrupulatnie niż inni autorzy wypunktowują te jego cechy, które doprowadziły do klęski wiele z jego przedsięwzięć, poczynając od prac nad komputerami Apple III, Lisą czy Macintoshem, który początkowo także okazał się klapą. Ofiarą charakteru Jobsa padł też NeXT, choć ostatecznie udało mu się tę firmę uratować, sprzedając ją Apple. Wtedy jednak był on już zupełnie innym człowiekiem. Ta wyboista droga, pełna zarówno porażek, jak i sukcesów, kształtowała przez lata Steve'a Jobsa i to właśnie przemiana, jaka w nim zachodziła, jest tematem tej książki. Nie był to proces ani łatwy, ani tym bardziej szybki. Młody Jobs, nawet będąc w błędzie i prowadząc pewne projekty ku katastrofie, był osobą święcie przekonaną do swoich racji, często nie przyjmującą krytycznych uwag. Z biegiem lat zaczął to rozumieć i wyciągać wnioski zarówno ze swojego dawnego zachowania, jak i porażek. Między innymi właśnie to pozwoliło mu sprzedać NeXT firmie Apple, wrócić do założonego przez siebie przedsiębiorstwa i tym razem wprowadzić je na pełną sukcesów drogę. To także dzięki tym przemianom Steve'owi udało się ostatecznie wydobyć z Pixara to, co najlepsze, dzięki czemu wytwórnia, która początkowo miała produkować oprogramowanie do animacji, zaczęła wypuszczać jeden za drugim kinowe przeboje.

Brent Schlender i Rick Tetzeli w udany sposób rozprawili się z utrwalonym głównie przez media obrazem Jobsa jako brutalnego i pozbawionego empatii egoisty, dążącego niemalże po trupach do realizacji swojego planu. „Droga Steve'a Jobsa” to pasjonująca lektura, pokazująca przemianę człowieka o ogromnej sile charakteru i pasji, zachodzącą pod wpływem jego własnych sukcesów i porażek.

Czy książka Schlendera i Tetzeliego jest kompletnym obrazem Steve'a Jobsa? Nie, co więcej - jest to moim zdaniem raczej ich subiektywna analiza, która zresztą już spotkała się z pewną krytyką jednego z ojców Macintosha, Andy'ego Hartzfelda. Jego zdaniem autorzy zbyt jednoznacznie negatywnie nakreślili obraz Jobsa z okresu prac nad tym komputerem. Czy Hartzfeld ma rację? Pamiętać trzeba, że ile osób, tyle opinii. Na pewno jednak książka jest bardzo ważnym uzupełnieniem oficjalnej biografii autorstwa Waltera Isaacsona. To także jedna z bardziej inspirujących lektur, zwłaszcza dla osób, które dążą do realizacji swoich celów, czasem na przekór własnym słabościom.

„Droga Steve'a Jobsa” to także spojrzenie na historię firmy Apple i zmian, jakie zaszły na rynku komputerów w ostatnich 40 latach. Jobs przez lata rywalizował, a jednocześnie zabiegał o uznanie i wsparcie ze strony prowadzonego przez Billa Gatesa Microsoftu. Ten wielokrotnie podchodził do projektów Jobsa z pozycji zwycięzcy i czasem odrzucał je w niewybrednych słowach - jak miało to miejsce w przypadku komputerów NeXT, na które Microsoft nie chciał pisać oprogramowania. Podczas prezentacji pierwszego Macintosha Steve Jobs przytoczył fragment piosenki Boba Dylana pt. "The Times are changing":

Przegrani dzisiaj, później wygrają, bowiem czasy wciąż się zmieniają

Młody buntownik, jakim w 1984 roku był Jobs, z pewnością nie wiedział, że na ziszczenie się tej swoistej przepowiedni przyjdzie mu czekać niemal 25 lat. Microsoft już pod kierownictwem innego prezesa przespał wywołane przez Apple i Jobsa rewolucje: w muzyce (jego odtwarzacz Zune okazał się porażką) oraz tę zdecydowanie ważniejszą - w świecie urządzeń mobilnych, smartfonów i tabletów. Dzisiaj to nie Apple zabiega o nową wersję Office'a. To Microsoft musi być obecny na najbardziej popularnych platformach mobilnych - iOS i Android.

Na koniec wspomnieć muszę o świetnym polskim tłumaczeniu i redakcji tej książki. W oryginale (za który najpierw się zabrałem) jej styl był momentami toporny. Insignis Media należą się za to słowa uznania.

Droga Steve'a Jobsa w iBookstore w cenie 6,99 €.

Droga Steve'a Jobsa w wersji epub i mobi (dla czytników Kindle) w księgarni Woblink w cenie 35,99 zł.

Droga Steve'a Jobsa wydanie papierowe w Empiku w cenie 37,99 zł.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w MyApple Magazynie nr 9/2015:

Pobierz MyApple Magazyn 9/2015