Jakiś czas temu pisałem o FaceTime oraz iMessage jako czymś więcej, niż dwóch funkcjach ułatwiających komunikację. W tekście zawarłem kilka domysłów na temat tego, co może wyrosnąć na podstawie platformy komunikacyjnej Apple. Konsola. To ma sens.

Big image

Uprzedzam, że nie będzie to tekst o iPodach touch i grach Gameloftu (które z każdym kolejnym tytułem pokazują coraz większe zacofanie). Nie będzie też ani słowa o Angry Birds i tym, że sprzedaje się wciąż świetnie - każdy iOS-owy gracz jest bowiem w pełni świadom tego, co potrafi jego kieszonkowa konsola. Co jednak, gdyby zawitała na salony i stała się częścią pełnoprawnej, dużej konsoli? Wszystko wskazuje na to, że niedługo właśnie tak się stanie. Ale po kolei.

Konsola musi posiadać kilka składowych elementów, by mogła w pełni spełniać swoją rolę. Większość Xboxów i Playstation podłączonych jest do internetu. Dzięki temu gracze mogą komunikować się ze sobą, pobierać z marketu dema, pełne wersje gier, dodatki do nich a także tapety, motywy i inne drobiazgi. Ponadto możliwa jest także rozgrywka wieloosobowa, która stanowi obecnie najważniejszy element wielu tytułów. Sprawa komunikacji jest załatwiona za sprawą iMessage i FaceTime. Wystarczyłoby jedynie zintegrować te usługi z Game Center, by możliwe było łatwiejsze porozumiewanie się z osobami lubiącymi te same gry co my. iOS 5 wnosi sporo udogodnień w tej aplikacji. Możemy dodać swój awatar, porównywać swoje osiągnięcia i wyniki z dokonaniami innych użytkowników. Ponadto łatwo sprawdzimy, w co grają znajomi i z poziomu Game Center zakupimy te same gry. Swoje postępy ogłosimy na Twitterze. Do tego dochodzi App Store z olbrzymią bazą tytułów, i to kierowanych zarówno do niedzielnych graczy, jak i "profesjonalistów".

Stacjonarna konsola podłączona jest do telewizora bądź innego dużego ekranu. Wszystkie urządzenia z iOS dysponują natomiast niewielkimi wyświetlaczami. Wystarczy jednak bezprzewodowy mirroring do Apple TV. Ten pozwoli na wyświetlenie obrazu na telewizorze, i to bez jakichkolwiek kabli. iPod, iPhone lub iPad stanie się kontrolerem, podobnym do tego, jaki niedawno zaprezentowało Nintendo (Wii U). Pozostaje jedynie kwestia fizycznych przycisków, których nie ma zbyt wielu w żadnym z wymienionych urządzeń Apple. Jeżeli jednak widzieliście sterowanie w Fifie 12 (rozgrywka na ekranie iPada kontrolowana przez dwa iPhone'y), Chopper 2 lub Battlefield: Bad Company 2, szybko zdacie sobie sprawę z tego, że nawet sam ekran dotykowy wystarczy do całkiem zaawansowanej kontroli. Chopper 2 wykorzystuje akcelerometr do poruszania helikopterem, gdyby dodać do tego żyroskop, doszłaby też możliwość kontrolowania pojazdu w trzech płaszczyznach. Nie bez powodu pojawił się przecież w iPadzie 2, który jako pierwszy oferuje bezprzewodowy mirroring. Z kolei Bad Company 2 to idealny przykład tego, jak można pozbyć się ekranowych przycisków i stworzyć intuicyjny, a jednocześnie naturalny sposób kontrolowania postaci. Przesuwanie palca po jednej stronie ekranu kontroluje ruch, po drugiej - celowanie. Stukanie w narożniki powoduje kucanie czy zmianę broni. W połączeniu z żyroskopem stanowiłoby to świetną kombinację, która byłaby łatwa do przyswojenia bez przydługich samouczków.

No dobrze, powiedzmy, że mamy już kontroler, komunikator i mnóstwo gier. Co jednak z wydajnością? Obecne konsole generują świetną grafikę, żaden tytuł z iOS nawet nie zbliżył się do tego poziomu. Gdyby jednak porównać ceny gier, to znaczną przewagę ma system Apple. Najlepsze tytuły w App Store kosztują około 10$, przy czym często oferują rozgrywkę na długie godziny. Najtańsze gry na konsole są znacznie droższe. Nie mówię tu o pozycjach, które można zakupić za kilka Microsoft Points, ale o "dużych" grach. Ponadto każdy zakupiony tytuł uruchomić byłoby można bez telewizora, w drodze do pracy czy podczas przerwy w szkole. Po powrocie do domu włączylibyśmy telewizor i kontynuowali rozgrywkę na dużym ekranie, może nawet bez wyłączania gry. Wracając do samej wydajności - nie od dziś wiadomo, że grafika jest tylko jednym z czynników składających się na obraz całości. Sukces prostych gier, kosztujących niespełna dolara pokazał, że drzemie w nich wielki potencjał. To właśnie na nich oparłaby sukces konsola Apple. Oczywiście czasem pojawiałyby się perełki pokroju Real Racing 2 (a wzrastająca popularność Unreal Engine wśród deweloperów iOS wskazuje, że równie ładnych pozycji będzie coraz więcej), warunkiem byłaby jednak dobra optymalizacja silników graficznych - pamiętajmy, że urządzenia z iOS cały czas mają być mobilne, w związku z czym ich układy graficzne i procesory nie mogłyby pochłaniać olbrzymich ilości energii.

Podsumowując, konsola Apple jest praktycznie gotowa. Kontroler, a jednocześnie serce całego systemu, leży prawdopodobnie na twoim biurku. Masz już konto w sklepie, który niedługo oferował będzie więcej tytułów dostosowanych do dużego ekranu twojego telewizora. Być może masz już do niego podłączone Apple TV, które przekaże do niego obraz z twojego odtwarzacza, tabletu lub telefonu. Prawdopodobnie grasz też czasem ze znajomymi, sprawdzasz też ich postępy i to, czy Ciebie przypadkiem nie wyprzedzili w siekaniu owoców czy wybijaniu kolejnych zombie. Teraz wystarczy tylko poczekać kilka miesięcy, by Steve wszedł na scenę, wyjął z kieszeni nowego iPhone'a i iPoda touch, oba uzbrojone w procesory A5 oraz mocne układy graficzne, i powiedział: "Teraz na tym będziecie grać. I tak, to aż tak proste."

One more thing: komputery nie są do grania.