Muszę przyznać, że kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Samsung The Movingstyle, pomyślałem, że to kolejny produkt z kategorii tych, które świetnie wyglądają na materiałach promocyjnych, ale w praktyce trudno znaleźć dla nich zastosowanie. Telewizor na kółkach? Brzmiało to bardziej jak ciekawostka niż sprzęt, którego rzeczywiście można potrzebować. Im dłużej jednak przyglądałem się temu urządzeniu i jego możliwościom, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że Samsung chyba całkiem trafnie odczytał sposób, w jaki coraz więcej osób korzysta dziś z ekranów.

Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, że telewizor stoi w salonie, monitor na biurku, a tablet czy laptop wędrują z nami po całym domu. The Movingstyle próbuje nieco zatrzeć te granice. To urządzenie, które równie dobrze może pełnić rolę monitora podczas pracy, ekranu do wideokonferencji, telewizora do wieczornego seansu, centrum sterowania inteligentnym domem czy interaktywnej tablicy. Co ważne, nie trzeba go za każdym razem odłączać od kabli i przenosić w rękach. Wystarczy po prostu przesunąć go tam, gdzie akurat jest potrzebny.

Pracując na co dzień na MacBooku Pro, bardzo szybko zacząłem zastanawiać się, jak wyglądałby taki ekran w moim własnym domu. Bez problemu wyobrażam sobie sytuację, w której rano stoi obok biurka i służy jako dodatkowy monitor podczas pracy, a po jej zakończeniu jednym ruchem przesuwam go do salonu. Dzięki obsłudze AirPlay mógłbym błyskawicznie przesłać obraz z Maca czy iPhone’a, bez szukania kabli i przejściówek. To właśnie takie drobiazgi sprawiają, że urządzenie zaczyna wpisywać się w ekosystem, z którego wielu użytkowników Apple korzysta na co dzień.

Mobilność wydaje mi się największą zaletą The Movingstyle i – co ważne – nie jest ona sztuką dla sztuki. Wyobrażam sobie sytuację, w której rano ekran stoi przy biurku i służy do pracy z laptopem. Później trafia do kuchni, gdzie wyświetla przepis albo ulubiony kanał na YouTube podczas gotowania. Wieczorem ląduje w salonie, gdzie można obejrzeć serial lub koncert w jednym z serwisów streamingowych, a kiedy pogoda dopisuje - dzięki wbudowanemu akumulatorowi - można zabrać go nawet na taras czy do ogrodu. Taki scenariusz wydaje mi się znacznie bardziej przekonujący niż traktowanie go wyłącznie jako kolejny telewizor.

Sam ekran również prezentuje się bardzo dobrze. Mamy tutaj 27-calowy panel QHD z odświeżaniem 120 Hz i obsługą dotyku. Do tego dochodzi system One UI Tizen z dostępem do praktycznie wszystkich najważniejszych aplikacji streamingowych, Gaming Hub, SmartThings czy AirPlay. Nie jest to więc monitor, do którego trzeba stale podłączać komputer. W wielu sytuacjach może działać całkowicie samodzielnie. Jeżeli ktoś korzysta z Apple TV, nadal może to robić, ale mam wrażenie, że w wielu przypadkach zwyczajnie nie będzie takiej potrzeby.

Podoba mi się również to, że Samsung nie ograniczył się do zamontowania ekranu na mobilnej podstawie. Można regulować jego wysokość, obracać go do pionu, zmieniać kąt nachylenia czy obracać na boki. Dzięki temu sprawdzi się zarówno podczas pracy, jak i prezentacji, przeglądania stron internetowych, rysowania czy oglądania materiałów przygotowanych z myślą o pionowym formacie. Coraz więcej treści powstaje przecież właśnie z myślą o smartfonach, więc możliwość wygodnego ustawienia ekranu w pionie przestaje być jedynie ciekawostką.

Warto też pamiętać, że The Movingstyle nie jest urządzeniem, które ma zastąpić duży telewizor w salonie. Gdybym szukał sprzętu przede wszystkim do wieczornych seansów filmowych, wybrałbym znacznie większy model OLED lub Neo QLED. Tutaj chodzi o coś zupełnie innego. O ekran, który przez większość dnia po prostu jest tam, gdzie akurat go potrzebuję. I mam wrażenie, że właśnie w tym tkwi największy sens tego projektu.

Coraz częściej odnoszę zresztą wrażenie, że przyszłość elektroniki użytkowej nie polega na dokładaniu kolejnych funkcji czy zwiększaniu przekątnej ekranu. Znacznie ważniejsze staje się to, aby urządzenia potrafiły dostosować się do naszego stylu życia. Samsung The Movingstyle jest bardzo dobrym przykładem takiego podejścia. Nie próbuje na siłę zastąpić telewizora, monitora czy tabletu. Łączy natomiast część ich możliwości w jednym urządzeniu, które można po prostu zabrać tam, gdzie akurat jest potrzebne.

I właśnie dlatego uważam, że jest to jeden z ciekawszych produktów lifestyle’owych, jakie Samsung pokazał w ostatnim czasie. Nie dlatego, że oferuje rewolucyjne parametry techniczne, ale dlatego, że proponuje zupełnie inne spojrzenie na ekran – taki, który przestaje być meblem stojącym w jednym miejscu, a staje się po prostu kolejnym elementem domowej przestrzeni, podążającym za użytkownikiem zamiast zmuszać użytkownika do podążania za nim.

Artykuł ukazał się w MyApple Magazynie nr 4/2026

Pobierz MyApple Magazyn nr 4/2026