Przemyślenia po keynote – jesień będzie ciekawa
Przez lata Apple przyzwyczaiło nas, a przynajmniej tych, którzy regularnie oglądali prezentację otwierającą konferencję deweloperską WWDC, do pewnego schematu tego wydarzenia. Tym razem było zupełnie inaczej. Apple bardzo z grubsza przedstawiło nowe systemy i poświęciło uwagę Siri AI oraz ochronie dzieci i młodzieży. W tyle głowy od razu zadzwonił mi alarm. Szykuje się coś większego.
Przez lata keynote, a więc prezentacja otwierająca konferencję WWDC, wyglądała z grubsza tak samo. Tim Cook w towarzystwie Craiga Federighiego oraz inżynierów prezentował dość szczegółowo wszystkie nowości w danym systemie, zaczynając od macOS, przez iOS i iPadOS, a na watchOS i tvOS kończąc. Sam bardziej lubiłem te prezentacje z publicznością, gdy kierownictwo Apple i omawiający poszczególne funkcje inżynierowie pokazywali się na scenie w Moscone Center w San Francisco albo później w Apple Park.
Pandemia to zmieniła. Impreza na żywo zastąpiona została dopracowanymi w najdrobniejszych szczegółach wcześniej nagranymi prezentacjami, w których wszystko musi być perfekcyjne. Moim zdaniem te prezentacje są perfekcyjne aż za bardzo, tak że czasem mam wrażenie, że są wręcz nierealne, ale... to temat na zupełnie inny tekst.
Tak jak napisałem wyżej, przez lata schemat keynote był właściwie niezmienny. Wychodził Tim Cook, przedstawiał krótkie podsumowanie, a potem w towarzystwie Craiga Federighiego i innych omawiano po kolei każdy z systemów. W tym roku samym systemom Craig poświęcił bardzo mało czasu i omówił je bardzo ogólnie, razem. Nie wdawał się w szczegóły. Nie omawiał wszystkich nowości, poza drobnymi usprawnieniami interfejsu Liquid Glass w macOS i iOS. To dobrze, że wprowadzono te zmiany. macOS 27 Golden Gate wygląda teraz bardziej jak macOS, a nie jak dystrybucja Linuksa z jakąś customową nakładką przygotowaną przez studenta informatyki na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Przepraszam wszystkich fanów Linuksa, ale sami pewnie pamiętacie, jak wtedy wyglądał choćby Gnome.
Podczas konferencji najwięcej uwagi poświęcono rozwiązaniom chroniącym dzieci i młodzież przed uzależnieniem od technologii oraz ulepszonej Apple Intelligence wspierającej nową Siri AI. Oczywiście Siri dalej nie mówi po polsku, a Siri AI w ogóle nie będzie dostępna w Unii Europejskiej – Apple dalej gra użytkownikami w swoich przepychankach z Unią Europejską. Pozdrawiam tutaj Norberta, który zaktualizował już swoją stronę Czy jest polska Siri?.
Robi się ciekawie...
Tymczasem lista nowości w macOS i iOS nie jest wcale krótka, ale najważniejsze dla mnie są właściwie tylko trzy. I tutaj robi się ciekawie.
Pierwsza z nich, o której Apple wspomniało podczas konferencji, to możliwość przeskalowania okien aplikacji dla iPhone'a uruchomionych w niedostępnej w Unii Europejskiej (a jakże!) funkcji iPhone Mirroring na Macu lub tych uruchomionych na iPadzie. Oczywiście na pewno ułatwi to korzystanie z nich na Macu czy iPadzie, ale... niech Was to nie zmyli. Tu wcale nie o to chodzi. Uwaga, jaką Apple poświęciło implementacji tego rozwiązania, by po przeskalowaniu do np. prostokąta aplikacji dla iPhone'a jej interfejs się nie rozjechał, świadczy o tym, że funkcja ta będzie miała o wiele szersze zastosowanie i wcale nie chodzi tutaj o „mirroring” iPhone'a na Macu, tylko o iPhone'a z rozkładanym ekranem.
Rozwiązania te dobrze znają użytkownicy smartfonów z Androidem, a moim zdaniem liderem jest tutaj cały czas Samsung ze swoim Galaxy Fold (swoją drogą, to właśnie na Galaxy Fold testuję moją aplikację Eter w wersji dla Androida). Nie wiem oczywiście, jak Apple rozwiąże temat składanego iPhone'a, ale przynajmniej jedno wydaje mi się pewne po tym, co zaprezentowało podczas keynote. Nie będzie to telefon typu „flip”, czyli rozkładany do góry z jednym składanym ekranem, ale raczej właśnie taki, który rozkładać się będzie niczym książka, oferując ekran o proporcjach zbliżonych do kwadratu. Pozostaje oczywiście pytanie, czy będzie to konstrukcja podobna do Samsunga Galaxy Fold, z dwoma ekranami: zewnętrznym, klasycznym, i tym rozkładanym.
Druga z nowości dotyczy już stricte macOS, a dokładnie aplikacji Notatki i Freeform. W macOS 27 Golden Gate obie aplikacje zyskają w sumie prostą funkcję rysowania – coś, co od lat dostępne jest w tych programach w iOS i iPadOS.
To oczywiście nic wielkiego. Wydaje mi się nawet, że mogą one pozostać niezauważone, gdy czyta się listę nowości w macOS 27 Golden Gate. Pytanie tylko, czym i na czym użytkownik mógłby rysować w tych aplikacjach? Palcem po gładziku? Niby można, ale to nie jest zbyt wygodne. Tablet graficzny? Do notatek? Nie... mało prawdopodobne.
Trzecia z nowych funkcji w macOS to „przeciągnij w dół, by odświeżyć” (po angielsku „Swipe down to refresh”). Znana jest ona od lat w iOS i iPadOS (co ciekawe, pierwszy raz pojawiła się na iPhonie nie w systemie iOS, a w aplikacji klienckiej Twittera – Tweetie) i związana jest nierozerwalnie z ekranem dotykowym. Oczywiście znajdziemy ją w różnych aplikacjach dla Maca i gest ten można wykonać palcami po gładziku (trackpadzie), ale w macOS 27 Golden Gate stanowi część systemu – moim zdaniem nieprzypadkowo.
Możliwości są dwie: albo Apple szykuje nowe Maki z dotykowym ekranem, pozwalającym na rysowanie za pomocą np. Apple Pencil i być może z ekranem odginanym o niemal 360 stopni, tak by można było korzystać z takiego Maca jak z iPada, albo macOS 27 Golden Gate trafi prędzej czy później na iPada.
Jesień zapowiada się interesująco, przynajmniej jeśli chodzi o nowości od Apple.