Marka Soundcore dobrze znana jest czytelinkom MyApple. Od lat opisuję słuchawki i głośniki tej firmy na łamach naszego serwisu. Rok temu opisywałem słuchawki Liberty 4 Pro. Dzisiaj swoją premierę miały słuchawki Soundcore Liberty 5 Pro i Liberty 5 Pro Max. Z tych ostatnich korzystam od kilku godzin.

Liberty 5 Pro Max to słuchawki, które od początku pokazują, że producent chciał zrobić coś więcej niż kolejny model true wireless z aktywną redukcją hałasu. Widać to już po samym etui, które bardziej przypomina mały gadżet elektroniczny niż zwykłe pudełko do ładowania. Duży ekran AMOLED robi oczywiście wrażenie. Można z jego poziomu sterować funkcjami słuchawek, przełączać tryby ANC, zarządzać połączeniami czy korzystać z funkcji związanych z AI bez ciągłego wyciągania telefonu.

Największą nowością w Liberty 5 Pro Max (ale i w modelu Liberty 5 Pro) jest układ Thus AI. Producent mocno promuje go jako centrum całego systemu i faktycznie wiele funkcji opiera się właśnie na nim. Nie chodzi tylko o poprawę jakości rozmów czy działanie redukcji szumów. Słuchawki mają być bardziej inteligentne w codziennym użyciu. W praktyce oznacza to między innymi analizowanie otoczenia w czasie rzeczywistym, dostosowywanie poziomu tłumienia hałasu, poprawianie jakości głosu podczas rozmów oraz obsługę funkcji tłumaczenia i transkrypcji.

Nawet w hałaśliwym miejscu głos pozostaje wyraźny i nie ma efektu przytłumienia, który często pojawia się w bezprzewodowych słuchawkach. Producent zastosował zestaw dziesięciu sensorów, w tym mikrofony i czujniki przewodnictwa kostnego, które pomagają oddzielić głos od hałasu otoczenia. W codziennym użytkowaniu daje to bardzo dobre efekty.

Redukcja hałasu to kolejny element, na którym Soundcore mocno się skupił. Adaptive ANC 4.0 działa bardzo agresywnie i od razu słychać, że słuchawki są nastawione na mocne odcięcie od otoczenia. W środkach transportu publicznego, biurze czy wszędzie tam gdzie otacza nas hałas różnica jest wyraźna. Nie chodzi tylko o wycinanie niskiego szumu silników czy klimatyzacji, ale też o ograniczanie bardziej zmiennych dźwięków. Liberty 5 Pro Max potrafią stworzyć bardzo szczelne odcięcie od świata. Nie każdemu się to spodoba, bo część użytkowników woli bardziej naturalne działanie ANC, ale jeśli ktoś chce po prostu ciszy, tutaj ją dostanie.

Brzmienie jest charakterystyczne dla Soundcore, z nieco uwypuklonym dołami i średnicą. Muszę jednak posłuchać na nich więcej muzyki by wyrazić bardziej szczegółową opinię.

Dużym plusem jest aplikacja Soundcore, która pozwala mocno ingerować w brzmienie. To nie jest prosty korektor z kilkoma presetami. Można przeprowadzić personalizację dźwięku HearID, dostosować charakter grania do własnego słuchu i ręcznie poprawiać ustawienia.

Same słuchawki są wygodne, choć ich konstrukcja może budzić mieszane odczucia. Nie są przesadnie małe i czuć, że producent upchnął w nich dużo technologii. Dobrze siedzą w uszach i nie wypadają podczas ruchu, a odpowiednie dopasowanie końcówek pozwala uzyskać mocną izolację pasywną. Etui również jest większe niż standardowo, co wynika oczywiście z obecności dużego wyświetlacza.

Ekran w etui pozwala sterować podstawowymi funkcjami bez wyciągania telefonu, a przy bardziej zaawansowanych opcjach działa to trochę jak miniaturowy panel sterowania. Ciekawie prezentuje się funkcja AI Note-Taker, która pozwala nagrywać spotkania i tworzyć transkrypcje bezpośrednio przez etui. Dla części osób będzie to kompletnie niepotrzebne, ale jeśli ktoś często uczestniczy w rozmowach, spotkaniach czy wywiadach, może to być naprawdę wygodne. Ważne jest też to, że część operacji odbywa się lokalnie, bez konieczności ciągłego połączenia z internetem. Docelowo funkcje AI związane z transkrypcją notatek, tłumaczeniem ich itp. będą płatne w ramach abonamentu. Na starcie użytkownik dostaje pewną pulę tego typu działań co miesiąc za darmo przez dwa lata. Wspomnieć wypada, że korzystanie z tych funkcji wymaga podłączenia etui przez Bluetooth do telefonu. Co ważne jednak etui rozłącza się i łączy z telefonem równolegle z właściwymi słuchawkami.

Funkcje AI są obecnie dodawane praktycznie do wszystkiego, więc łatwo podejść do nich sceptycznie. W Liberty 5 Pro Max część z nich rzeczywiście ma sens. Tłumaczenie w czasie rzeczywistym nie zastąpi profesjonalnych narzędzi ani człowieka, ale w prostych sytuacjach działa zaskakująco dobrze. Transkrypcje również są użyteczne, zwłaszcza że system potrafi rozpoznawać rozmówców. Nie jest to idealne i czasami pojawiają się błędy, ale jako szybkie narzędzie do robienia notatek sprawdza się nieźle. Najważniejsze jest jednak to, że producent nie zapomniał o podstawach. Nawet bez tych wszystkich dodatków Liberty 5 Pro Max pozostają po prostu bardzo dobrymi słuchawkami do codziennego słuchania muzyki i prowadzenia rozmów.

Na pochwałę zasługuje też stabilność połączenia. Bluetooth działa pewnie, słuchawki szybko łączą się z urządzeniami i bez problemu radzą sobie z przełączaniem między kilkoma źródłami dźwięku. Multipoint nie jest już dziś luksusem, ale nadal zdarzają się modele, które robią to źle. Tutaj wszystko działa płynnie. Można jednocześnie korzystać z laptopa i telefonu bez ciągłego ręcznego przepinania połączeń. Dla osób pracujących zdalnie albo często przechodzących między urządzeniami to duże ułatwienie.

Bateria wypada dobrze, choć bez rekordów. Przy aktywnym ANC można liczyć na około sześć i pół godziny działania, a etui wydłuża ten czas do mniej więcej dwudziestu ośmiu godzin. To wynik w pełni wystarczający do codziennego użytkowania. Większość osób i tak odkłada słuchawki do etui kilka razy dziennie, więc problem rozładowania raczej się nie pojawi. Ważniejsze jest to, że ładowanie przebiega szybko i nawet krótkie podpięcie do zasilania pozwala odzyskać sporo energii.

Certyfikat IP55 oznacza, że słuchawki nadają się do treningu czy spaceru w deszczu. Nie trzeba panikować przy kontakcie z potem albo zachlapaniem. To ważne, bo Liberty 5 Pro Max są wyraźnie projektowane jako sprzęt do intensywnego codziennego używania, a nie tylko słuchania muzyki w domu. Producent próbuje połączyć funkcję słuchawek rozrywkowych, narzędzia do pracy i urządzenia AI. Czasami takie podejście kończy się chaosem, ale tutaj całość jest zaskakująco spójna.

Nie wszystko jest jednak idealne. Momentami widać, że Soundcore bardzo chciał pokazać możliwości technologiczne i trochę przesadził z liczbą funkcji. Dla części użytkowników ekran w etui będzie zbędny, podobnie jak notatki AI czy tłumaczenia. Problem polega na tym, że za te dodatki trzeba zapłacić. Jeśli ktoś szuka po prostu świetnych słuchawek do muzyki i rozmów, może uznać część możliwości za przerost formy nad treścią. Widać też, że producent chciał zrobić produkt efektowny, co czasami odbija się na prostocie obsługi. Początkowo trzeba poświęcić chwilę na poznanie wszystkich opcji i ustawień.

Mimo tego Liberty 5 Pro Max robią bardzo dobre wrażenie jako kompletny produkt. To słuchawki, które próbują wyjść poza standardowe myślenie o TWS-ach i w wielu miejscach rzeczywiście się to udaje. Największe wrażenie robi połączenie jakości rozmów, skutecznego ANC i rozbudowanych funkcji dodatkowych. Brzmienie jest przyjemne i energetyczne, aplikacja dopracowana, a całość działa stabilnie. Nie ma tu poczucia niedokończonego eksperymentu technologicznego. Nawet jeśli część funkcji AI będzie używana sporadycznie, sam fakt ich obecności pokazuje kierunek, w którym idzie rynek.

Soundcore Liberty 5 Pro Max nie są sprzętem dla każdego. To słuchawki nastawione na osoby, które chcą czegoś więcej niż tylko odtwarzania muzyki. Jeśli ktoś korzysta ze słuchawek przez wiele godzin dziennie, prowadzi rozmowy, pracuje mobilnie i lubi nowe technologie, bardzo łatwo doceni możliwości tego modelu. Jednocześnie producent nie zapomniał o podstawach. Dźwięk jest mocny i angażujący, ANC skuteczne, a komfort użytkowania stoi na wysokim poziomie. Największą zaletą Liberty 5 Pro Max jest właśnie to, że pod warstwą marketingowych haseł i funkcji AI kryją się po prostu dobrze działające słuchawki.