TravelPro 3-in-1 Travel Charger 30W - ładowarka z power bankiem oraz wzmocniony kabel ze wsparciem PD do 240 W
Zwykle gdy wyjeżdżam w podróż lub na koncerty z moim zespołem, do plecaka ładuję osobną ładowarkę i kilka powerbanków. Za sprawą Xtorm 3‑in‑1 Travel Charger przynajmniej dwa z tych urządzeń zastępuję jednym, które łączy w sobie tradycyjną ładowarkę sieciową z powerbankiem. I to jest największa zmiana — mniej rzeczy do ogarnięcia, mniej kabli i mniej zastanawiania się, czy na pewno wszystko spakowałem.
Na pierwszy rzut oka to po prostu ładowarka — i faktycznie tak ją najczęściej traktuję. Wpinam do gniazdka i działa jak klasyczna ładowarka USB-C o mocy 30 W. Różnica zaczyna się w momencie, kiedy wychodzę z domu. Nie odpinam kabla i nie sięgam po powerbank, tylko zabieram to samo urządzenie i dalej z niego korzystam. Do tego dochodzą wymienne wtyczki, więc w podróży zagranicznej odpada kolejny problem. To wszystko sprawia, że całość ma sens nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w praktyce.
Z mojego punktu widzenia największą zaletą jest wygoda. Dwa zintegrowane kable USB-C robią ogromną różnicę. Nie ma sytuacji, że czegoś zapomnę albo szukam kabla po plecaku. Po prostu wyciągam i ładuję. 30 W w trybie sieciowym daje rozsądne tempo — nie jest to poziom dedykowanych, dużych ładowarek, ale spokojnie wystarcza do codziennego używania.
Z iPhonem 17 Pro Max to urządzenie pokazuje pełnię możliwości. Na kablu działa szybko, ale największą robotę robi ładowanie magnetyczne. Przyczepiam telefon i nie myślę o kablach. To jest wygodne w sposób, który trudno docenić, dopóki się nie zacznie tego używać regularnie. Jasne, moc jest niższa niż przy kablu, więc to nie jest opcja do ekspresowego ładowania przed wyjściem. Ale w ciągu dnia, w pociągu czy w hotelu — sprawdza się bardzo dobrze.
Jako powerbank też daje radę. 10 000 mAh to nie jest rekord, ale w praktyce wystarcza na około dwa ładowania smartfona i to się pokrywa z moimi doświadczeniami. Kluczowe jest to, że nie trzeba osobno pamiętać o jego ładowaniu. Wpinam do gniazdka i przy okazji ładuje się sam. To niby drobiazg, ale w codziennym użyciu robi różnicę.
Z perspektywy użytkownika to urządzenie najlepiej pokazuje swoją wartość poza domem. W podróży, na lotnisku, w hotelu — tam naprawdę upraszcza życie. W domu można mieć szybsze, bardziej wyspecjalizowane ładowarki. Ale to nie jest jego rola. Ono ma być uniwersalne i ograniczać liczbę rzeczy, które trzeba zabrać ze sobą.
I to mu się udaje. To urządzenie nie próbuje być najlepsze w jednej konkretnej rzeczy. Ono jest po prostu bardzo dobre w kilku jednocześnie. I dzięki temu całość ma sens. Jeśli ktoś dużo się przemieszcza i korzysta z kilku urządzeń na co dzień — to jest rozwiązanie, które realnie ułatwia życie. Ja traktuję je jako stały element wyjazdowego zestawu i w tej roli sprawdza się dokładnie tak, jak powinno.
Korzystałem też z kabla Xtorm Next Gen USB-C PD Ultra 240W 1.5m i to jest dokładnie ten typ dodatku, który nie wygląda spektakularnie na papierze, ale w praktyce robi różnicę. To nie jest zwykły przewód „do ładowania telefonu”, tylko kabel, który spokojnie ogarnia dużo bardziej wymagające urządzenia — nawet laptopy, dzięki wsparciu Power Delivery do 240 W.

W kontekście tej ładowarki ma to sens o tyle, że nie ograniczam się do jej wbudowanych kabli. Jeśli chcę podpiąć coś większego albo po prostu potrzebuję większej swobody (1,5 metra robi robotę), to mam kabel, który nie będzie wąskim gardłem, a do tego oferuje stabilne ładowanie, nie ma problemów z rozłączaniem, wszystko działa tak, jak powinno.
Druga rzecz to wykonanie. Pleciony oplot, wzmocniona konstrukcja, solidne końcówki — to jest kabel, który można wrzucić do plecaka razem z resztą rzeczy i nie zastanawiać się, czy za tydzień dalej będzie działał.
I znowu — to nie jest element obowiązkowy, bo sama ładowarka ma wbudowane przewody. Ale jeśli ktoś chce mieć jeden porządny kabel „do wszystkiego”, który pasuje do tego zestawu i nie ogranicza możliwości urządzenia, to to jest sensowny wybór.