Jestem wielkim miłośnikiem spacerów po lesie, dlatego cenię sobie słuchawki otwarte, które nie zamykają wylotu przewodu słuchowego. Dotąd pewnym rozwiązaniem były słuchawki wykorzystujące przewodnictwo kostne. Ostatnio jednak miałem okazję testować słuchawki, które dla mnie są znacznie lepszym rozwiązaniem – mowa o soundcore AeroClip.

Jak sama nazwa wskazuje, są to słuchawki o formie klipsów. Na jednym końcu klipsa (którego rdzeń wykonany jest z tytanu) znajduje się właściwa słuchawka, kryjąca 12-milimetrowy przetwornik i dwa mikrofony (w sumie w obu słuchawkach są cztery), a na drugim niewielki owalny bloczek stabilizujący, w którym – jak podejrzewam – znalazła się część elektroniki. Zakłada się je na środkową część małżowiny usznej w taki sposób, że przetwornik znajduje się niedaleko kanału słuchowego, ale nie bezpośrednio nad nim lub w nim, a wspomniany – nieco większy bloczek – ląduje na wewnętrznej stronie małżowiny, blisko głowy. Sama ramka każdej ze słuchawek wykrywa dotyk i pozwala na sterowanie odtwarzaniem za pomocą dwu- lub trzykrotnych stuknięć. Działa to dobrze, choć reakcja na stuknięcia jest nieco opóźniona – o niecałą sekundę.

W komplecie znalazły się też dwa komplety nakładek silikonowych na bloczek stabilizujący w rozmiarach M i L, które można założyć, jeśli słuchawki trzymają się małżowiny za słabo. W moim przypadku nie było to potrzebne. Słuchawki leżą bardzo wygodnie, właściwie w ogóle się ich nie czuje i gdyby nie muzyka, to w ogóle bym o nich zapomniał. Zdarzało mi się kilka razy, że po zakończeniu odsłuchu niemal zapomniałem je zdjąć. Nic dziwnego, każda ze słuchawek waży zaledwie 5,9 grama. Pod względem wygody jest to chyba najlepsze rozwiązanie, jakie dotąd testowałem. Mogę jednocześnie słuchać muzyki, nie tracąc przy tym kontaktu z otoczeniem, a podczas spacerów mogę dalej cieszyć się szumem drzew czy śpiewem ptaków.

Co ważne, słuchawki oferują naprawdę niezłe brzmienie. Nie są to oczywiście słuchawki, w których zagłębimy się w drugi czy trzeci plan sceny dźwiękowej, ale można śmiało słuchać na nich muzyki, a nie tylko podkładu do treningu czy innej aktywności (w moim przypadku spaceru po lesie). Brzmienie, choć nie jest przesadnie głębokie, to jednak scena dźwiękowa jest dość szeroka, a dźwięk selektywny, z całkiem nieźle zaakcentowanymi basami (choć nie poruszą naszych trzewi), z wystarczająco selektywnym środkiem i górą.

Jestem pod bardzo dużym wrażeniem tego, że producentowi udało się uzyskać dużą wygodę, nie ponosząc przy tym dużych kosztów, jeśli chodzi o brzmienie, a w przypadku tego typu słuchawek zwykle jedno jest kosztem drugiego.

AeroClip oferują także dobrą jakość dźwięku podczas rozmów głosowych – zarówno jeśli chodzi o głośniki, jak i – przede wszystkim – wspomniane cztery mikrofony z technologią kształtowania wiązki, które wykorzystują sztuczną inteligencję w celu uzyskania lepszej jakości.

Słuchawki mogą pracować do ośmiu godzin na jednym ładowaniu i wspierają szybkie ładowanie (10 minut ładowania przekłada się na trzy godziny pracy). Etui zapewnia dodatkowe 24 godziny. To bardzo dobry wynik. Biorąc pod uwagę ich wygodę, można faktycznie przez te osiem godzin słuchać muzyki aż do całkowitego ich rozładowania, a następnie umieścić je w etui i słuchać przez kolejne trzy godziny, by ostatecznie, na koniec dnia, włożyć je ponownie do etui. Co ważne, słuchawki są odporne na zalanie, zachlapanie i delikatny deszcz, spełniając standard IPX4.

Słuchawki soundcore AeroClip dostępne są w cenie 499 zł.