Wielu czytelników wie, jak wielkim fanem Apple TV czwartej generacji byłem i w pewnym stopniu wciąż jestem. Kilkukrotnie jednak pisałem już o tym, jak bardzo rozczarowało mnie podejście Apple do tej przystawki telewizyjnej. Firma po prostu zmarnowała jej potencjał i do dzisiaj nie robi właściwie nic, by zachęcić klientów do jej kupowania, a deweloperów do pisania aplikacji. Z pewnością część z Was pamięta także, jak bardzo liczyłem, że Apple TV czwartej generacji stanie się niedrogą konsolą, a ostatecznie - wskutek tego zawodu - kupiłem PlayStation. Teraz, po kilku latach korzystania z Apple TV, patrzę na to urządzenie jeszcze inaczej, pod pewnymi względami bardziej krytycznie, a to za sprawą moich ostatnich doświadczeń z o wiele tańszą przystawką Flix TV Box z Android TV, polskiej marki mpTech.

Big bada139b c75c 4f3e 99fc 4d5451b48440

Ta ostatnia od kilku tygodni zajmuje miejsce pod moim telewizorem właśnie obok Apple TV czwartej generacji. Pojedynek pod pewnym względami jest wyrównany, wycieczka na drugą stronę technologicznej barykady i do tego do strefy zdecydowanie niższych cen pozwoliła mi chyba nabrać jeszcze większego dystansu i krytycznego spojrzenia. Nie pokuszę się tutaj o ocenę, która z przystawek jest lepsza, po prostu przez ostatnie tygodnie odkryłem, że zdecydowanie tańsze urządzenia z Android TV oferują podobne możliwości, co podobny i droższy produkt Apple.

Idea przyświecająca obu jest podobna. Smart TV zamknięte w niewielkiej skrzynce, którą można podłączyć do dowolnego telewizora z HDMI. Dzięki temu z tego typu technologii można cieszyć się na urządzeniach już stosunkowo starych, np. na moim niezniszczalnym telewizorze LCD Samsunga, któremu stuknęło już 10 lat (niezniszczalnym, bo przeżył kilka zamachów na swoje życie poczynionych przez moje dzieci, m.in. walenie drewnianym młotkiem w ekran).

Flixt TV to niewielka czarna skrzynka, wyraźnie niższa, ale i szersza od Apple TV czwartej generacji. Urządzenie zamknięte jest w plastikowej obudowie o matowym wykończeniu (podobnym trochę do okleiny myszek i trackaballa Logitech, m.in. opisywanego ostatnio przeze mnie na MyApple). Z przodu znalazły się dwie diody informujące o tym, że urządzenie jest włączone i że jest podłączone do sieci, punkt odbierający sygnały w podczerwieni oraz przycisk Power. Można je bowiem włączyć i wyłączyć jak telewizor. Tutaj pewną przewagę ma dla mnie Apple TV, bo nie muszę pamiętać o tym, by je wyłączać. Z drugiej strony przystawki Flix TV też nigdy nie wyłączałem. Pod względem wizualnym całość nie prezentuje się tak dobrze, jak Apple TV, trochę denerwujące są te niebieskie diody, ale nie mam się też specjalnie do czego przyczepić, biorąc pod uwagę wygląd różnych innych przystawek, soundbarów i innych akcesoriów, które zwykle lądują właśnie pod telewizorem.

Z tyłu z kolei standardowo znajdziemy gniazdo zasilania (urządzenie posiada zewnętrzny zasilacz), port HDMI, gniazdo Ethernet (tak jak Apple TV podłączyłem to urządzenie kablem bezpośrednio do routera, choć oczywiście można to zrobić przez WiFI 2,4/5 GHz) oraz wyjście AV. To, co ciekawe, znajduje się na lewym boku tego urządzenia. Umieszczono tam bowiem dwa porty USB A 2.0 oraz czytnik kart pamięci. Z marszu można więc podłączyć do przystawki zewnętrzny dysk lub kartę pamięci z kolekcją ulubionych filmów, które trzymamy lokalnie, i mieć do nich dostęp przez aplikacje Kodi czy VLC zainstalowane ze sklepu Google Play. Co ważne, wcale nie muszą być to pirackie filmy z sieci, a np. te zgrane z legalnie kupionych DVD. Sam mam w ten sposób zgranych kilkanaście koncertów, których próżno szukać w sklepach online czy usługach VOD. Wcześniej kombinowałem z dyskiem podpiętym do Time Capsule, a teraz po prostu wpiąłem go do tej właśnie przystawki.

Mogę tylko domyślać się, dlaczego Apple nie zdecydowało się na ten jakże prosty i ułatwiający korzystanie z urządzenia krok. Po co ktoś miałby oglądać filmy z dysku, lepiej by wypożyczył je lub kupił w iTunes (kupuję tam filmy przede wszystkim dla moich dzieci). W przypadku Flix TV od mpTech działa to bardzo dobrze.

Urządzenie można sterować za pomocą dołączonego pilota, który domyślnie działa tylko na podczerwień. Można jednak sparować go z urządzeniem przez Bluetooth, co jest o wiele bardziej wygodne. Dzięki temu można wtedy za jego pośrednictwem korzystać ze znajdującego się na pokładzie Android TV asystenta Google. Urządzeniem można także sterować i komunikować się z asystentem za pomocą aplikacji Android TV Remote dostępnej również dla iOS. Pilot nie jest moim zdaniem tak wygodny jak ten od Apple TV czwartej generacji, brakuje mi gładzika, ale spełnia swoją rolę, co więcej mogę wygodnie sterować urządzeniem przy użyciu dowolnego iPhone'a za pomocą wspomnianej aplikacji. Asystent działa poprawnie, można zapytać go o pogodę, czy o otwarcie wybranych aplikacji (przypominam, że Siri na Apple TV czwartej generacji i Apple TV 4K z ustawionym regionem na Polskę wciąż nie działa).

Android TV to oczywiście system wyglądający inaczej niż tvOS. Przestawienie się z tego drugiego na pierwszy jest kwestią czasu i przyzwyczajenia. Przez kilka tygodni korzystania z tego rozwiązania wszystko działało płynnie i bez żadnych problemów (po prawdzie to musiałem się tylko nagimnastykować, by zrobić zrzuty ekranu z tego urządzenia, co w przypadku Android TV Oreo jest dość trudne).

W sklepie Play dostępnych jest naprawdę sporo aplikacji dla tego urządzenia. Są wsród nich managery i odtwarzacze multimediów, jak wspomniane już wcześniej Kodi czy VLC (oba dostępne także w App Store na Apple TV). Tutaj specjalnej różnicy nie ma. Kwestią dyskusyjną jest to, czy potrzebujemy czegoś więcej niż wspomniane aplikacje na ekranie telewizora. Na Flix TV możemy zainstalować sobie np. przeglądarkę web, choć korzystanie z niej za pomocą pilota czy aplikacji Android TV Remote nie należy do szczególnie wygodnych. Są wreszcie gry, właściwie te same co na Apple TV. W Android TV jest to jednak rozwiązane trochę inaczej. By dostać się do gier, należy otworzyć aplikację Google Play Games. To w niej przeglądamy, instalujemy i uruchamiamy interesujące nas tytuły. Także i tutaj są to właściwie te same gry, które możemy znaleźć w App Store dla Apple TV.

Flix TV Box może działać także jak Chromecast. Można za jego pośrednictwem przesyłać obraz z wybranych aplikacji dla Androida i iOS (m.in. YouTube, Google Play Video, HBO, Netflix) na telewizor. Biorąc pod uwagę to, że Chromecast 2 kosztuje wciąż ponad 150 zł (używany można dostać za około 90 - 100 zł), to w cenie 329 zł użytkownik otrzyma znacznie więcej. Choć Flix TV ma na rynku konkurenta w postaci Xioami Mi TV Box, dostępnego w podobnej cenie.

Na obecną chwilę największą wadą tego urządzenia jest oficjalny brak aplikacji Netflix. Ma się ona pojawić w niedługim czasie, ale z tego co wiem, producent jeszcze negocjuje z tym serwisem dostęp do niego na tym urządzeniu. Samą aplikację można pobrać ze sklepu, ale się ona nie uruchomi. Oczywiście są na to sposoby. Można pobrać z jednego z nieautoryzowanych repozytoriów aplikację w wersji na telefon lub tablet, zainstalować i uruchomić na tym urządzeniu. Nie jest to jednak rozwiązanie wygodne, trzeba najpierw pobrać managera plików, przeglądarkę Puffin dla Android TV, w niej odwiedzić takie repozytorium (np. Aptoide), pobrać plik i otworzyć go w managerze. Sama aplikacja Netfliksa dla smartfona nie wygląda najlepiej na ekranie telewizora, ale - co ważne - działa.

Urządzenie ma za to zainstalowaną fabrycznie aplikację Showmax, a w pudełku znajduje się voucher na 30 dni darmowego korzystania z tego serwisu (można go wykorzystać po 14 dniowym okresie próbnym).

Oczywiście Flix TV nie jest rozwiązaniem dla kogoś, kto buduje sobie cały dom na urządzeniach Apple. Apple TV działa przecież także jako hub dla urządzeń działających na platformie HomeKit. W AndroidTV nie znajdziemy aplikacji iTunes z kupionymi tam filmami. Jeśli jednak jesteśmy użytkownikami po prostu iPhone'a, może Maca, ale nie jesteśmy technologicznymi ortodoksami i korzystamy na co dzień z różnych rozwiązań i różnych platform, to myślę, że warto zastanowić się nad tańszą alternatywą wobec Apple TV. Taką niewątpliwie jest Flix TV.

Samo Apple TV czwartej generacji czy Apple TV 4K (Flix TV także wysyła obraz w tej rozdzielczości) mogłoby kosztować tyle co Flix TV i podobnie jak to urządzenie oferować np. możliwość podłączenia zewnętrznego dysku, karty pamięci. Mogłoby, ale raczej nigdy nie będzie. Polityka Apple jest tutaj dobrze znana od lat. Szkoda, że firma z Cupertino nie ma pomysłu na rozwój swojej przystawki. Może i Google nie ma także pomysłów na rozwój tego typu urządzeń, ale patrząc na Flix TV, widzę, co Apple mogłoby dodać do swojej przystawki.