Fani serialu animowanego South Park nie mogą ostatnio narzekać na brak gier nawiązujących do ich ulubionej, niepoprawnej politycznie kreskówki. Ledwie miesiąc temu swoją premierę miała gra South Park: Fractured But Whole (autor polskiego tytułu - „Podzieleni, ale zrzyci" - zasługuje na medal), a teraz w App Store pojawiła się kolejna produkcja opowiadająca o przygodach mieszkańców tytułowego miasteczka - South Park: Phone Destroyer.

Big 18662e60 604b 46da 9a97 fdad0cefaa78

Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich grach nawiązujących do serialu South Park wyprodukowanych przez Ubisoft, w Phone Destroyer wcielamy się w rolę nowego dziecka, które zostaje wciągnięte w jedną z zabaw wymyślonych przez Cartmana i jego kolegów. Tym razem chodzi o wojnę kowbojów i Indian, chociaż motyw przewodni szybko wyrywa się dzieciakom spod kontroli i w zabawę wplątują się również postacie nie do końca pasujące do przyjętej konwencji, takie jak Eskimosi („technicznie rzecz biorąc to też indianie") i piraci („indianie i piraci istnieli przecież w tej samej epoce"). Jako iż nasz bohater znany jest w całym miasteczku jako osoba, która całymi dniami gra na swoim smartfonie, szybko zostaje wybrany na przywódcę, który ma pokierować drużyną kowbojów.

Głównym elementem gry Phone Destroyer są krótkie, trwające najwyżej kilka minut (dokładnie 3, jeśli gramy z żywym przeciwnikiem) starcia pomiędzy dwiema drużynami dzieciaków przebranych za różne postacie. Naszym celem jest jak najszybsze sprowadzenie punktów życia dowódcy przeciwnej drużyny do zera, przy jednoczesnej ochronie naszego własnego bohatera. W tym celu wykorzystujemy talię składającą się z 12 kart, reprezentujących postacie i akcje. Postacie po zagraniu pojawiają się na planszy i poruszają się samodzielnie, atakując wrogiego bohatera i przyzwanych przez niego sojuszników. Każda z nich różni się parametrami (wytrzymałość, ilość zadawanych obrażeń, etc.), zasięgiem i rodzajem ataku (walka wręcz, łuk, pistolet, bomby, etc.), ilością energii potrzebnej do jej zagrania (ta regeneruje się co kilkanaście sekund) oraz zdolnościami specjalnymi. Te ostatnie mogą być pasywne, lub aktywowane przez gracza w wybranym momencie. Karty akcji pozwalają zaś na natychmiastowe wykonanie konkretnej czynności, takiej jak zadanie obrażeń wybranej postaci, zamrożenie jej, uleczenie sojuszników czy przejęcie kontroli nad przeciwnikiem.

Pierwsze misje kampanii dla jednego gracza nie są zbyt wymagające i większość z nich można ukończyć zagrywając karty na „chybił trafił”. Dopiero w późniejszych etapach rozgrywki oraz podczas starć z innymi graczami, Phone Destroyer nabiera odrobiny strategicznej głębi, zmuszając nas do zwracania większej uwagi na skład naszej talii, kolejności zagrywania kart i aktywowania umiejętności postaci oraz umiejętne zarządzanie dostępną energią. Warto jednak mieć na uwadze, że w większości przypadków to, jak dobre karty posiadamy w naszej kolekcji, ma o wiele większy wpływ na zwycięstwo niż nasze umiejętności taktyczne. Phone Destroyer, podobnie jak wiele innych gier tego typu, nastawiony jest bowiem na powolne ciułanie różnego rodzaju wirtualnych dóbr. Każda rozgrywka daje nam szanse na zdobycie nowych kart, surowców (które możemy wykorzystywać do ulepszania już posiadanych kart) lub pieniędzy, które wydajemy na paczki dodatkowych kart i różne kosmetyczne dodatki. Gra jest pod tym względem dość hojna, regularnie obsypując gracza nagrodami i oferując mu darmowe pakiety kart, a grając w nią nie odczuwamy żadnego przymusu do wydawania pieniędzy. Mimo to zebranie wszystkiego, co ma nam ona do zaoferowania, może wyrwać z życia ładny kawałek czasu. Jeśli jednak mamy taką ochotę istnieje możliwość zakupu wszystkich dostępnych w grze dóbr za realne pieniądze, co jak nietrudno się domyślić drastycznie przyspiesza postępy w grze.

Tym, co najbardziej zawiodło mnie w przypadku Phone Destroyer, jest zawarty w grze humor, a raczej jego brak. Serial South Park zwykle dość umiejętnie przeplata żarty niskich lotów, nastawione głównie na szokowanie widza, z bardziej subtelnymi żartami, zwykle dość celnie komentującymi różne aktualne wydarzenia. W Phone Destroyer nie znajdziemy w zasadzie ani jednych, ani drugich, chyba że do tej pierwszej kategorii zaliczymy okazjonalne przekleństwo rzucone co jakiś czas przez któreś z dzieci (warto dodać, że gra została spolszczona, a nasze swojskie bluzgi w ustach amerykańskiej młodzieży wypadają co najmniej dziwnie). Uśmiech u fanów serialu wywołać mogą natomiast pojawiające się tu i ówdzie drobne smaczki, takie jak chociażby sposób w jaki zostali tu przedstawieni jego bohaterowie. Każda z postaci wciela się w jakąś rolę, która zwykle w zabawny sposób nawiązuje do ich charakterystycznych cech lub serialowych wydarzeń z ich udziałem. Cartman jest szeryfem, Jimmy to indiański bajarz a ojciec Stana przebiera się za… Pocahontas. Bez większego problemu da się tu też wyłapać nawiązania do różnych scen i motywów znanych z animowanego pierwowzoru. Wszystko to cieszy, chociaż trzeba przyznać, że jest to tylko namiastka tego, co możemy zobaczyć w dużych, konsolowych grach nawiązujących do tego samego serialu.

South Park: Phone Destroyer to poprawnie wykonana, choć nie wybijająca się niczym ponad przeciętność gra mobilna, skierowana głównie do fanów serialu. Świetnie sprawdza się jako prosty sposób na zabicie czasu i, w odróżnieniu od większości darmowych gier mobilnych opartych na popularnych serialach animowanych, nie stara się za wszelką cenę zmusić nas do wydawania pieniędzy na mikropłatności. Jeśli jednak oczekujecie od gry czegoś więcej, niż powolnego i (prawie) bezmyślnego przedzierania się przez kolejne misje w celu zdobycia nowych kart i ulepszeń, które ułatwią wam powolne i (prawie) bezmyślne przedzieranie się przez kolejne misje, lepiej poszukać innego tytułu.

Gra South Park: Phone Destroyer dostępna jest do pobrania za darmo ze sklepu App Store