Mimo mojego zamiłowania do gadżetów spod znaku nadgryzionego jabłuszka i pasji do używania ich w różnych sferach życia (począwszy od fotografii mobilnej, poprzez odważanie składników w kuchni a na sterowaniu podgrzewaczem mleka dla dziecka skończywszy) staram się ograniczać mojemu synowi dostęp do tego typu “zabawek”. Tak jak kobieca torebka jest wg mnie czymś prywatnym i bardzo nie lubię gdy ktoś w niej grzebie, tak też smartfon uważam za coś osobistego i nie daję go nikomu do zabawy. Jednak syn od dawna obserwuje nas, rodziców nieustannie robiących zdjęcia i stara się zrozumieć zasady obowiązujące w trakcie fotografowania, np. to, że nie należy wchodzić przed czyjś obiektyw i dać fotografującemu chwilę na uchwycenie kadru.

Big e255497b 77bc 4ef7 9256 9920e53242ee

Początki tego były dość trudne, do teraz włącza mu się często tryb psotnika, w którym jest w stanie wystraszyć nawet ślimaka byle mama nie robiła zdjęć kiedy on ma zamiar bawić się w superbohatera, ale gdzieś powoli widać w tej sferze postępy. Jest to oczywiście zachowanie naturalne i mimo mojej początkowej wewnętrznej złości wynikającej z wielu straconych w takich okolicznościach kadrów postanowiłam, że może warto tę psotliwą naturę ukierunkować na.. robienie zdjęć przez niego samego. Oczywiście nie było mowy by dostał iPhone’a czy też iPoda Touch, ponieważ według mnie jest jeszcze za mały na to by móc bezpiecznie poruszać się z takim sprzętem, do czego dochodzi jeszcze brak umiejętności czytania i pisania jako niezbędnych do sprawnego posługiwania się tego typu urządzeniem. Uznałam też, że może niekoniecznie musi od razu uprawiać fotografię mobilną, warto przecież by najpierw poznał inne techniki i narzędzia służące tworzeniu zdjęć.

Barcelona, styczeń 2017

I tak pojawił się w naszym domu Kidizoom Twist Plus, czyli cyfrowy aparat kompaktowy zaprojektowany z myślą o najmłodszych. Przeszukując rynek tego typu urządzeń braliśmy pod uwagę kilka innych propozycji, jednak dziś, po 3 latach z produktem VTech’a wybór ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Wbrew naszym obawom (że syn za mały i nie poradzi sobie z opanowaniem obsługi, że robienie zdjęć będzie dla niego za trudne) okazało się, że taki aparat w rękach 3-latka to bardzo dobry krok na drodze do poznawania fotografii.

Aparat jest przeznaczony dla dzieci od 3. roku życia, co oznacza, że do podstawowej obsługi nie jest wymagana umiejętność czytania ani pisania. I tak jest w rzeczywistości, wszystkie menu są bardzo proste i zbudowane są z piktogramów oraz krótkich animacji, których opanowanie i zapamiętanie nie stanowi dla malucha żadnego problemu. Przyciski są rozmieszczone logicznie, duże i kolorowe a ich wciskanie jest wyraźne i każdorazowo potwierdzane dźwiękiem co dodatkowo wpływa na wygodę użytkowania i szybkość nauki obsługi.

Samo urządzenie nie jest może stylowe, dizajnerskie ani cienkie i nie przypomina w niczym smartfona rodziców, ale za to jest kolorowe, wytrzymałe, wygodne w trzymaniu jedną i dwiema rękami oraz odporne na upadki, czyli ma wszystko czego potrzebują mali fotografowie. Gdy go trzymam wiem, że nie wyślizgnie mi się z dłoni, a jeśli nawet to obudowa, która zaskakująco dobrze leży w dłoni wykonana jest z gumowanego tworzywa, nie trzeszczy, nie wygina się, jest po prostu solidna, przez co nie straszne jej są częste kontakty z ziemią, kurzem, piaskiem i kroplami wody. Tego aparatu z pewnością nie włożymy do kieszeni (i nie wygniemy), za to dziecko może przewiesić go sobie przez rękę czy też dać mamie do torebki jeśli akurat wystąpił brak weny do robienia kolejnych zdjęć. Jeśli zapomnimy przy tym go wyłączyć aparat zrobi to za nas po upływie 1-2 minut celem oszczędzenia baterii. Aparat do pracy wymaga czterech baterii AA, zamiast nich proponuję oczywiście akumulatorki, które wystarczą na wykonanie kilkuset zdjęć, zależnie oczywiście od użytkowania wyświetlacza oraz innych funkcji urządzenia. Kidizoom dostępny jest w różnych kolorach w zależności od preferencji pociechy (niebieski lub różowy). Można również dokupić do niego akcesoryjne etui podróżne.

Praga, podczas Mobile Photo Trip, maj 2017

Aparat posiada dwa wizjery - mały ekran (o przekątnej 2,2 cala), na którym wyświetlane jest menu, gdzie dziecko może obejrzeć efekty swojej twórczości i pograć. Do tego dostępny jest wizjer optyczny, dzięki czemu może poczuć się ono jak prawdziwy fotograf, który przykłada aparat do twarzy. Aparat ma 4-krotny zoom cyfrowy oraz 256MB pamięci wbudowanej, którą możemy rozszerzyć korzystając ze slotu karty microSD. Na komputerze, do którego aparat możemy podłączyć poprzez złącze USB 2.0 warto też zainstalować program Learning Lodge (do pobrania ze strony producenta). Służy on do edycji zdjęć, instalowania dodatków oraz aktualizowania oprogramowania aparatu i jest dostępny dla Windows lub OS X. Urządzenie możemy również podłączyć do telewizora.

Na zdjęciu Michał Koralewski. Poznań, lipiec 2015

Obiektyw został umieszczony sprytnie między okienkami wizjera optycznego i jest odwracalny między przodem a tyłem co oznacza, że dziecko samo może decydować czy chce używać trybu aparatu czy też woli pobawić się w robienie selfie. Pierścień na obiektywie, którym tak zapamiętale kręcą “duzi fotografowie” też nie został tu pominięty i został przewidziany do włączania filtrów nakładanych w czasie rzeczywistym na kadr. Oprócz standardowego trybu robienia zdjęć Kidizoomem można też kręcić filmy z zabawnymi efektami specjalnymi, nagrywać dźwięki, przygotowywać animacje poklatkowe z sekwencji zdjęć i edytować wykonane fotografie.

Poznań, lipiec 2015. Zdjęcie wykonane z filtrem negatywowym dostępnym po obróceniu pierścienia wokół lampy błyskowej. Sierpień 2015.

Wbudowany sensor 2MP umożliwia rejestrowanie zdjęć w maksymalnej rozdzielczości 1600 × 1200 pikseli przy gęstości 72 dpi bądź 640 × 480 przy ustawieniu 0,3MP. Zapisywane zdjęcia nie są może wysokiej jakości ale i tak są niezłe. Zauważalna wada to kiepska stabilizacja obrazu w trakcie nagrywania filmów, ale musimy pamiętać, że to w końcu zabawka a nie profesjonalny aparat i tak trzeba to urządzenie postrzegać. Poza tym uwierzcie mi, że dla małego człowieka nie jest to istotne. Dla niego ważne są takie “bajery” jak nakładanie na zdjęć śmiesznych tapet, ramek i masek, robienie sobie selfie z doklejonymi wąsami czy też kilka gierek będących miłą odskocznia od większości wysokiej jakości produkcji dostępnych na tabletach czy współczesnych konsolach.

Na zdjęciu Natasza Perzak podczas mobilnego tripu w Okrąglaku w grudniu 2015 w Poznaniu.

Na zdjęciu Asia Szwałek z @igerspoznan_official podczas jednego z mobilnych tripów w październiku 2015 w Poznaniu.

Tył aparatu to nie tylko ekran ale i kilka przycisków: uruchomienia aparatu, zatwierdzenia wyboru/zrobienia zdjęcia, usunięcia zdjęcia oraz przycisk home (domek) prowadzący do głównego menu, w którym wybieramy tryb pracy bądź też gry, efekty specjalne i ustawienia. Po menu przesuwamy się małym dżojstikiem, który jednocześnie włącza błyskową lampę LED w trybie aparatu. Możemy też przejrzeć nim zrobione zdjęcia i powiększyć ich widok.

Praga, maj 2017.

Barcelona, styczeń 2017.

Może i rozdzielczość zdjęć nie jest najlepsza a fotografie wykonane przez niecierpliwe dziecko często wychodzą poruszone i może przydałaby się stabilizacja obrazu, ale to wszystko mówi dorosły człowiek, który rozumie mechanizm robienia zdjęć, wie jak stanąć, wymyślić kadr i dobrać jego oświetlenie. Tymczasem mówimy tu o aparacie dla kilkulatka, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z fotografią i będzie podczas niej fotografował WSZYSTKO. Na tym etapie nauki ważne jest uchwycenie przez dziecko tych samych momentów/obiektów co rodzice i uwiecznienie dziury w ścianie, podłogi, znaczka na samochodzie, ciekawej chmury, studzienki oraz butów przechodnia. Dziecko widzi świat inaczej niż my i wręcz magicznie jest obejrzeć go z jego perspektywy, właśnie przez zdjęcia, które wykonuje. Dla niego nie jest ważne jak widać ale co widać i czy biedronka lub kaczka nie uciekły mu z kadru przed wciśnięciem spustu migawki. Ogromną przyjemnością jest dla nas okresowe oglądanie zdjęć syna, dostrzeganie tych różnic w widzeniu świata i obserwowanie postępów jakie robi z każdym rokiem “pstrykania”. Cieszymy się, że podczas gdy inne zabawki przychodzą i odchodzą Kidizoom jest z nim na stałe. I jako taką zabawkę ten aparat (lub jakikolwiek podobny) mogę polecić uwadze każdego rodzica chcącego rozbudzić u swojej pociechy pasję do fotografii.

W tekście zamieściłam kilka przykładowych nieedytowanych zdjęć wykonanych przez synka Kidizoomem podczas naszych wycieczek i mobilnych tripów. Praga, maj 2017.