Jeszcze kilka lat temu na pytanie „jaki jest najlepszy mobilny system dla muzyka?”, można było bez żadnego zastanowienia z czystym sumieniem odpowiedzieć „iOS". Niezależnie od tego, czy potrzebowaliśmy czegoś do nagrywania i obróbki dźwięku, generowania go za pomocą wirtualnych instrumentów, sterowania innymi urządzeniami/programami, czy też miksowania muzyki na imprezach, przewaga systemu firmy Apple we wszystkich muzycznych dziedzinach była tak ogromna, że polecanie znajomym konkurencyjnych rozwiązań mogło zostać uznane za próbę sabotażu. Z biegiem czasu zaczęła ona jednak maleć, powoli, ale nieubłaganie.

Big cb8cb973 64c4 4229 a7fd 4b752e988ea9

Obaj główni rywale iOS, czyli Android i Windows, zdołali bowiem wreszcie poradzić sobie z problemami, które wcześniej skutecznie odstraszały od nich osoby chcące wykorzystać urządzenia mobilne do pracy z dźwiękiem. Co więcej, okazało się, że niektórzy producenci urządzeń działających pod kontrolą wspomnianych systemów są już nawet w stanie zaoferować swoim klientom możliwości, których próżno szukać w produktach firmy z Cupertino. Wszystko to sprawiło, że odpowiedź na postawione we wstępie pytanie przestała już być taka oczywista. Nadszedł więc dobry moment, by sprawdzić, czy iOS nadal jest najlepszym mobilnym systemem dla muzyka i jak jego największe zalety i wady prezentują się na tle jego głównych konkurentów.

iOS vs. Android

System Android od samego początku swojego istnienia miał dość poważne problemy w radzeniu sobie z obsługą dźwięku (co bardzo ułatwiło Apple osiągnięcie pozycji lidera w tej dziedzinie). Największy z nich stanowiły opóźnienia występujące pomiędzy działaniem użytkownika (wciśnięciem wirtualnego klawisza pianina, szarpnięciem struny gitary podłączonej do smartfona etc.) a pojawieniem się dźwięku. O ile w przypadku gier czy niemuzycznych aplikacji pół sekundy opóźnienia nie sprawia większego problemu, o tyle w przypadku pracy z oprogramowaniem muzycznym zaleca się zredukowanie opóźnień do mniej niż 10 milisekund, zaś za górną dopuszczalną granicę uznaje się 20 milisekund (chociaż praca przy takich opóźnieniach nie jest już zbyt komfortowa). Tymczasem w roku 2010, w którym świat muzycznych aplikacji mobilnych przeżywał swój rozkwit za sprawą pojawienia się na rynku iPada (który dzięki wykorzystaniu Core Audio w iOS 5 bez problemu schodził do bardzo przyzwoitych 8 ms), większość urządzeń z Androidem, nawet tych z wyższej półki, osiągało przeważnie opóźnienia rzędu 370 milisekund. Tak ogromna latencja skutecznie uniemożliwiała korzystanie z większości muzycznych aplikacji, takich jak wirtualne instrumenty i efekty, rejestratory audio, loopery czy narzędzia DJ-skie, pozostawiając użytkownikom Androida jedynie narzędzia nie reagujące bezpośrednio na działania użytkownika, takie jak sekwencery. Pierwsze oznaki zmian na lepsze pojawiły się dopiero w 2014 roku, kiedy to do sprzedaży trafiły Galaxy Note 4 i Galaxy Note Edge. Firma Samsung zastosowała w nich własne rozwiązania dotyczące obsługi dźwięku (Samsung Professional Audio SDK), które umożliwiły im zmniejszenie opóźnień nawet do 17 milisekund. W międzyczasie za pracę nad obniżaniem latencji wzięło się też samo Google. Pierwsze „flagowce” działające pod kontrolą systemu Android 5.0 Lollipop mogły pochwalić się opóźnieniami rzędu 35 ms, zaś wśród urządzeń działających pod kontrolą wypuszczonego w ubiegłym roku Androida 6.0 Marshmallow można nawet znaleźć takie, które osiągają 15 ms. Obniżenie opóźnień nie jest zresztą jedyną pozytywną zmianą z kategorii audio, jaka zaszła w Androidzie w ciągu ostatnich dwóch lat. W tym okresie usprawniono też współpracę z zewnętrznymi urządzeniami audio podłączanymi przez USB (co w teorii pozwala na jeszcze większe obniżenie opóźnień przy pomocy zewnętrznych interfejsów audio) oraz ułatwiono deweloperom tworzenie aplikacji korzystających ze standardu MIDI. Mówiąc krótko: tempo rozwoju muzyczno-technicznej strony Androida wzrosło ostatnio bardzo gwałtownie, i chociaż system ten nie osiągnął jeszcze dokładnie tego samego poziomu co iOS, to jednak jest on na dobrej ścieżce, by tego dokonać. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że jeszcze w tym roku, przy okazji premiery siódmej edycji Androida, oba systemy zrównają się pod tym względem ze sobą. Utrata przewagi na tym polu mogłaby w teorii zwiastować koniec ery dominacji iOS wśród muzyków. Większość osób mogących wybierać pomiędzy dwoma urządzeniami oferującymi takie same możliwości w zakresie pracy z dźwiękiem wybrałaby bowiem bez wahania rozwiązanie tańsze. W praktyce okazuje się jednak, że dogonienie iOS pod względem technicznym to wciąż za mało, by zepchnąć ten system z najwyższego miejsca na podium.

Należy bowiem pamiętać o tym, że z uwagi na wspomniane wcześniej problemy z obsługą dźwięku, większość twórców mobilnych aplikacji muzycznych starała się omijać system Android szerokim łukiem, co - jak nietrudno się domyślić - odcisnęło się bardzo niekorzystnie na ofercie sklepu Google Play. Nawet teraz, gdy problem opóźnień został bardzo mocno zredukowany, deweloperzy oprogramowania tego typu podchodzą do zielonego robota ze sporym dystansem. Kilka większych firm wypuściło wprawdzie androidowe wersje swoich najpopularniejszych produktów (na szczególną uwagę zasługuje Lemur firmy Liine, pozwalający wykorzystać ekran dotykowy tabletu w roli samodzielnie zaprojektowanego kontrolera MIDI), jednak większość nadal uważa, że przenoszenie aplikacji muzycznych z iOS na Anroida nie jest warte ich zachodu. Winą za taki stan rzeczy należy obarczyć (jak zwykle) wysoką fragmentację oraz różnorodność sprzętu, na którym zainstalowany jest ten system. Ta pierwsza skutecznie zmniejsza grono potencjalnych nabywców (nawet jeśli kolejna wersja systemu ostatecznie rozwiąże problemy z opóźnieniami, to początkowo trafi ona tylko na niewielki procent wszystkich urządzeń z Androidem), zaś druga czyni proces przenoszenia i testowania aplikacji znacznie trudniejszym (to, że coś działa dobrze na jednym modelu, nie oznacza, że będzie działać tak samo na setkach innych). W efekcie katalog muzycznych aplikacji dostępnych w Google Play jest zaledwie nikłym cieniem tego, co oferuje App Store. Zakup urządzenia z Androidem w celu wykorzystania go do tworzenia bądź wykonywania muzyki ma więc sens tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni, że interesujące nas aplikacje są dostępne na tę platformę i dobrze współpracują z modelem, którego zakup rozważamy. W innym wypadku wybór urządzenia z systemem iOS nadal wydaje się być znacznie bardziej rozsądnym pomysłem, gdyż daje nam on dostęp do przepastnego, a przy tym stale rozwijającego się katalogu muzycznych aplikacji, wśród których każdy muzyk bez problemu znajdzie coś dla siebie. W ostatecznym rozrachunku wygląda więc na to, że chociaż Android powoli staje się realną alternatywą dla systemu firmy Apple, to jednak jak na razie jest to alternatywa uboga, ograniczona i ryzykowna. Niewykluczone jednak, że kiedyś zdoła on ostatecznie zrównać się z iOS, a nawet go wyprzedzić, zwłaszcza jeśli Apple nie włoży nieco więcej wysiłku w rozwijanie muzycznych możliwości swego mobilnego systemu.

iOS vs Windows

W ciągu ostatniej dekady firma Microsoft zaliczyła kilka mniej lub bardziej udanych podejść do tematu Windowsa na urządzeniach mobilnych. Ostatecznie stanęło na podziale na dwie wersje: Windows 10 Mobile - dla urządzeń o przekątnej ekranu poniżej 8 cali oraz Windows 10 - dla całej reszty. Jak nietrudno się domyślić, z punktu widzenia muzyka najbardziej interesująca jest ta druga opcja, dlatego też w tym artykule skoncentrujemy się właśnie na niej. W odróżnieniu od Androida, który dopiero teraz zaczął doganiać iOS w kwestiach technicznych, Windows od dawna mógł pochwalić się dość niską latencją (m.in. za sprawą ASIO) oraz ogromną bazą oprogramowania muzycznego. Nie dziwi więc fakt, że gdy pierwsze tablety działające pod kontrolą tego systemu pojawiły się na rynku, wzbudziły one dość spore zainteresowanie wśród muzyków. Możliwość odpalenia większości najpopularniejszych programów typu DAW i wtyczek VST na tablecie sprawiała bowiem, że iOS ze swoimi aplikacjami zaczynał nagle przypominać dziecięcą zabawkę. Dość szybko okazało się jednak, że korzystanie z muzycznych aplikacji desktopowych na tabletach ma niewiele wspólnego z wygodą i komfortem pracy. Interfejsy użytkownika przystosowane do obsługi za pomocą myszki zupełnie nie sprawdzały się w połączeniu z ekranami dotykowymi. Poszczególne elementy były małe, nieczytelne i trudne do trafienia palcem, a brak możliwości korzystania ze skrótów klawiszowych w połączeniu z brakiem obsługi multi-touch czynił niektóre z pozoru banalnie proste czynności trudnymi wyzwaniami. Wszystko to sprawiło, że chociaż tablety z Windowsem oferowały w teorii znacznie większe możliwości niż produkty firmy Apple, to jednak w praktyce ich użyteczność była bardzo niska. Microsoft postanowił jednak nie dawać za wygraną i rozpoczął pracę nad tym, by uczynić swój system bardziej przyjaznym nie tylko dla muzyków, ale też dla deweloperów. Od początku wiadomo było, iż jego najmocniejszą stroną są programy typu DAW, dlatego też postanowiono skoncentrować się właśnie na nich. Pierwsze efekty tych działań mogliśmy zobaczyć w ubiegłym roku, tuż przed premierą tabletu Surface Pro 4. Na konferencji Microsoftu, która odbyła się podczas letnich targów NAMM, zaprezentowano plany dotyczące usprawnień systemu Windows pod kątem pracy z dźwiękiem oraz ogłoszono nawiązanie współpracy z kilkoma dużymi firmami zajmującymi się produkcją oprogramowania muzycznego. Po raz pierwszy pokazano też wówczas nową wersję programu Bitwig Studio, łączącą możliwości profesjonalnego programu typu DAW z przemyślanym interfejsem w pełni dostosowanym do ekranów dotykowych. Stopniowo coraz więcej producentów oprogramowania muzycznego zaczęło dostosowywać interfejsy swoich produktów do potrzeb użytkowników tabletów. W chwili obecnej, oprócz wspomnianego Bitwig Studio, możliwością wygodnej obsługi za pomocą dotyku mogą pochwalić się również między innymi FL Studio, Sonar i Studio One. W sprzedaży pojawiło się też wiele narzędzi ułatwiających wykorzystywanie dotykowych ekranów tabletów do obsługi programów zaprojektowanych z myślą o myszy i klawiaturze. Wszystko to nie wyeliminowało wprawdzie całkowicie problemu nieprzystosowania niektórych programów do tabletowych realiów, jednak zredukowało go na tyle, by można było znów zacząć poważnie myśleć o wykorzystaniu tabletów z Windowsem w studio bądź na scenie. Warto jednak zauważyć, że Microsoft nie był jedyną firmą, która w 2015 roku postanowiła wreszcie zakasać rękawy i zabrać się za usprawnianie muzycznej strony swojego mobilnego systemu. Podobne działania, również koncentrujące się na programach typu DAW, podjęła także firma Apple. Jeszcze przed pierwszą oficjalną zapowiedzią dziewiątej edycji systemu iOS po sieci zaczęły krążyć plotki o tym, że może ona przynieść ze sobą wsparcie dla wtyczek AU oraz tabletową wersję programu Logic Pro X, wykorzystującą w pełni moc dwunastocalowego iPada Pro. I rzeczywiście - „dziewiątka” udostępniła użytkownikom możliwość korzystania z wtyczek AU. Pomysł ten nie spotkał się jednak ze zbyt entuzjastycznym odzewem ze strony twórców wtyczek, którzy najwyraźniej nie byli wcale zainteresowani przenoszeniem swoich produktów na iOS. Nawet teraz, siedem miesięcy po premierze nowej wersji systemu iOS, w App Store można znaleźć zaledwie kilkanaście instrumentów i efektów tego typu oraz kilka aplikacji mogących pełnić rolę hosta (z których większość może obsługiwać tylko instrumenty lub tylko efekty). Jeśli zaś chodzi o tą drugą plotkę… Cóż, Apple rzeczywiście miało w zanadrzu nowy DAW przeznaczony na iUrządzenia. Nie była to jednak mobilna wersja Logica, lecz druga edycja Garageband, która, mimo iż całkiem przyjemna, nie dorastała do pięt temu co osiągnęli wspólnymi siłami Microsoft i Bitwig. Mówiąc krótko: jeśli chodzi o dostępne na danej platformie oprogramowanie typu DAW oraz wtyczki, Apple najzwyczajniej w świecie dało się wyprzedzić Microsoftowi. I to dość mocno. A to tylko jedna z dziedzin, w której rozkład sił przechylił się ostatnio na niekorzyść iOS.

Powiedzmy to sobie szczerze, tablety z systemem Windows niemal zawsze górują nad iUrządzeniami w sytuacjach, w których chcemy (bądź jesteśmy zmuszeni) wykorzystać je jako centralny element naszego stanowiska pracy - tak jak zazwyczaj wykorzystuje się laptop lub komputer stacjonarny. Obsługa aplikacji typu DAW to najbardziej oczywisty, ale nie jedyny przykład. Inną podobną dziedziną, w której tablety działające pod kontrolą systemu Windows wydają się mieć zauważalną przewagę nad iUrządzeniami, jest możliwość wykorzystania ich jako narzędzi DJ-skich. Większość dostępnych na iOS aplikacji służących do miksowania muzyki to dość proste narzędzia, z funkcjami okrojonymi do niezbędnego minimum, wieloma uproszczeniami wynikającymi z przystosowania do obsługi za pomocą ekranu dotykowego oraz „bajerami” skierowanymi głównie do nowicjuszy. Windows oferuje nam natomiast możliwość korzystania z kilku najpopularniejszych, profesjonalnych narzędzi DJ-skich, takich jak Traktor Pro 2, Serato DJ, Virtual DJ czy Rekordbox. Wprawdzie żadne z nich nie jest przystosowane do obsługi za pomocą ekranu dotykowego, jednak nie oszukujmy się - niemal każdy użytkownik myślący poważnie o miksowaniu muzyki za pomocą tabletu prędzej czy później sięgnie po jakiś zewnętrzny kontroler (bądź system DVS), a Windows daje nam znacznie większy wybór kompatybilnych akcesoriów tego typu, zarówno takich skierowanych do amatorów, jak i tych dla profesjonalistów. Innym świetnym przykładem jest możliwość wykorzystania urządzenia mobilnego jako modułu brzmieniowego sterowanego klawiaturą MIDI bądź dowolnym innym rodzajem kontrolera. iOS oferuje wprawdzie sporo naprawdę dobrych wirtualnych instrumentów, jednak nadal zbyt mało, by móc konkurować z bogatym wyborem wtyczek VST dostępnych dla użytkowników Windowsa. Mógłbym jeszcze długo wymieniać przykłady zadań, w których tablet z systemem Microsoftu sprawdzi się lepiej niż iUrządzenia, jednak wszystkie polegałyby po prostu na wykorzystaniu tabletu do robienia rzeczy, do których zwykle używa się „pełnowymiarowego” komputera. Sęk w tym, że na dzień dzisiejszy mało kto kupuje tablet po to, by całkowicie zastąpić nim swój laptop lub komputer stacjonarny, zwłaszcza jeśli mowa o urządzeniu służącym do pracy z dźwiękiem. Dla większości osób byłby to po prostu krok wstecz, zarówno pod względem wydajności, jak i komfortu użytkowania. Decyzja o zakupie tabletu dużo częściej dyktowana jest natomiast chęcią wzbogacenia swojego środowiska pracy o dodatkowe, wszechstronne narzędzie stanowiące uzupełnienie już posiadanego sprzętu… a w takiej roli iOS nadal sprawdza się lepiej od jakiegokolwiek konkurenta. Świetnym przykładem są tu wszelkiej maści aplikacje pozwalające wykorzystać iPada bądź iPhone'a w roli bezprzewodowego kontrolera, sterującego DAW-em bądź aplikacją DJ-ską odpaloną na komputerze. Większość najpopularniejszych programów muzycznych dawno już dorobiła się własnych aplikacji tego typu, często (choć nie zawsze) dostępnych wyłącznie dla iOS. Idealnym przykładem jest opisywana niedawno na łamach MyApple Magazynu aplikacja touchAble 3, zaprojektowana z myślą o obsłudze popularnego programu Ableton Live, dzięki której zyskujemy możliwość między innymi sterowania głośnością poszczególnych ścieżek, zmieniania parametrów instrumentów i efektów oraz odpalania klipów w trybie session view - wszystko to za pomocą ekranu naszego iPada. Oprócz aplikacji sterujących konkretnymi programami istnieją też narzędzia pozwalające nam samodzielnie zaprojektować na ekranie naszego iPada własny wirtualny kontroler, zbudowany z różnych wirtualnych przycisków, pokręteł i suwaków, a następnie zmapować go do współpracy z dowolnym wybranym przez nas programem obsługującym komunikaty MIDI bądź OSC (co w praktyce oznacza niemal każdy współczesny program do pracy z dźwiękiem). W przypadku Windowsa również można znaleźć kilka takich aplikacji, jednak znaczna większość z nich zaprojektowana została z myślą o sterowaniu programami odpalonymi na tym samym urządzeniu (co w założeniach miało ułatwić korzystanie z programów nieprzystosowanych do obsługi dotykiem), zaś pozostałe oferują jedynie najbardziej podstawową funkcjonalność, a ich jakość działania zwykle pozostawia wiele do życzenia.

Podsumowanie

Czasy, w których na pytanie „jaki jest najlepszy mobilny system dla muzyka?” można było odpowiedzieć bez chwili wahania, minęły już chyba bezpowrotnie. Na dzień dzisiejszy odpowiedź uzależniona jest od wielu czynników, z których najważniejszym jest sposób, w jaki zamierzamy wykorzystywać tablet lub smartfon podczas pracy z dźwiękiem. Dla znacznej większości osób urządzenia działające pod kontrolą systemu iOS nadal pozostaną najlepszym wyborem, gdyż są one rozwiązaniem najbardziej wszechstronnym. Produkty firmy Apple najlepiej sprawdzają się jako urządzenia dodatkowe, uzupełniające nasze istniejące już środowisko pracy, jednak w razie potrzeby mogą one z powodzeniem posłużyć także jako w pełni autonomiczne narzędzia - rejestratory audio, instrumenty lub efekty. Jeśli jednak zależy nam na całkowitej rezygnacji z laptopa bądź komputera stacjonarnego i zastąpieniu ich urządzeniem mobilnym, warto rozważyć zakup tabletu z systemem Windows, gdyż to właśnie one radzą sobie w takich zadaniach najlepiej. Jeśli zaś chodzi o urządzenia z systemem Android, to niestety, mimo iż w ciągu ostatnich lat poczyniły one ogromne postępy w zakresie pracy z dźwiękiem, to jednak nadal odstają one dość zauważalnie od tego, co oferuje pozostała dwójka konkurentów.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w MyApple Magazynie nr 5/2016

Pobierz MyApple Magazyn 5/2016

Magazyn MyApple w Issuu