Najbardziej podoba mi się ten fragment:
Może jestem dziwny, ale wierzę, że znacznie prościej i dużo rozsądniej jest używać takiego zestawu pojęć, które komunikację nam ułatwiają a nie utrudniają. Choćby nawet były gorsze, brzydsze lub wręcz koszmarnie nieudane. Bo przecież głównym zadaniem języka jest umożliwić nam porozumienie a nie tylko ?pięknie się rozwijać?.
I całkowicie się z nim zgadzam.
Tak, to rzeczywiście jeden z lepszych fragmentów. Jeżeli się w niego wczytać, mówi on wprost, że tłumaczenie ma być lepsze, nawet jeżeli jest gorsze. Czyli wyraźnie wskazuje na to, że ta "lepszość" bazuje jedynie na "bo ja tak mówię" i świętej wierze we własną nieomylność. Inaczej jasnym byłoby to, że jeżeli pojęcia są "gorsze, brzydsze lub wręcz koszmarnie nieudane", ułatwić mogą komunikację tylko komuś, kto mówi takim "gorszym, brzydszym lub koszmarnie nieudanym" językiem na co dzień.
Gwarantuję Ci, że autorzy oryginalnej lokalizacji Mac OS X też nie mieli nic wspólnego z profesjonalnymi tłumaczami.
A tu byś się zdziwił. I to bardzo.
wypowiedź eksperta zajmującego się tym tematem od dawna:
http://www.myapple.p...6637#post256637
No cóż, powyższa wypowiedź okazała się raczej wielkim rozczarowaniem. Bynajmniej, nie ze względu na stanowisko pana Marcina, lecz ze względu na przedziwny brak konsekwencji w jego wystąpieniu, a także pewne drobiazgi, które każą stawiać pod znakiem zapytania jego profesjonalizm.
Raz, że specjalista językowy nie powinien zastanawiać się, dlaczego została użyta forma "znaczek" zamiast "znak". Pan Marcin nazwał to "spieszczeniem", ale taka forma nazywana jest również "zdrobnieniem", a używana jest w celu podkreślenia małego rozmiaru. Takie wątpliwości mógłby mieć ktoś, kto wyrósł w kulturze języka angielskiego, w którym zdrobnienia są rzadko spotykane w stosunku do przedmiotów martwych, ale nie ktoś, kto pretenduje do miana eksperta w posługiwaniu się językiem polskim. Tu pełno jest "domków", "płotków", "drzewek", "ławeczek", etc.
Dwa, że konkluzja pana Marcina była, hm, delikatnie mówiąc dziwna. Doradził stosowanie słownictwa z Windows, ale za wyjątkiem zwrotów, które się jemu nie podobają. A skoro tak, to czemu nie zwroty, które nie podobają się innym osobom? Albo uzus i trzymanie się słownictwa z Windows od początku do końca, albo wprowadzanie wyjątków, czyli każdy robi po swojemu. Trzeciej drogi nie ma. Innymi słowy pan Marcin napisał, że postąpiłby tak, jak postąpili tłumacze Mac OS, ale pozamieniałby inne zwroty, a jednocześnie doradził trzymanie się słownictwa z Windows. Gdzie tu sens?
---- Dodano 03-08-2007 o godzinie 00:31 ----
Mam płakać nad rozlanym mlekiem? Tak się akurat składa, iż podoba mi się, że "się rozlało".
Mam na myśli to, że język ewoluuje i jest to nieuniknione. Halo? News dnia - mamy 2007 rok!
Nie widzę w XXI w. mówienia "waćpan", "ubolewawszy" i tym podobnych słów.
Za to słyszysz wszechobecny nowy znak interpunkcyjny "kurwa", choć bywa on również partykułą, wykrzyknikiem, zaimkiem lub rzeczownikem. I obawiam się, że powszechność jego stosowania przewyższa wszelkie "anuluj" i "poniechaj" razem wzięte. Dlaczego, mimo to, nie widzę go w Twoich wpisach, pomimo głoszenia uwielbienia dla językowej ewolucji? Może to jednak wewnętrzna świadomość, że nie wszystkie zmiany są dobre i nie wszystkie efekty ewolucji należy wspierać, nawet jeżeli się już rozpowszechniły?