[PAGE][/PAGE]
Obecnie panuje moda na zombie. Zauważyliście, ile niekoniecznie dobrych tytułów o tej tematyce w App Store znajduje się wysoko w rankingach? Wystarczy dopisać w nazwie aplikacji "zombie", na screenach zamieścić paru zgniłozielonych, wesoło rozkładających się facetów w (koniecznie!) brązowych marynarkach, aby fani umarlaków nabyli ją zupełnie odruchowo (bo inni kupują, no i jest o zombie). Twórcy gier podchodzą do tego tematu na różny sposób, jedni traktują go całkiem poważnie i akcję osadzają w ponurych piwnicach czy innych tego typu zakamarkach (tak było między innymi w świetnym Alive4Ever), inni nie biorą wszystkiego aż tak serio, dzięki czemu powstało choćby niesamowicie wciągające Plants vs Zombies (dotąd nie mogę wyjść z podziwu, jak jego twórcy wpadli na pomysł, by po drugiej stronie barykady zamiast ludzi postawić rośliny). Załóżmy jednak, że mamy ochotę poznać te niezwykle żywotne stwory od tej bardziej ponurej strony. W końcu nie można wiecznie śmiać się ze zwłok, które obrały sobie za cel spałaszowanie świeżego, przyrządzonego z najlepiej ludzkiego mięsa tatara i nie spoczną... właściwie nigdy. Powiedzmy, że zależy nam na tym, by zombie wywołały u nas gęsią skórkę, może nie przerażały, ale i nie były powodem do śmiechu. Chcemy bowiem poczuć się zagrożonymi na tyle, na ile pozwoli nam na to 3,5 calowy ekran iPhona. Co wtedy? Cóż, ja wybrałem Zombie Infection, całkiem nową grę Gameloftu.

Big d37f45c6 9b1e 41f5 99e2 2c9d9bc91106

Po obejrzeniu logo francuskiego wydawcy i ekranie ładowania trafiamy do menu. Nie obfituje ono w zbyt wiele opcji - możemy rozpocząć nową grę od początku lub wybrać uprzednio odblokowany poziom, spróbować trybu survival (dostępnego dopiero po pokonaniu trybu story), zmienić ustawienia takie jak trudność czy głośność muzyki i odgłosów otoczenia, połączyć się z Gameloft Live czy też uzyskać więcej informacji o grze. Krótko mówiąc - bardzo standardowo, aczkolwiek nie nudno. W tle przygrywa bardzo klimatyczna muzyka, a całość stanowi niejako wprowadzenie do tego, czego przyjdzie nam za chwilę doświadczyć. Menu jest nieco krwawe, w tle pulsuje animacja przypominająca bulgoczącą posokę. Autorom udało się od samego początku zrobić na mnie wrażenie i nastroić na eksterminację upierdliwie żywych kreatur. Bez dalszego czekania dotknąłem przycisku rozpoczynającego nową grę i już po chwili mogłem oglądać całkiem zgrabne intro. Jego formuła przypomina nieco "Zombieland", napisy są "poprzyklejane" do obiektów lub za nimi podążają. Robi to bardzo dobre wrażenie, jest nieco filmowo, ale tylko nieco, ani na chwilę nie zapomniałem, że to jednak gra. A szkoda, po dopracowanym menu liczyłem na nieco mocniejsze wejście. W Zombie Infection wcielamy się naprzemian w Damiena Sharpe'a oraz Alex Rayne (nawet nie wiecie, jak bardzo bym chciał, by to nazwisko, jak i cała postać, było zapowiedzią kolejnej konwersji Gameloftu), którzy zostali wysłani w głąb południowoamerykańskiej dżungli, by tam skontaktować się z informatorem. Z pozoru proste zadanie wnet przeistacza się jednak w niewielką rzeź, a wszystko za sprawą środków chemicznych, które dość mocno szkodzą ludziom. Muszę przyznać, że warstwa fabularna prezentuje się nad wyraz dobrze, dialogi są sensowne, a przedstawiona historia jest spójna i skutecznie napędza rozgrywkę.

Zombieland

Pierwszy poziom pozwala nam na zaznajomienie się ze wszystkimi aspektami gry, dlatego też nie jest przepełniony akcją, wszystko dzieje się w wyważonym tempie, a gracz nie jest narażony praktycznie na żadne niebezpieczeństwo. Widzieliście kiedyś nudniejsze zdanie? Niestety, opisuje ono dokładnie początek Zombie Infection. Po niezbyt miękkim lądowaniu Damien zmuszony jest rozejrzeć się po mieście, aby znaleźć zagubionego informatora. Od tego momentu możemy kierować poczynaniami bohatera. Tutaj spotkał mnie srogi zawód. O ile obracanie kamery, celowanie, zmiana broni czy przeglądanie ekwipunku nie sprawiają żadnego problemu i zostały wykonane wzorowo, to samo poruszanie się postacią pozostawia wiele do życzenia. Damien chodzi bowiem okropnie wolno. Rozumiem, że i nasi przeciwnicy w dużej mierze nie należą do nazbyt ruchliwych istot, ale nie oznacza to, że gracz powinien tracić przewagę wynikającą ze swojej wciąż ludzkiej natury. Na dodatek zdarzają się momenty, gdy możliwość przebiegnięcia choćby niewielkiego odcinka byłaby zbawienna - tyczy się to choćby walki z bossami, o których jeszcze wspomnę, czy epizodu, w którym uciekamy z walącej się kopalni (co prawda ten moment można również pokonać zatrzymując się raz po raz, jednak psuje to dynamikę sytuacji). Myślę, że sytuację rozwiązałoby dodanie możliwości choćby krótkiego sprintu.

A teraz, dla wszystkich graczy, trochę strachu i brutalności

Na szczęście trudno dopatrzeć się większej liczby niedoróbek. Szybko odkryłem pierwszego zombie, pałaszującego ze smakiem surowe, zawieszone na haku śniadanie. Mój kciuk powędrował więc na ikonę strzału, co sprawiło, że bohater podniósł broń, a czerwona kropka lasera mrugnęła wesoło na korpusie oponenta. Bez zastanowienia oddałem strzał, okazał się on na tyle skuteczny, że przyjemniaczek stracił parę ładnych kilo, ponieważ jego ręka pofrunęła w nieznane. Hm... to chyba niemożliwe. Przymierzyłem jeszcze raz i po pociągnięciu za spust miałem przed oczami kreaturę, która nie mogła się już raczej własnoręcznie podrapać po plecach. Zombie jednak, jak zresztą wszystkie mają w zwyczaju, parł na mnie dalej, więc szybko zakończyłem definitywnie jego i tak przydługi żywot strzałem, który dla odmiany urwał mu głowę. Brutalnie? I to jak! Rozochocony wyeliminowałem w podobny sposób pozostałych przeciwników i po zebraniu amunicji zadowolony ruszyłem dalej.

Walka sprawia wiele przyjemności, samo odstrzeliwywanie kończyn nie ma jedynie wymiaru estetycznego, jeśli przeciwnik dzierży w łapsku pałkę albo inną równie groźną broń, to najprostszym sposobem zmniejszenia zagrożenia z jego strony jest właśnie pozbawienie go tego i owego. Jeżeli kreatura zajdzie nas od tyłu, poprzez naciskanie odpowiedniego przycisku możemy wyswobodzić się z jej uścisku, a następnie dobić leżącego przeciwnika rozgnieceniem nogą jego niezbyt użytecznego czerepu. Zdarza się również, że nie zdążymy przeładować broni na czas (bohater musi zatrzymać się w miejscu, by to zrobić!), a zombie są tuż obok nas (czasem pojawiają się znikąd, co denerwuje). Wtedy jedynym rozwiązaniem jest walka wręcz. Sprowadza się ona jedynie do naciskania jednego przycisku, wachlarz ciosów jest jednak całkiem spory. W zależności od miejsca, w którym znajdujemy się w stosunku do przeciwnika, możemy uderzyć go na kilka sposobów pięścią, kopnąć lub też, gdy koniec naszej ofiary jest bliski, w spowolnionym tempie roztrzaskać mu czaszkę potężnym ciosem. Wygląda to całkiem efektownie, aczkolwiek poziom Skorpiona z Mortal Combat to nie jest. Ważną rolę odgrywają też bossowie. Spotykamy ich dość często, choć występowanie na końcu poziomu nie jest regułą. Nie wymagają oni zbyt wysublimowanych taktyk, zazwyczaj wystarczy władować w nich tyle amunicji, ile tylko przy sobie posiadamy. Mimo tego walki z nimi zapadają w pamięć, każdy większy przeciwnik charakteryzuje się bowiem odmienną taktyką, wynikającą głównie z jego fizycznych predyspozycji. Do dyspozycji oddano nam kilka rodzajów broni, między innymi strzelbę, pistolet czy karabin maszynowy. Czasami mamy też okazję postrzelać z CKM'u. Odgłosy strzałów mogą się podobać, modele broni również wykonano przyzwoicie. Gdy jesteśmy już przy uzbrojeniu, muszę wspomnieć o pewnej rzeczy - twórcy nie umożliwili nam strzelania z biodra. Jest to spore utrudnienie, zwłaszcza gdy przeciwnik pojawi się tuż za naszymi plecami, a nasza postać ma niewiele punktów zdrowia.

Did you saw his arm?

Grafika jest niesamowita. O ile na screenach prezentuje się dobrze, to już w praniu możemy dostrzec wszystkie jej zalety. Postacie są szczegółowo wykonane, poruszają się płynnie, animacje walki również nie pozostawiają nic do życzenia. Otoczenie prezentuje się równie miło dla oka. Tekstury są wyraźne, lokacje całkiem rozległe, a przy tym obfitują w szczegóły. Nie odczujemy tu monotonii - mapy są zróżnicowane, ani razu nie miałem wrażenia, że już wcześniej odwiedziłem którekolwiek z miejsc. Doki, laboratorium czy kopalnia - te miejsca naprawdę robią wrażenie, zresztą każdy z poziomów ma swój nieco makabryczny urok. Dość często spotykamy skrzynki, w których Święty Mikołaj poukrywał prezenty dla tych mniej grzecznych dzieci. Pojawiają się również obiekty, które możemy wysadzić, masakrując przy tym okolicznych przechodniów. Przeciwnicy także nie należą do nudziarzy. Zombie występują w kilku rodzajach, charakteryzujących się różną odpornością na nasze ataki, bardziej wyrośnięte pieszczochy wymagają dodatkowej porcji śrutu, by grzecznie położyć się do wiecznego snu. Zdarzają się również osobniki, które zachowały resztki mózgu i ochoczo prują do nas z karabinów. Infekcji nie oparły się również zwierzęta, jesteśmy zmuszeni pozbawiać życia lwy, psy, a nawet krokodyle (skóry na buty zabrać się jednak nie da).

Od strony oprawy dźwiękowej tytuł ten wyznacza w moim skromnym mniemaniu nowe standardy. W końcu melodia dopasowuje się do tempa akcji, każda lokacja doczekała się innej muzyki, wszystkie utwory pasują jednak idealnie do koncepcji gry. Powiem więcej - klimat tej pozycji nie istniałby bez niej w ogóle. Kolejną perełką są głosy postaci. Dawno już nie spotkałem się z tak profesjonalnie i przekonująco brzmiącymi wirtualnymi bohaterami. Z przyjemnością oglądałem kolejne cut-scenki oraz słuchałem wypowiedzi postaci. Szkoda tylko, że podczas walki bohaterowie nie udzielają własnych, krótkich komentarzy - zawsze to parę okazji do usłyszenia ich jeszcze raz.

Brains!

Do Zombie Infection podchodziłem ze sporym dystansem. Screeny z gry nie przekonywały mnie zbytnio, obawiałem się, że obietnice twórców co do tego tytułu są jedynie słowami rzucanymi na wiatr. Owszem, nie zaznamy może w tej grze wiele strachu, jednak nie czyni jej to w żadnym wypadku pozycją złą. Wręcz przeciwnie, Gameloft zrobił odważny krok, tworząc tak brutalną, a zarazem tak dopracowaną pod względem graficznym i fabularnym grę. W App Store mało jest pozycji, które pozwalają na pozbawienie przeciwnika nóg, roztrzaskiwanie głów czy też eksterminowanie wrogów w równie brutalny sposób, robiąc to w akompaniamencie rzężenia kolejnych zombie i krwi chlapiącej raźno na ekran. Brutalność zawarta w Zombie Infection nie razi jednak swoją bezmyślnością, twórcy podeszli do tematu na poważnie - stwory miały być odrażające, i dokładnie takimi je stworzyli. Gra nie jest co prawda pozbawiona wad, ale są one na tyle niewielkie, że po godzinie spędzonej na kierowaniu poczynaniami Damiena i Alex przestają być one zauważalne. Gameloft po raz kolejny pokazał klasę, mam nadzieję, że inni wydawcy nie pozostaną obojętni na postępy francuskiego dewelopera. Szczerze polecam.

Plusy:
- świetna fabuła
- dopracowana grafika i animacje
- oprawa dźwiękowa (w tym voice acting) na bardzo wysokim poziomie
- nie jest monotonna

Minusy:
- brak możliwości szybszego poruszania się postaci
- niemożność przeładowania broni w ruchu oraz strzelania z biodra
- jednak nie przeraża

Ocena: 8/10

Gra kosztuje 4,99$, możecie pobrać ją tutaj.