Skocz do zawartości

Witaj!

Zaloguj lub Zarejestruj się aby uzyskać pełny dostęp do forum.

Zdjęcie
- - - - -

KU PRZESTRODZE! - Nieuczicwy Serwis - Apple na Prazmowskiego 44 w Krakowie


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
45 odpowiedzi w tym temacie

#1 cypreess

cypreess
  • 90 postów

Napisano 05 czerwca 2007 - 12:11

Czesc. Piszę ten list TYLKO ku przestrodze wszystkich. Nie chciałbym żeby kogokolwiek spotkało to co mnie. Nie mam zamiaru także polemizować tutaj z jakimiś wywodami i komentarzami (bo znając flamerów zaraz się coż takiego pojawi). Daje wam ten opis, wyciągniecie z niego wnioski jakie chcecie. -- cut here -- Miałem do naprawy zalanego szklanką herbaty (a więc dość znacznie) Apple iBook G4. Ponieważ czytałem, że rozkręcanie iBooka nie należy do rzeczy łatwych i przyjemnych dla kogoś kto robi to pierwszy raz, postanowiłem oddać go do serwisu zajmującego się sprzętem Apple. Mój wybór padł na serwis Apple na ul. Prażmowskiego 44, który jest chyba jedynym oficjalnie przedstawiającym się serwisem Appla w Krakowie. Ponieważ iBook G4 to sprzęt już wiekowy (technologicznie i cenowo) nie zamierzałem podjąć naprawy serwisowej jeśli taka okazała by się po prostu za droga - nie opłacalna - normalna sprawa. Już przez telefon gdy wytłumaczyłem Panu z serwisu co jest zalane i prosiłem o wycene prac podstawowych (rozkręcenie, czyszczenie elementów z osadu po herbacie z cukrem) powiedział “dogadamy się”, co powinno mi dać do myślenia. Na miejscu, pokazałem iBooka, wyjaśniłem dokładnie czym był zalany, w jakiej ilości w których miejscach stwierdziłem przeciek, tak więc jego stan wymagający czyszczenia był jasny. Poprosiłem o wycene kosztów rozkręcenia i czyszczenia komponentów - usłyszałem, że zostanie to zrobione za 100zł, o ile nie było coś więcej uszkodzone tym zalaniem co wtedy zwiększy koszty naprawy, ale to mnie poinformuje popołudniu telefonicznie, czy decyduje się na większą naprawę. Gdy wieczorem Pan serwisant nie zadzwonił, sam zadzwoniłem do niego (dowiedziawszy się że udało się odpalić komputer, ale matryca jest zalana) i pojechałem go oglądnąć. Pan zaczął biadolić jak to strasznie trudne zajęcie być serwisantem i ile on to się musiał nie naczyścić (nawet porobił sobie pamiątkowe zdjęcia) że tyle on to nie czyścił - to juz był zły sygnał. Wymiane matrycy wycenił na 1000zł, potem w trakcie rozmowy, już zaczał mowić że matryca to tylko 800zł i tak dalej w kółko gubił się w zeznaniach. Oczywiście się nie zdecydowałem na koszt wymiany wartości samego laptopa i kazałem go poskładać abym mógł go odebrać jutro tylko przeczyszczonego z tym defektem matrycy. Gdy nastepnego dnia odbierałem iBooka okazało się, że Pan wycenił swoją pracę nie na 100zł jak było uprzednio ustalone, ale na 300zł !!!!!!!!!! Pytam go więc co było powodem że nagle dał 300% inną wycene! Pytam go jak to możliwe skoro miał dzwonić jeśli koszt naprawy będzie wyższy niż 100zł ! On wykpił się ze wszystkiego co powiedział, stwierdził że wcale nie mówił że zadzwoni, stwierdził że 100zł to podał cene samego rozpoznania usterki a nie naprawy, a rozpoznać nie mógł bo to trzeba odpalić komputer a bez wyczyszczenia się nie da….. a wyczyszczenie 200zł dodatkowe !!! Oczywiście, powiecie drodzy Państwo - po co się żołądkować - 200zł to nie majątek. Może i tak, ale chodzi o zasady, a ja mam dość być oszukiwany i robiony w bambus za każdym razem. Kłótnia trwała z Panem bardzo długo, który nie chciał dojrzeć nawet skrawka swojej winy w tym co zrobił i jeszcze kazał mi być wdzięczny za to, że w ogóle naprawił. W trakcie rozmowy-kłótni wyrwał mi laptopa z rąk i powiedział, że skoro nie odbiorę go za 300zł to on dziś “nie jest jeszcze naprawiony” (!) i mi go nie wyda, mam przyjść po niego jutro !! (ewidentnie chciał uszkodzić sprzęt żeby mi go jutro wydać za 100zł). To już zakrawa o kodeks karny. W końcu w tej patowej sytuacji, chcąc wogóle odzyskać sprzęt postanowiłem, że zapłacę tą cene z sufitu, a Pan się na koniec zmieszał i wziął “tylko” 250 zł. Rezultat? iBook działą, ale matryca jest nie do użycia. Ja straciłem 1/5 ceny laptopa (bez sensu - bo nie podjął bym się tej naprawy), a Pan serwisant z ul. Prażmowskiego próbował wyciągnąć ode mnie 200zł !!!!! Na marginesie dodam, że gdybym dowiedział się iż naprawa ma kosztować 300zł nigdy bym się jej nie podjął tylko próbował samemu rozebrać sprzęt nawet kosztem uszkodzenia, ponieważ nie uznałem iż jest sens tyle dodatkowo inwestować w potencjalnie spalony już sprzęt. Proszę wszystkich o przyjęcie tej przestrogi dla siebie. Zawsze bierzcie kwity serwisowe z wypisaną na nich ceną wstępna za usługę z adnotacją, że jeśli cena ta ma się zmienić serwisant poinforumje Was przed wykonaniem usługi, a nie po.
  • MacDada lubi to

#2 sweterek

sweterek
  • 2 postów

Napisano 05 czerwca 2007 - 12:38

Potwierdzam, tez mam nienajlepsze zdanie nt. tego sklepu i serwisu :sad:

#3 razorek84

razorek84
  • 578 postów
  • Skąd100lica

Napisano 05 czerwca 2007 - 12:44

wspolczucie.

#4 Ruczaj

Ruczaj
  • 3 528 postów
  • SkądPoznan

Napisano 05 czerwca 2007 - 13:21

Beznadziejny buc z tego serwisanta....
Na podstawie wlasnej praktyki zyciowej - juz dawno przestalem chodzic do majstrow/serwisantow/budowlancow (niepotrzebne skreslic) ktorzy nie maja ustalonego cennika ale wala cene na oko, np na podstawie czym klient przyjechal.

Mam takiego "pecha" ze mam szwajcarski zegarek, stary ale jary. No i jak poszlo pokretlo, dalem do naprawy u takiego papudraka w Poznaniu (na Glogowskiej). Za sama wymiane sprezyny zazadal 50 zl, i co smieszne nie tlumaczyl sie kosztem tej sprezyny, tylko tym, ze to "panie Doxa, to musi kosztowac". Potem sie poplatal i wzial 40 zl, bo zapomnial o tych wczesniejszych 50 :)
Potem jeszcze wracalem do poprawki z tym zegarkiem.
Oby takie majstry-popierdolki wyginely.

Wielkie faki pod adresem kolesia z Krakowa z ul. Prazmowskiego.

Tradycyjnie: obrazek-dedykacja
http://panda.bg.univ...waryl/mutyl.jpg

#5 wirus

wirus
  • 398 postów
  • SkądGrudziądz

Napisano 05 czerwca 2007 - 13:22

Po pierwsze w momencie kiedy ktoś przynosi do naprawy do serwisu u mnie telefon np dostaje druczek ze przyjąłem taki i taki sprzęt o takiej i takiej wartości (w przypadku zaginięcia) cena jaką ustaliłem z właścicielem naprawy do ilu naprawiać dany sprzęt też jest na tym świstku jest to podstawa i taki druk dostaję każdy w szanującym się serwisie,w twoim przypadku poprosił bym o wycenę tej naprawy na piśmie i wybrał się do federacji konsumentów bo w moim przekonaniu sprzęt nie został naprawiony a to że załącza się to nie znaczy że naprawiony to tak jak ja miał bym naprawić telefon lub telewizor płyta główna odpaliła by a kineskop lub matryca nie i żądał bym za to pieniędzy czyli za nie wykonaną usługę.

#6 misioslaw

misioslaw
  • 1 595 postów
  • SkądTychy

Napisano 05 czerwca 2007 - 19:46

Za 100 ja też bym nikomu nie czyścił lapka, nawet z kurzu :)

#7 syrakuz

syrakuz
  • 1 073 postów
  • SkądWarszawa, PL

Napisano 05 czerwca 2007 - 20:11

1. Wycenę powinieneś dostac na piśmie - tak działają profesjonalne serwisy. 2. Wycena jest zobowiązująca dla serwisanta, jesli cos nie tak to powinien sie z toba skontaktować i zaproponowac nowa wycene 3. Jesli masz dowody w postaci dokumentow moze sprae zglosic do uokik. Mnie tez kiedyś pan w serwisie zrobił na matryce w lapotpie ale naszczescie tylko 50 zl ponad cene umówioną... napewno tam nie wróce.

#8 cypreess

cypreess
  • 90 postów

Napisano 05 czerwca 2007 - 21:48

Nie mam zadnego kwitka :( To raz - sam sobie jestem winny swojej glupocie. 150zl ktore stracilem jest dla mnie "niską szkodliwościa spoleczna" i dam sobie spokoj w dalsze dochodzenie racji - szkoda nerwów, czasu, itp. Zadowole się świadomością, że ani ja ani nikt z moich znajomych i ich znajomych nie odwiedzi już tego Pana, więc będzie miał ograniczone pole do nabijania ludzi w butelkę dlatego bo przyszli w ładnych butach/zagerkiem/przyjechali ładnym autem. BTW. spotkaliście się z przekonaniem, że jak ktoś ma appla to znaczy że go stać na więcej niż innych i należy go na każdym kroku ściągnąć z kasy? Ja się czesto z czymś takim spotkałem. A prawda jest taka ze 4500zl za G4 które dałem w sklepie, za laptopa wielkości 12" i masą okolo 2kg to byla super niska cena w porownaniu do konkurencyjnego ibm thinkpada 12" za 8000zl wtedy... Wiec o czym tu jest mowa!?

#9 Filip454

Filip454
  • 169 postów

Napisano 05 czerwca 2007 - 22:06

Ale naprawde jakiś nieuczciwy sprzedawca z niego. Ekhm, przepraszam "serwisant" :P

#10 syrakuz

syrakuz
  • 1 073 postów
  • SkądWarszawa, PL

Napisano 05 czerwca 2007 - 23:31

BTW. spotkaliście się z przekonaniem, że jak ktoś ma appla to znaczy że go stać na więcej niż innych i należy go na każdym kroku ściągnąć z kasy? Ja się czesto z czymś takim spotkałem. A prawda jest taka ze 4500zl za G4 które dałem w sklepie, za laptopa wielkości 12" i masą okolo 2kg to byla super niska cena w porownaniu do konkurencyjnego ibm thinkpada 12" za 8000zl wtedy... Wiec o czym tu jest mowa!?


W Polsce nniestety już tak jest że każdy by chciał zarabiać na innych, ale w efekcjie traci sie klienta... co za upośledzony naród!

#11 Heidi

Heidi
  • 830 postów
  • SkądWarszawa

Napisano 05 czerwca 2007 - 23:42

W Polsce nniestety już tak jest że każdy by chciał zarabiać na innych, ale w efekcjie traci sie klienta... co za upośledzony naród!


Niech zgadnę: nie byłeś jeszcze nigdy zagranicą?

#12 syrakuz

syrakuz
  • 1 073 postów
  • SkądWarszawa, PL

Napisano 05 czerwca 2007 - 23:49

Niech zgadnę: nie byłeś jeszcze nigdy zagranicą


a ja pisze że gdzie indziej jest inaczej? Napewno w Polsce jescze sie nie nauczyli ze czasem warto uczciwie podchodzić do klienta. W niemczech czy w Austrii jak powiedzą 100 ojro to będzie 100 ojro...

Co innego Włochy :)

#13 Heidi

Heidi
  • 830 postów
  • SkądWarszawa

Napisano 06 czerwca 2007 - 00:23

a ja pisze że gdzie indziej jest inaczej?


No niestety, teksty o upośledzonym narodzie tak właśnie brzmią.

#14 cypreess

cypreess
  • 90 postów

Napisano 06 czerwca 2007 - 07:05

Niech zgadnę: nie byłeś jeszcze nigdy zagranicą?


A sugerujesz moze ze za granica jest tak samo buracko jak w Polsce? Bo z moich doświadczeń (Niemcy, Austria i Francja) wynika ze NIE jest. I jest kompletnie inne podejście do klienta.

#15 lutecki

lutecki
  • 3 315 postów
  • Płeć:
  • SkądWarszawa

Napisano 06 czerwca 2007 - 07:09

A sugerujesz moze ze za granica jest tak samo buracko jak w Polsce?

Zwiedziłem wieeeele krajów. W każdym jest podobnie buracko jeśli chodzi o relacje klient <-> sprzedawca ;)

#16 menelek

menelek
  • 1 210 postów
  • Skądolsztyn

Napisano 06 czerwca 2007 - 07:14

nie siejcie nienawiści do pana zenka na forum, bo zgłoszę naruszenie regulaminu

#17 George Stark

George Stark
  • 242 postów

Napisano 06 czerwca 2007 - 08:54

Bo w naszym kraju w wielu miejscach niestety nadal panuje przekonanie jak za komuny, że SPRZEDAWCA jest najważniejszy a klient musi sie dostosować. Potrzeba jeszcze kilku pokoleń żeby cokolwiek się u nas zmieniło. SAD zaczął działalność zaraz po komunie i był (do dziś jest) jedynym oficjalnym dostawcą Apple do Polski. Chcesz komputer to jesteś zmuszony brać u nich, jeśli nie, to albo sprowadzasz z zagranicy albo nie masz maka. Mam nadzieję, że to się wreszcie zmieni!

#18 Ruczaj

Ruczaj
  • 3 528 postów
  • SkądPoznan

Napisano 06 czerwca 2007 - 11:11

Zwiedziłem wieeeele krajów. W każdym jest podobnie buracko jeśli chodzi o relacje klient <-> sprzedawca ;)


Niech zgadne: Bialorus, Ukraina, Federacja Rosyjska, Azerbejdzan etc..... :) O takie kraje chodzi?

Ja kupuje duzo rzeczy w Niemczech i z buractwem sprzedawcy jeszcze sie nie spotkalem, a wrecz przeciwnie. Zawsze mail z odpowiedzia chwila po mailu zapytaniem, prawie zawsze dziala sprawdzenie stanu magazynowego przez net (u nas rzadko- np polskie sklepy muzyczne czy np Komputronik maja na stronach stan magazynowy, ale czesto nie aktualny), itd itd.
Z takim buractwem jakie praktykuje SAD w relacji klient-sprzedawca to juz napewno sie nie spotkalem (chyba ze w NeuKoelln w Berlinie, ale tam nawet nie zatrzymuje samochodu :) zainteresowani wiedza o jaka dzielnice chodzi).

#19 syrakuz

syrakuz
  • 1 073 postów
  • SkądWarszawa, PL

Napisano 06 czerwca 2007 - 12:49

Niech zgadne: Bialorus, Ukraina, Federacja Rosyjska, Azerbejdzan etc..... :) O takie kraje chodzi?

Ja kupuje duzo rzeczy w Niemczech i z buractwem sprzedawcy jeszcze sie nie spotkalem, a wrecz przeciwnie. Zawsze mail z odpowiedzia chwila po mailu zapytaniem, prawie zawsze dziala sprawdzenie stanu magazynowego przez net (u nas rzadko- np polskie sklepy muzyczne czy np Komputronik maja na stronach stan magazynowy, ale czesto nie aktualny), itd itd.
Z takim buractwem jakie praktykuje SAD w relacji klient-sprzedawca to juz napewno sie nie spotkalem (chyba ze w NeuKoelln w Berlinie, ale tam nawet nie zatrzymuje samochodu :) zainteresowani wiedza o jaka dzielnice chodzi).



Przykładem jest MediaMarkt, w Austrii zawsze mogłem spytać sprzedawce o sprzęt i wykazał sie pełnym profesjonalizmem, po za tym zawsze było ich wystarczajaco, bo u nas trzeba sprzedawce w MM najpierw znaleść a potem może będzie miał czas i uda mu się odpowiedzieć.

Na zachodzie pierdoły robią od ręki i potrafią zrobić prosty serwis za darmo, u nas za byle g... krzyczą min 50 zl, na zachodzie serwis ma klase, czy samochodowy czy komputerowy.

No niestety, teksty o upośledzonym narodzie tak właśnie brzmią.


bo to prawda, w Polsce sprzedacy muszą się wiele nauczyć, nawet młode osoby są momentami przesiąknięte poprzednim ustrojem, by wydrzeć od klienta jak najwięcej, za minimum roboty. co mija sie z jakoscią! Jesteśmy upośledzeni bo gospodarka rynkow jestg u nas od kilku lat i mu się jej uczymy jak i podejścia do klienta.

#20 cypreess

cypreess
  • 90 postów

Napisano 06 czerwca 2007 - 15:29

Jesli sprzedawca/serwisant nie będzie dbać o swojego klienta, to kto o niego ma dbać !!!??? Kodeks karny? Biuro ochrony konsumentów? Dodatkowe przepisy UE nakazajace kare smierci dla nieuczciwych sprzedawcow? Chyba nie jest to wszystko potrzebne. Wazne tylko by byl wolny rynek i wolny przeplyw informacji miedzy ludzmi. Oni sami zdecyduja o kogo chcą a u kogo NIE chcą kupować/serwisować. I po to między innymi założyłem ten temat.

#21 Ruczaj

Ruczaj
  • 3 528 postów
  • SkądPoznan

Napisano 06 czerwca 2007 - 19:22

Przykładem jest MediaMarkt, w Austrii zawsze mogłem spytać sprzedawce o sprzęt i wykazał sie pełnym profesjonalizmem, po za tym zawsze było ich wystarczajaco, bo u nas trzeba sprzedawce w MM najpierw znaleść a potem może będzie miał czas i uda mu się odpowiedzieć.
Na zachodzie pierdoły robią od ręki i potrafią zrobić prosty serwis za darmo, u nas za byle g... krzyczą min 50 zl, na zachodzie serwis ma klase, czy samochodowy czy komputerowy.
bo to prawda, w Polsce sprzedacy muszą się wiele nauczyć, nawet młode osoby są momentami przesiąknięte poprzednim ustrojem, by wydrzeć od klienta jak najwięcej, za minimum roboty. co mija sie z jakoscią! Jesteśmy upośledzeni bo gospodarka rynkow jestg u nas od kilku lat i mu się jej uczymy jak i podejścia do klienta.


O to mi chodzi. Prosty przyklad: zamowilem soebie stacje robocza Korga w jednym z polskich sklepow muzycznych (sadzac po ich portalu, potega na skale polska :) ). Status: sprzet dostepny w ciagu 24 h. Koles w sklepie (jest sroda), mowi mi, ze jak wplace zaliczke, to w piatek przywioza mi sprzet. Super, kupilem kable, zrobilem miejsce na biurku i czekam. Odwlekanie, czekanie, w koncu wyszlo 15 dni czekania na sprzet. Za to zachowali sie w koncu fair, bo dali mi za to czekanie rabat :)
W Komputroniku stan zapasow podawany na stronie nijak ma sie do rzeczywistego stanu rzeczy, czego zreszta nie kryja sami sprzedawcy, kiedy sie powolywalem na ich strone.

Druga strona: niemiecka siec muzyczna JustMusic (tez sprzedaja Maki i soft muzyczny na Maka). Na stronie przy towarze adnotacja "sofort lieferbar" (dostepny od reki). Polskim zwyczajem nie dowierzam, pisze maila. Za 1-2 godziny odpowiedz, tak, towar jest, facet policzyl na skladzie i podal mi, ze maja jeszcze 5 syntezatorow, jakie potrzebuje. Zaprasza do sklepu.
Na miejscu przy kasie koles pyta sie jakiego kompa uzywam-ja ze Maka. On podaje mi adres strony, z ktorej moge sobie sciagnac za darmoche na Maka soft do edycji brzmien.
Jeden bank brzmien jest normalnie platny, ale dla klientow z Niemiec byl bezplatny, taki gest ze strony Korg Deutschland. Itd itd.

Wnioski: polskie sklepy zazwyczaj sa tylko posrednikami, aby jak najmniej umoczyc, sprzet sciagaja dopiero kiedy maja klienta pewniaka. W Niemczech sklep ma swoj magazyn i duzo rzeczy po prostu jest od reki. Nigdy w Rajchu nie spotkalem sie z zadaniem zaliczki.
Polska obsluga, nawet mlodzi ludzie, sa czesto zywcem rodem z komuny (vide Komputronik).

Jeszcze jedno mi sie przypomnialo. Tydzien temu bylem u znajomego malzenstwa, maja wlasne wydawnictwo. Wszystko drukuja w Czechach. Dlaczego? Bo Czesi sa solidni i duzo tansi. Mieli zle doswiadczenia z Mietkami i Jozkami z polskich drukarni. W Czechach wszystko chodzi jak w zegarku, gotowe ksiazki sa pakowane w paczki wg ich zyczenia, dowoz do Polski w cenie itd. W samym miasteczku Nachod jest 12 drukarni pracujacych dzien i noc na zlecenia z calej Polski.

#22 Heidi

Heidi
  • 830 postów
  • SkądWarszawa

Napisano 07 czerwca 2007 - 01:51

A ja znam kilkanaście firm z całej Europy (Zachodniej Europy, żeby nie było wątpliwości), które drukują w Polsce, bo tu mają najlepszą obsługę, ceny, etc. Jak się drukuje u "Mietków i Józków" to pretensje należy mieć wyłącznie do siebie. Ale tak czytam te Wasze narzekania, jak tu jest źle, jakie buractwo i tak się zastanawiam, jak się mają te opowieści dziwnej treści do wyników ankiet, oceniających jakość obsługi w punktach sprzedaży Apple (w skali 1-10). Ot, takie iSpoty (jako mateczniki buractwa, bo to przecież SAD): - Wrocław: 82,92% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10) - Kraków: 82,62% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10) - Poznań: 90% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10) - Warszawa BC: 80% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10) - Warszawa GM: 57,13% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10) Albo to jakaś manipulacja, albo gadacie takie głupoty, że wątek trzeba będzie przenieść do działu Think Different.

#23 syrakuz

syrakuz
  • 1 073 postów
  • SkądWarszawa, PL

Napisano 07 czerwca 2007 - 08:36

Statystykami moża udowodnić wszystko, nie przesadzajmy że tu jest tak żle, rzecz w tym że Polski sprzedawca musi się dużo jescze nauczyć, jak przecętny Polak, nie każdy ale większość :)... BTW: Większość nie zawsze ma rację ;)

#24 Ruczaj

Ruczaj
  • 3 528 postów
  • SkądPoznan

Napisano 07 czerwca 2007 - 08:58

A ja znam kilkanaście firm z całej Europy (Zachodniej Europy, żeby nie było wątpliwości), które drukują w Polsce, bo tu mają najlepszą obsługę, ceny, etc. Jak się drukuje u "Mietków i Józków" to pretensje należy mieć wyłącznie do siebie.

Ale tak czytam te Wasze narzekania, jak tu jest źle, jakie buractwo i tak się zastanawiam, jak się mają te opowieści dziwnej treści do wyników ankiet, oceniających jakość obsługi w punktach sprzedaży Apple (w skali 1-10).

Ot, takie iSpoty (jako mateczniki buractwa, bo to przecież SAD):
- Wrocław: 82,92% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10)
- Kraków: 82,62% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10)
- Poznań: 90% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10)
- Warszawa BC: 80% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10)
- Warszawa GM: 57,13% ocen bardzo dobrych (od 7 do 10)

Albo to jakaś manipulacja, albo gadacie takie głupoty, że wątek trzeba będzie przenieść do działu Think Different.


Juz przestan z ta Twoja niby ironia, zalosnie, nie wiem z jakiej paki, alergicznie reagujesz na pisanie o SADzie.
Oczywiscie ze klient z zachodu bedzie u nas inaczej traktowany, bo polaczki mu w dpe wejda bez masla a swojego wola udupic (chyba ze to bedzie ksiadz :) ) .
Mam to przetestowane na ekipie, ktora robila dach na moim domu.
Pomieszkuje przy granicy z Niemcami i widze to na przykladzie salonu samochodowego: Niemcy serwisujacy w Polsce auta maja zdecydowanie lepsza obsluge niz Polacy, poruszala ten temat lokalna gazeta. Wszedzie na pograniczu Niemcy sa witani uklonami w pas.
Tak dla rozluznienia napisze, jak pare lat temu ze znajomymi na wycieczce w czeskich Teplicach widzielismy, jak kelner burak obslugiwal chamsko polska wycieczke. Dla jaj my zaczelismy ze soba przy stoliku rozmawiac po niemiecku. I zdarzyl sie cud, kelner zmienl sie nie do poznania!

Ankiety to wiesz, gdzie mozesz sobie wsadzic.... Nie takie widzialem wyniki. Co mi po ankietach, jak na tym forum sa dziesiatki przykladow postepowania przeczacego tym "ankietom"?

Zeby bylo jasne: ja wiem, ze dla sprzedawcy w Niemczech jestem polaczkiem, burakiem, polskim "zlodziejem pijakiem katolikiem itd", kiedy jakims cudem wykryje ze jestem Polakiem. Ale w obsludze tego nie czuc i nie widac, w tym momencie jestem dla niego chodzacym portfelem o ktory trzeba zadbac zeby zostawil szmal. Nie musze sie kumplowac ze sprzedawca czy serwisantem. Wystaczy mi kulturalna i fachowa obsluga.
Mysle, ze problem SADu wynika z ich monopolitycznej przeszlosci; per analogiam, kiedy kumplowi kupowalismy iBooka w Cortlandzie facet zniecierpliwiony naszymi dopytywaniami o ceny, raty itd odpowiedzial ,ze on sprzedaje klientom indywidualnym tylko dlatego, ze to wynika z jakiegos zobowiazania Apple czy cos. Oni i tak zyja z drukarni i to sa dla nich podstawowi klienci. Mysle, ze to moze tez byc tak z SADem.

Aha, zawsze mnie ciekawila jedna rzecz: dlaczego w Polsce wchodzac do sklepu to klient musi mowic "dziendobry/czesc", a w Niemczech jest odwrotnie: po wejsciu to sprzedawca/-wcy witaja klienta. Taka pierdola, ale rzuca sie w oczy.

#25 Falcon

Falcon
  • 639 postów
  • SkądKraków

Napisano 07 czerwca 2007 - 09:30

Czekajcie. Tutaj jasno widac, ze iSpoty pozytywnie wybijaja sie na tle SADu jako takiego z Mangalia 4. I dobrze, bo to wlasnie te punkty zajmuja sie obsluga klienta detalicznego.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych