Ecovacs Winbot Mini 2 - test robota do mycia okien
Umyj okna dla... wiadomo kogo. Takie, dla niektórych nieco bluźniercze powiedzenie, krąży zwykle przed świętami, zarówno Bożym Narodzeniem, jak i Wielkanocą. Nie wdając się w szczegóły, kogo to powiedzenie obraża, a kogo nie, fakty są takie, że w naszym kraju okna zwykle myjemy dwa razy w roku. Przynajmniej w tych rejonach, gdzie powietrze nie jest zanieczyszczone, bo są przecież miejsca w naszym kraju (a przynajmniej były jeszcze kilka dekad temu), gdzie okna trzeba było myć raz na tydzień albo raz na miesiąc. Mycie okien dwa razy, a czasem raz do roku, przed jednymi lub drugimi świętami, wynika z tego, że czynność ta nie jest ani łatwa, ani przyjemna, ale efekty już tak. Teraz w tej prozaicznej czynności, tak jak przy odkurzaniu, może zastąpić nas robot. Takiego właśnie robota – Ecovacs Winbot Mini 2 – miałem okazję testować i przyznaję, teraz myję okna (oczywiście nie sam) zdecydowanie częściej niż dwa razy do roku.
Ecovacs Winbot Mini 2 należy do urządzeń, których sens najlepiej oceniać przez pryzmat codziennych obowiązków. Mycie okien wymaga przecież nie tylko czasu, ale również cierpliwości, sięgania do wysoko położonych fragmentów szyby i wielokrotnego poprawiania tych samych miejsc. Automatyzacja tej czynności brzmi zachęcająco, choć rodzi też spore oczekiwania. Dlatego najważniejsze pytanie dotyczy tego, ile pracy rzeczywiście można przekazać maszynie i czy pozostała obsługa nie odbiera całemu rozwiązaniu praktycznego sensu. Przyjrzałem się więc zarówno jakości czyszczenia, jak i organizacji całego procesu, od przygotowania sprzętu do odłożenia go po skończonym sprzątaniu.
Pierwszą zaletą Winbota są niewielkie gabaryty. Obudowa mierzy około 21 × 21 × 5,5 cm, a masa wynosi około 1,3 kg. Ze względu na jego gabaryty nie mam problemów z jego przenoszeniem, a przechowuję go w kartonowym fabrycznym pudełku na półce w pomieszczeniu gospodarczym. Przygotowanie obejmuje podłączenie zasilania, wlanie płynu (w komplecie dostajemy butelkę płynu do okien, który w moim przypadku wystarczył na czterokrotne umycie okiem w moim domu), zwilżenie ściereczki i zamocowanie jej pod spodem.

Po przyłożeniu do szyby robot utrzymuje się dzięki podciśnieniu, a jego obsługa nie jest skomplikowana. Ze względu na jego niewielkie rozmiary robot świetnie radzi sobie z różnymi rozmiarami okien, ale wiele zależy od konstrukcji samego okna i tego co na nim jest. W moim przypadku na niektórych oknach (duże tarasowe drzwi w salonie) robot nie dotarł do wszystkich powierzchni ze względu na umieszczone na stałe żaluzje wewnętrzne. Powierzchnie pod nimi musiałem umyć ręcznie. Wyzwaniem są też okna dachowe. Mamy bardzo wysoki i skośny sufit w jadalni, do okna mam tam dostęp jedynie po drabinie. Korzystanie z robota na takiej powierzchni może być ryzykowane. Na szczęście w komplecie jest specjalny sznurek asekuracyjny, na którym robot zawiśnie, jeśli przypadkowo odpadłby od mytego okna. Nie miałem z nim jednak takich problemów, ale przy myciu tradycyjnych okien ten sznurek niestety strasznie mnie irytował, ale rozumiem, że musi być. Wspomnę jeszcze, że kabel zasilający ma długość nieco ponad 4,5 metra, co w większości przypadków powinno wystarczyć.
Za planowanie przejazdów odpowiada system WIN-SLAM 4.0. Do wyboru są programy szybki, gruntowny, głęboki, punktowy i krawędziowy, a aplikacja Ecovacs Home umożliwia sterowanie przez Bluetooth. Ultradźwiękowy natrysk rozprowadza ciecz w postaci drobnej mgiełki. Udoskonalone szczotki narożne mają natomiast pomagać w docieraniu w pobliże ramy; producent deklaruje czyszczenie do jednego milimetra od jej krawędzi. Zabezpieczenia poza wspomnianą linką ochronną obejmują także wykrywanie brzegów i kontrolę ciśnienia. Deklarowane maksymalne podciśnienie wynosi 8000 Pa, a podtrzymanie po utracie zasilania ma przekraczać 30 minut. Podczas dwumiesięcznych testów nie miałem żadnych problemów z działaniem robota i jak wspomniałem nigdy nie zdarzyło się, by odpadł od szyby.
W praktyce najkorzystniej wypada mycie szyb pokrytych zwykłym kurzem. Robot potrafi pozostawić je przejrzyste i bez wyraźnych smug, docierając blisko obramowania. W samych narożnikach mogą jednak pozostać drobne fragmenty wymagające poprawienia. Znacznie trudniejsze są zaschnięte zacieki i inne stare zabrudzenia, które dotąd ręcznie z uporem czyściłem raz do roku. W niektórych przypadkach mycie tak zabrudzonego okna musiałem powtarzać nawet cztery razy, za każdym razem płucząc też dołączoną szmatkę. Później przy regularnym myciu szyb wystarczał już pojedynczy przejazd robota po każdej stronie szyb danego okna.
Pewnym ograniczeniem jest fakt, że cykl mycia pojedynczej szyby jest dość krótki. Nie można więc zostawić robota samemu sobie, jak robotyczny odkurzacz. Trzeba go odczepiać, przenosić na kolejną szybę albo na drugą stronę okna, płukać szmatkę czyszczącą, dolewać płynu. To wszystko jest mocno absorbujące, mycie okien dalej wymaga naszej uwagi i obecności, tyle że sam fizyczny proces mycia wykonuje za nas robot. Cały proces jest więc mniej męczący fizycznie i jest wyraźnie szybszy, dzięki czemu można to robić częściej.
Ecovacs Winbot Mini 2 nie zastępuje więc nas do końca, ale wykonuje za nas najcięższą i najbardziej przykrą część całego procesu mycia okien, zdecydowanie skracając jego czas. Dzięki temu możemy to robić nie tylko na święta – dla rodziny, ale częściej – dla własnego komfortu i przyjemności, zwłaszcza jeśli mamy ładne widoki za oknem.
W polskim sklepie Ecovacs cena w chwili sprawdzania wynosiła 1299 zł.
Artykuł ukazał się w MyApple Magazynie nr 5/2026
![]() | ![]() |


