Meze Audio Astru - test słuchawek
Meze Audio Astru pokazują, że ambitne słuchawki dokanałowe mogą opierać się na jednym przetworniku i bardzo starannie przemyślanej konstrukcji. Tytanowe obudowy, nietypowa membrana oraz rozbudowane wyposażenie wskazują na produkt przygotowany z myślą o wymagającym słuchaczu. Rumuński producent obiecuje dźwięk pełny, angażujący i szczegółowy, zachowujący naturalne ciepło kojarzone z przetwornikami dynamicznymi.
To, co na zewnątrz
Meze Audio Astru robią wrażenie już po wyjęciu z pudełka, a to za sprawą korpusów frezowanych z pojedynczych bloków tytanu i wykańczanych galwanicznie do uzyskania satynowej powierzchni. Meze podaje, że przygotowanie dopasowanej pary obudów może zajmować nawet siedem dni. Forma jest obła, pozbawiona wizualnej agresji, a jej znaczenie wykracza poza estetykę. W słuchawkach dokanałowych każdy fragment stykający się z małżowiną może po pewnym czasie stać się źródłem dyskomfortu. Dlatego deklarowane dopracowanie geometrii należy traktować jako ważną część projektu, bo w tej kategorii komfort współdecyduje o wartości sprzętu. Faktycznie, słuchawki pasują świetnie i pozwalają nawet na bardzo długie i komfortowe sesje odsłuchowe.

Wyposażenie daje spore możliwości dopasowania zestawu do codziennych potrzeb. W pudełku znajduje się pięć rozmiarów silikonowych końcówek, od XS do XL, a także sztywne etui i mniejsza osłona ze skóry poliuretanowej.

Odłączany przewód ma długość 1,2 m, wykorzystuje posrebrzane przewodniki z miedzi LC-OFC i jest zakończony wtykiem 4,4 mm. Dołączony adapter pozwala skorzystać również z wyjścia 3,5 mm, co ułatwia współpracę z różnymi urządzeniami. Wymienny kabel jest zaletą użytkową: jego uszkodzenie nie musi oznaczać wymiany całych słuchawek. Złącze symetryczne będzie przydatne właścicielom odpowiednio wyposażonych odtwarzaczy i przetworników przenośnych. Ważniejsza pozostaje jakość konkretnego urządzenia i jego współpraca ze słuchawkami. Astru wymagają też świadomego podejścia do mobilności. To przewodowy zestaw do słuchania muzyki, więc korzystanie z telefonu bez gniazda analogowego wymaga dodatkowego przetwornika. Warto uwzględnić go zarówno w budżecie, jak i planowaniu codziennego użytkowania.

To, co w środku
Punktem wyjścia dla Astru jest pomysł czytelny i technicznie interesujący: całe pasmo obsługuje pojedynczy przetwornik dynamiczny o średnicy 10 mm. Takie rozwiązanie pozwala zrezygnować z podziału sygnału pomiędzy kilka różnych jednostek, choć samo w sobie nie gwarantuje lepszego dźwięku. O rezultacie decydują również strojenie, akustyka obudowy oraz współpraca słuchawki z uchem. Wybór Meze ma natomiast pewną elegancję: zamiast rozbudowywać układ, konstruktorzy skupili uwagę na możliwościach jednego elementu.
Kompozytowa budowa membrany łączy polimer PEEK, tytan i 80 ultracienkich warstw złota nanoszonych w procesie trwającym 48 godzin. Według producenta taka struktura ma pomóc pogodzić sztywność, kontrolę pracy membrany i pożądaną odpowiedź na szybkie zmiany sygnału. Złoto pełni tutaj funkcję elementu konstrukcyjnego, schowanego wewnątrz słuchawki. To interesujące odwrócenie przyzwyczajeń związanych z produktami luksusowymi, w których kosztowny materiał zwykle przede wszystkim widać.
Parametry elektryczne wyglądają zachęcająco z perspektywy sprzętu przenośnego: impedancja wynosi 32 omy, a deklarowana czułość 111 dB SPL przy mocy 1 mW i częstotliwości 1 kHz. Sugeruje to umiarkowane zapotrzebowanie na moc, choć dopiero sprawdzenie konkretnego połączenia pozwala ocenić zapas głośności oraz poziom szumu. Przy wyborze źródła warto zwrócić uwagę na precyzję regulacji głośności, szczególnie podczas cichego słuchania. Nie ma potrzeby automatycznie szukać największej mocy dostępnej w katalogu. Liczy się możliwość swobodnego ustawienia odpowiedniego poziomu oraz czyste tło w spokojnych fragmentach nagrań. Podawane pasmo od 5 Hz do 35 kHz również należy traktować jako informację techniczną, która bez charakterystyki częstotliwościowej nie opisuje równowagi tonalnej. Z samych liczb nie odczytamy charakteru wokali ani proporcji basu.
Brzmienie
Jak zwykle słuchawki testowałem na muzyce trudnej produkcyjnie, czyli na rocku i metalu progresywnym oraz na bardziej ekstremalnych gatunkach, a także na wydanym w maju albumie mojego zespołu Sacriversum - „Before The Birth of Light". Słuchawki sprawdziły się znakomicie.
Meze Audio Astru oferują pełne, bogate i angażujące brzmienie, łączące energię z wysoką rozdzielczością i szeroką sceną. Basy są dynamiczne, czytelne i posiadają dobre odcięcie (nie zamulają średnicy). Średnica jest dynamiczna i mięsista, zwłaszcza partie gitar, klawiszy czy wokali są bardzo plastyczne. Górki są selektywne i subtelne. Wszystkie partie instrumentów są bardzo dobrze słyszalne niezależnie od tego, czy znajdują się na głównym czy dalszych planach.
Astru mają zatem jasno określony profil: łączą zaawansowany pojedynczy przetwornik, metalowe obudowy i praktyczne akcesoria w zestaw przeznaczony do uważnego słuchania. Ciekawa technologia potrafi przyciągnąć uwagę, ale o chęci pozostawienia słuchawek w kolekcji decyduje zwykle prostsza rzecz: przyjemność powracania do ulubionych albumów. Meze przygotowało konstrukcję, która daje solidne podstawy do takiej oceny.
Słuchawki Meze Audio Astru dostępne są w sieci salonów Top Hi – Fi & Video Design w cenie 3899 zł.