Szukam pomocy, jestem "szczęśliwą" posiadaczką Iphon'a 6s od 7 miesięcy. Wraz z okresem zimowym pojawił się problem z baterią. Wychodząc z domu przy temperaturze nawet plus 7 stopni, przy stanie baterii 80%, po jakiś 40 minutach spaceru mój IP oświadczał, iż stan baterii to 1-10%. Nie było mowy o robieniu zdjęć, czy telefonowaniem itp. Telefon nosiłam w wewnętrznej kieszeni kurtki, więc raczej też "nie zmarzł". Kilka dni temu czara goryczy, przelała się...
To śmieszne i irytujące posiadać w miarę nowy telefon i wybierać się na spacer z powerbankiem... Postanowiłam oddać telefon na gwarancję. Wszystko opisałam, doczytałam w necie, że nie tylko ja mam taki problem. W pracy większość znajomych również posiada 6s i ponoć również mają identyczny problem. (Swoją drogą Aplle zastrzega, ze ich baterie litowo-jonowe działają prawidłowo 0-35 stopni... No ale przy +7 stopniach?!). Dziś kontaktował się ze mną serwis, stwierdza, że telefon został zalany... Co jest absurdem, bo naprawdę dbam o sprzęt. "Skoro, nie zalany to zawilgocony"-dodał Pan z serwisu. Ręce mi opadły i dodaje, że przecież nie pracuję na basenie ani w żadnej chłodni by telefon mógł ulec zawilgoceniu w takim stopniu by czujniki LCI mogły zmienić barwę... Zwróciłam uwagę jeszcze na naszą lekką zimę i to że temperatury za oknem, nie są aż tak skrajne.. W odpowiedzi Pan dodał, że telefon trafi na ekspertyzę do jednego z certyfikowanych serwisów Apple (nie podał nazwy), po czym stwierdził, że na pewno powiedzą to samo co on.
Zwracam się z prośbą o pomoc, jak się odwołać od czegoś takiego? Czyżby Iphone to telefon, który ma służyć tylko w domu? A na spacer czy wyjścia mamy zabierać ze sobą inny aparat?











