Emocje jeszcze nie opadły po niedawnej premierze iPada, oraz szybko nagłośnionym problemie z siecią Wi-Fi. Nic dziwnego, Apple ze swoim produktem pomimo istnienia podobnych urządzeń na rynku daje solidne podwaliny w tej części rynku. Zaledwie pięć dni po premierze iPada, które stało się ogromnym medialnym wydarzeniem zarówno w telewizji jak i Internecie, firma z Cupertino zorganizowała kolejny show. Głównym punktem tego spotkania nie były nowe komputery, czy zupełnie nowy produkt sygnowany logiem nagryzionego jabłka. Dwa dni temu Steve Jobs i jego współpracownicy chcieli zaprezentować coś dobrze znanego ponad 50 milionom właścicieli iPhoneów. Rzecz nie nowa, doskonale znana, ale wnosząca zdecydowanie nową jakość w tzw. user exprience. O czym mowa? Oczywiście o iPhone OS 4.0.
Jeszcze kilka godzin przed premierą nowego/starego systemu iPhone w Internecie można było przeczytać mnóstwo wypowiedzi na temat oczekiwań, jakie mają dotychczasowi lub przyszli właściciele iPhone. Nie zabrakło także uwag od zdecydowanych przeciwników Apple. Z moich obserwacji jakie podjąłem od momentu pojawienia się zaproszenia do spotkania, czyli dokładnie w poniedziałek, zauważyłem że zdecydowana większość osób oczekiwała od Apple przedstawienia kompletnie nowego produktu. Produktu, który w końcu będzie kompensować wszystkie braki w obecnej wersji systemu iPhone OS. Czego ludzie oczekiwali? Od chwili premiery pierwszej wersji iPhone, która miała miejsce trzy lata temu, jak bumerang powracał temat wielozadaniowości. Kolejną bolączką, która była bezustannie wytykana iPhone to zamknięty Bluetooth i brak radia FM. Ilość przytaczanych wad jest bardzo długa i można by na nie poświęcić kilka stron.
Czy czwartkowe przedstawienie można nazwać kompletą klapą? Bez wątpienia osoby, które nie obserwują uważnie każdego kroku Jobsa, mogą uznać, że wyszedł on z formy, a jego wystąpienie miało na celu po raz kolejny ściągnąć uwagę na jego osobę. Ta grupa ludzi, która goni za kolejnymi zdobytymi ułamkami GHz w podkręconych do granic możliwości procesorach i mających w swoich kieszeniach wszystko posiadające (niedługo nawet będą gotować obiad) Nokie, Samungi itd. uznają, że iPhone jak był niedorobionym produktem tak nadal nim pozostał. Osoby interesujące się tematem nowych technologii i posiadające bardziej otwarte umysły dostrzegą zupełnie nowe opcje, wyprzedzając swoją użytecznością konkurencyjne rozwiązania.
Pierwszą najważniejszą nowością jest długo oczekiwany multitasking, czyli wielozadaniowość. Można rzec, że opcja ta w końcu ucywilizowała iPhone. Mimo, że większość osób wypowiadających się na temat wielozadaniowości uznaje, że jest to zbędna funkcja, pozwala ona na bardziej efektywne wykorzystanie naszego telefonu. Nie rozumiem dlaczego Apple wstrzymywało się z wprowadzeniem tej opcji tak długo. Nie przekonuje mnie także tłumaczenie szybszego zużywania baterii. Jak bardzo ta opcja jest pożądana i praktyczna dowiedzą się wszyscy, nawet przeciwnicy w chwili kiedy nowy system wyjdzie z poza wąskiego grona betatesterów i programistów. Oczywiście wielozadaniowość istniała już wcześniej w konkurencyjnych modelach telefonów, choćby w Nokii N97, czy Maemo. Apple jednak pokazał jego zupełnie nowe wcielenie. Prostota do granic możliwości i intuicja w obsłudze. Te dwie cechy staną się kolejnym punktem naśladowania pozostałych producentów wszystkich smartfonów. Niby proste, wiec czemu nikt nie wpadł na to wcześniej?
Rozszerzenie wsparcia dla korporacji daje iPhonowi szanse odebranie użytkowników BlackBerry. Lepsze szyfrowanie danych już w samej aplikacji to bez wątpienia rzecz, która spotka się gorącymi brawami ze strony firm, które planują wdrożenie iPhone do swojej struktury zarządzania i wymieniania informacji. Doskonałym posunięciem ze strony Apple jest także oddanie możliwości rozprowadzania aplikacji biznesowych we własnej sieci z pominięciem serwerów firmy z Cupertino.
Największą nowością nie jest jednak system operacyjny, który przeszedł porządny facelifting oraz dodano w nim kilka opcji, które powinny się w nim znajdować od samego początku, np. platforma reklamowa iAd. Platforma mobilnej reklamy, która powstała z przejęcia Quattro Wireless daje Apple możliwość wejścia na dziewiczy teren reklam wyświetlanych na urządzeniach mobilnych tj. telefonach i tabletach. Szacuje się, że mobilne reklamy w tym roku będą warte ok 311 milionów dolarów, a ich wartość możne wzrosnąć nawet do 409 milionów. Warto zaznaczyć, że mobilna reklama praktycznie nie istnieje i zajmuje ona jedynie ok 2% całości rynku reklam. Nic dziwnego, że Apple dołożyło wszelkich starań by wykupić Quattro Wireless za astronomiczną cenę 250 milionów dolarów. Prezentując iPhone OS 4 tak naprawdę Apple zakomunikowało światu wejście na niezagospodarowany rynek reklam w urządzeniach mobilnych. Tym samym to Apple przejęło palmę pierwszeństwa w wyścigu o miliony dolarów płynące z mobilnej reklamy, dając przysłowiowy prztyczek w nos Google, bezpośredniemu konkurentowi firmy Steva Jobsa. Jeśli Google nie pośpieszy się ze startem własnego systemu mobilnej reklamy AdMob, może stać się to samo co z App Store. iAd nie mając żadnej konkurencji urośnie do miana lidera w swojej kategorii stając się monopolistą na rynku. Aby dogonić Apple, Google będzie potrzebować nie miesięcy, ale lat i zainwestować dziesiątki miliony dolarów w wyścigu o palmę pierwszeństwa.
Sprawa reklam w iPhone i na pewno w iPadzie wygląda bardzo interesująco. Oprócz zadanego ciosu w stronę Google, Apple rzuca rękawice w stronę Adobe Systems i technologii Flash. System reklam w iAd oparty jest całkowicie na silniku HTML5, który jest bezpośrednim konkurentem Flasha. Słowa Jobsa, jakoby HTML5 wyparł Flash w ciągu kilku kilku następnych lat stają się coraz bardziej realne. Według informacji jakie zostały podane na czwartkowej konferencji agencje reklamowe są zachwycone możliwościami HTML5 i iAd. To samo można zauważyć w Internecie. Coraz więcej stron powstaje w oparciu o ten język programowania. Największe gazety i inne portale już porzucają technologię oferowaną przez Adobe na rzecz wspomnianego HTML5. Bez wątpienia przyczyną tego jest premiera iPada, a teraz może to spotęgować iPhone OS 4 i iAd. Czy sztorm rozpętany w szklance pełnej wody może rozlać się na cały ocean? Okaże to się w najbliższej przyszłości. Wszystko wskazuje, że tak. Apple nie tylko zrewolucjonizuje sposób w jaki postrzegamy nowoczesny telefon, ale także w jaki sposób będziemy konsumować Internet.
![]()




LinkBack URL
About LinkBacks









