Witam,
zazwyczaj unikam pisania takich postów, ale tym razem - no cóż... Przeczytajcie sami.
MacBooka kupiłem na początku tego roku i był to mój pierwszy kontakt z Apple. Byłem i nadal jestem tym komputerem zachwycony, funkcjonalność i ergonomia sprzętu są tak świetne, że nie przeszkadzały mi nawet drobne niedoróbki takie jak pękająca obudowa (od zamykania klapki), odbarwiająca się w brzydkie plamy obudowa (od nadgarstków) czy wycierający się touchpad na którym po kilku miesiącach nie chce się ślizgać palec. To wszystko nie miało większego znaczenia.
Miesiąc temu przestała działać klawiatura. Znalazłem nr telefonu do serwisu i zacząłem dzwonić. Jeden dzień, drugi, trzeci. Po kilkuset próbach (wszystkich nieudanych) w końcu w desperacji wsiadłem w samochód i pojechałem do Warszawy (mimo, że mieszkam i pracuję 30 km pod Warszawą - dobrze, że nie w Szczecinie)...
Na miejscu z przesympatyczną panią Anetą (naprawdęucięliśmy sobie miłą pogawędkę i umówiliśmy się, że jak przyjdą klawiatury (za jakieś 2 tygodnie) to dostanę cynk, przywiozę mojego MB i w jeden dzień się go naprawi. Bardzo zajęta odbieraniem jednego telefonu (SAD MA W SERWISIE JEDNĄ LINIĘ DO ODBIERANIA TELEFONÓW OD KLIENTÓW!!!) i przyjmowaniem wszystkich zleceń Pani Aneta oczywiście zapomniała, czego się zresztą spodziewałem więc na wszelki wypadek wysyłałem do niej co piątek email (i do p. Arka z serwisu też)... Już po trzech tygodniach dostałem odpowiedź - jest! Klawiatury przyszły!
Zapakowałem więc swojego MB i wyruszyłem w drogę do serwisu (dobrze, że nie ze Szczecina). Na miejscu tradycyjnie ucięliśmy sobie przemiłą pogawędkę z p. Anetą, która przykleiła mi na MacBooka małą pomarańczową naklejkę i poinformowała mnie, że... prawdopodobnie będę musiał poczekać jakieś 2-3 tygodnie... Dlaczego? Ano dlatego, że klawiatury co prawda przyjechały, ale jest ich "na styczek" i dla mnie już nie starczy bo pan Arek ma u siebie kolejkę... Czy już wspominałem, że wcześniej wysłałem do p. Arka TRZY emaile z prośbą o zamówienie klawiatury?...
Dobra, pomyślałem - mam to w d... Pal licho gwarancję, pójdę w miasto i zapłacę za naprawę. Wykonałem kilka telefonów, w końcu trafiłem na Pana Zbyszka. Pan Zbyszek zobowiązał się naprawić klawiaturę w ciągu 24 godzin, tyle że... za dwa razy więcej niż autoryzowany serwis. Argumentacja Pana Zbyszka była nie do podważenia - my kupujemy od autoryzowanego serwisu Apple (firmy SAD) klawiaturę za 120 USD, więc musimy coś jeszcze sami zarobić, prawda? Zapytałem Pana Zbyszka - jak to - od autoryzowanego serwisu - przecież oni nie mieli klawiatury, żeby mi naprawić laptopa. Pan Zbyszek z rozbrajającą szczerością wyznał, że dla klientów to oni nigdy nie mają, ale on ma w Apple'u "znajomości" i jak trzeba to klawiaturę skombinuje w jeden dzień...
Tego już za wiele. Co Wy sobie wyobrażacie (zwracam się bezpośrednio do kogokolwiek z firmy SAD z prośbą o wydrukowanie tego postu i zaniesienie do prezesa)??? Że w czasach, w których prawie wszyscy producenci oferują mi naprawę komputera w 72 godziny z bezpłatnym kurierem door 2 door Wy możecie się zachowywać jak sklepowa w mięsnym 25 lat temu???
No to się kochani mylicie bardzo. Dostaniecie wreszcie taki PR, że nikt o zdrowych zmysłach przez następne 5 lat nie kupi od Was złamanego ipoda...
A wszystkim tym, którzy zajrzeli tu, żeby przemyśleć zakup swojego pierwszego Apple'a poddaję pod rozwagę stronę:
www.wewantapplepoland.com
Chciałbym zauważyć, że sukces odtrąbiony przez autorów tej strony (czyli założenie spółki Apple Poland) bynajmniej nic nie zmienił... Lepiej więc (przysięgam!!!) kupić komputer brzydszy, mniej funkcjonalny i w ogóle ale mieć za to komfort tego, że jak Ci się coś zepsuje to 3 dni później masz z powrotem sprzęt, z którego korzystasz. 3 a nie - jak w moim przypadku 30. I wciąż czekam na telefon od p. Anety...
Pozdrawiam,
m




LinkBack URL
About LinkBacks



