Witam,
Właśnie jestem w końcówce, mam nadzieje, walki o swoje prawa konsumenckie z serwisem iSource, iSpot oraz Apple.
Kupiłem sobie MacBooka (wersja z lata 2007) w salonie iSpot w Gliwicach. Jak wszyscy wiemy, komputery te miały wadę produkcyjną i pękały w nich topcasy. Apple objęło wszystkie wadliwe produkty rozszerzoną gwarancją (na 3 lata).
Sprzęt jest już leciwy - myślę sobie - sprzedam go za jakieś pieniążki, coś dołożę i kupie sobie jakiegoś nowszego laptopa. Żeby podnieść sobie wartość tego komputera postanowiłem wysłać go (a właściwie oddać do iSpotu, gdzie był kupiony) żeby wymienili mi wadliwego topcasea.
8 marca przyniosłem laptopa do salonu. Został on tam przyjęty. Spisano protokół przyjęcia, pracownik włączył i obsługiwał chwilę komputer. Wszystko ok, przyjęli komputerek na gwarancje. Będą dzwonić jak tylko naprawią sprzęt. Szybko wszystko i sprawnie poszło. Obsługa miła i sympatyczna. Uprzedzili, że naprawa może trochę potrwać. No cóż, wiem, że serwis iSource do najszybszych nie należy.
24 marca dzwoni do mnie kierownik salonu - p. Jakub. Mówi mi, że topcase jest wymieniony, wszystko fajnie ale nie działa podświetlenie matrycy. Aha... świetnie, ale jak oddawałem komputer - wszystko grało - pracownik sam obsługiwał komputer. Kierownik przyznał mi rację. Powiedział, że od razu wysyłają komputer z powrotem. No cóż, życie, zdarza się najlepszym. Kierownik był miły, nawet się jakoś bardzo się nie zdenerwowałem. Na dodatek kierownik uwzględnił moją prośbę aby wymienić obudowę komputera w ramach rekompensaty. Ponieważ komputer miał małe pęknięcia na zawiasach (standardowa sprawa dla tych laptopów, również wada produkcyjna moim zdaniem).
Mija kilka dni.24 kwietnia dzwonie do iSpotu, jak się miewa mój komputer? Niestety, obsługa nic nie wiedziała ale obiecali, że jeszcze dziś zadzwonią/napiszą do serwisu i poinformują mnie jeszcze tego samego dnia jak przebiega naprawa. Pomyślałem sobie, że i tak zadzwonię na własną rękę do serwisu. Po 30-40 minutach ciągłego wydzwaniania odebrano mój telefon. Przedstawiam sprawę i w odpowiedzi słyszę, że serwisant właśnie w tej sprawie pisze e-maila do iSpotu i mam do nich zadzwonić za 15 minut. Tu zapaliło mi się czerwone światełko - co się dzieje - pomimo moich starań i pytań osoba przy telefonie nie chciała mi powiedzieć nic więcej.
Dzwonię do iSpotu. A tam, kierownik informuje mnie, że niestety ale serwis stwierdził, że to nie jest ich wina a laptop nie ma gwarancji. Za naprawę serwis zarządał 2700 zł. ! Przecież ten laptop jest właśnie mniej więcej tyle wart! Kierownik dość przejęty uspokaja mnie i powiedział, że już pisze pismo do swojej centrali w sprawie wyjaśnienia sytuacji.
Tego samego dnia udałem się do iSpotu aby kierownik podpisał mi oświadczenie, że przyjmując komputer na serwis, matryca działała sprawnie. Napisał takie oświadczenie bez problemu. Informując jednocześnie, że jak tylko centrala do odpowiedź to da mi znać. Uprzedziłem go, że i tak będę sam do niego dzwonił, nie miał żadnych obiekcji. Mijały kolejne dni. 3 kwietnia zacząłem dzwonić do iSource ponieważ Pan Kuba nie dostawał cały czas żadnych informacji od swoich przełożonych, no trudno. Dodzwonić mi się nie udało aż do dziś. W międzyczasie zadzwoniłem do rzecznika praw konsumenta.On po wysłuchaniu sprawy kazał mi napisać pismo, wzywające serwis do usunięcia usterki bądź wymiany komputera, wraz z żądaniem pisemnej odpowiedzi. Tak też uczyniłem i napisałem takie pismo, załączając protokół przyjęcia w iSpocie oraz oświadczenie kierownika o tym iż laptop był sprawny. Pismo wysłałem dziś (tj. 14 kwietnia). Dalej próbuje dodzwonić się do serwisu ale głucho, czasem tylko słyszę jak ktoś podnosi słuchawkę aby ją po prostu odłożyć.
Przypomniałem sobie, że jest jeszcze infolinia apple w Polsce. Niezależna od iSPotów i iSource. Zadzwoniłęm, przedstawiłem sytuacje. Konsultant poprosił abym chwile poczekał. Po trzech minutach wrócił do telefonu, zapewnił, że Apple przyjrzy się sprawie i oddzwoni jak tylko czegoś się dowie. Znów to samo, każdy się musi dowiedzieć... tragedia...
Po telefonie do apple, wpadłem na pomysł aby zadzwonić nie do serwisu a do centrali iSource, może tam ktoś odbierze. No i odebrała Pani w sekretariacie. Powiedziałem, że pilnie chce rozmawiać z kierownikiem serwisu w danej sprawie. Próbowała mnie przełączyć trzy razy ale za każdym razem nas rozłączało. Dziwne... Za czwartym razem zostawiłem swój numer, nazwisko i poprosiłem aby kierownik zadzwonił do mnie.
Po godzinie dostaje telefon od kierownika. Stwierdził, że do serwisu nie da się dodzwonić bo jedna Pani jest na urlopie macierzyńskim a druga Pani ma grypę. Ciekawe wytłumaczenie, ale ja bym sobie nie pozwolił na paraliż komórki w firmie. Proszę Pana trzeba znaleźć zastępstwo.
Po przedstawieniu sprawy, usłyszałem, że tak, już wie o cho chodzi, właśnie jest po telefonie od apple. Opisał mi jak to wygląda z ich strony tzn. dostali komputer uszkodzony na ramce od matrycy. I, że trwa cytuję "przepychanka między iSourcem a iSpotem bo wie Pan, ktoś zapłacić musi". Świetnie... Odpowiedziałem, że ja od dnia 8 marca tego komputera na oczy nie widziałem. Stwierdził, że w takim razie on dzwoni od iSpotu. Podziękowałem i powiedziałem, że zadzwonię do niego dziś o 17.
Dzwonie o 17 i okazało się, że wszystko zostanie wymienione, że matryca już zamówiona i, że za trzy dni powinien komputer być naprawiony. Dodał tylko, że to pewnie wina firmy kurierskiej...
Pytam się, czy nie można było tak od razu? Czy ja jako klient, kupujący bądź co bądź drogi sprzęt muszę sam wydzwaniać za serwisem? Jedyna normalna jednostka w tej historii to obsługa iSpotu, której szczerze współczuje. Ja jestem raczej spokojnym klientem i nie obwiniałem ich ale wiem, że są i tacy co by ich winili.
Inna sprawa to taka, że klient musi dochodzić swoich praw, które są ukonstytuowane. Ja się nie dałem ale ile klientów sobie odpuszcza? I ostatnie, praktycznie 5 tygodni jak oddałęm komputer do serwisu. Brawo proszę Państwa.
Wiem jedno. Całkiem wyleczyłem się z maców.




LinkBack URL
About LinkBacks

