Wczoraj wpadłem do iSpota w poznańskim Starym Browarze. Pytam o iMaki z prockiem i7. Mowia, ze beda mieli niedlugo pierwsza sztuke i jak chce to mi odloza. Umawiamy sie, ze jak bedzie to zadzwonia.
Dzisiaj rano dzwonia i podaja specyfikacje i7/4GB/1TB Cena 8999. Mowie, ze biore. Tysiac drozej niz na eBay.de, ale ok. Usprawiedliwiam sie w myslach, ze polska garancja i ze bedzie od razu. Sprzet odebralem po poludniu, zapakowany w szary karton z naklejkami SAD. Nie ogladalem specjalnie. Nowy, to nowy - mysle.
Wracam do domu, a tu ZONK! Wszystkie naklejki pozrywane, folie poprzyklejane na nowo, bąble pod spodem, myszka podrapana od uzywania, ramie trzymajace monitor brudne. Generalnie widok kompa, ktory byl uzywany, po czym zostal misternie spakowany.
Ja sie pytam - czy to jest normalne? Przeciez po to wywalam 9k, zeby w domu miec mile unboxing-rozdziewiczanie, a nie taki zonkCo za ludzie siedza w tym iSpocie? Zadzwonilem, powiedzialem co i jak i ze chce rabat. Manager ma oddzwonic - zobaczymy jutro.
Jestem naprawde rozczarowany. Powiedzcie mi, czy to normalna sprawa?




LinkBack URL
About LinkBacks




