Witam serdecznie, byłem szczęśliwym posiadaczem białego MacBooka AC1342 Unibody. Do czasu. Pewnego pięknego dnia jadąc sobie autobusem o 5tej rano, mając w plecaku wyłaczonego owego MacBooczka i sok marki "biedronka" w kartonie, autobus gwałtownie szarpnął. Jedyne co zdążyłem zauważyć to mojego MB pływającego w soku. Więc trymiga - jak tylko dojechałem przystąpiłem do reanimacji - otworzyłem go, odpiąłem baterię i rozebrałem na części, przemyłem denaturatem i odstawiłem do przesuszenia. Po 3ch dniach od tego faktu postanowiłem sprawdzić czy jeszcze żyje - włączyłem go. Usłyszałem znajomy odgłos ("buuu") obecny w maczkach już od zarania dziejów - pomyślałem - nie jest tragicznie. Niestety - na ekranie nic się nie pojawiało. Po pewnym czasie postanowiłem podłączyć zewnętrzny monitor przez port miniDisplay. Obraz był - system działał, odetchnąłem z ulgą. Niestety - nieco mrygał (tj. ekran tak jakby włączał się i wyłączał co kilkadziesiąt sekund. Gładzik działał, klawiatura też (kilka klawiszy nieco gorzej, ale to szczegół). Więc pierwsza myśl - wymieniam matryce, w końcu matryca była najmocniej zalana, widać było w niej zaschnięte krople soku. Jak pomyślałem tak zrobiłem - zakupiłem używaną na Alledrogo i po tygodniu była już u mnie. Dzisiaj znalazłszy dłuższą chwilę wolnego czasu postanowiłem wmontować ową matrycę. Tyle że sytuacja już nie wygląda tak kolorowo - słychać "buu", ale na tym się kończy - wiatraki w środku zdają się nie pracować, bateria nie chce się ładować (lampka na wtyczce wogóle się nie świeci, a tydzien temu owszem). No i jestem w kropce - co teraz? Proszę was o pomoc, to moje podstawowe narzędzie pracy.
Pozdrawiam
P.S.: Nie jest już na gwarancji, a na serwis mnie nie stać.




LinkBack URL
About LinkBacks
