Witam,
niespełna dwa dni temu poślizgnąłem się na chodniku, poleciałem na plecy, z komputerem w torbie. No i stres, szybko wyciągam, nic mu się w sumie nie stało, wracam do domu, podpinam do ładowarki - żyje.
Ale. Dwa razy go uśpiłem (zamknąłem mu klapę). No i jest cyrk.
Otwieram klapę, zgrzyta martwy od dawna SuperDrive, gaśnie lampka uśpienia, no i nic. Zamykam jeszcze raz, otwieram (moje jabłka zawsze miały problemy ze snem) i to samo. Jeszcze raz, jeszcze raz. W końcu podświetliła się klawiatura. No paranoja.
Zabijam dziada z przyciska, wyjmuję baterię, odpinam zasilacz, wkładam baterię, włączam - chrzrz superdrive'a i nic. Czarno, komputer nie pracuje.
Znowu to samo, no i rusza bez problemów, jak gdyby nigdy nic.
W przeciągu dwóch dni ta sytuacja miała miejsce, więc zaczynam się martwić.
Aha - ważny może być fakt, że komputer się wygiął, caały Superdrive poszedł na dół, a tam chyba siedzi grafika/płyta główna, no i nie wiem.
EDIT - z tym, że to było przed moim wypadkiem - no i z tym działał sobie normalnie.
Gdzie można się zgłośić w warszawie do serwisu jabłka, na jakąś diagnozę, ewentualnie ile kosztuje wymiana płyty głównej w tym komputerze?
Ps. Dokładniej to MacBook Pro 15" Santa Rosa 2,2GHz.




LinkBack URL
About LinkBacks



.