Przewrocil mi sie kubek z kawa i ethernet, firewire i jeden usb zostaly zalane. Zorientowalem sie po chwili bo macbook (13") przestal odpowiadac. Wylaczylem szybko, wyjalem baterie, postawilem na boku zeby wycieklo. Po godzinie zabralem sie do wydlubywania resztek zaschietej kawy z portow.
Nastepnie zdjalem topcase i zostawilem zeby sie posuszylo nieco.
Na ifixit znalazlem sposob jak zdajc ow I/O left panel - niestety wtyczka laczaca magsafe z plyta glowna nie chciala wyjsc wiec tylko czesciowo ten panel podnioslem ale po kawie ani widu ani slychu. Skrecilem macbooka spowrotem i sprobowalem, po ponad 4 godzinach od zdarzenia, uruchomic.
Wiatrak zaczal chodzic ale ekran ciemny.
Drodzy forumowicze - pomocy! Czy powinienem jeszcze poczekac, czy tez moze ppd zadnym pozorem nie uruchamiac? Czy istnieje jakas szansa, ze dysk twardy padnie podczas jakichkolwiek prob?
Czy znacie kogos w Warszawie kto potrafilby sie zajac tym problemem (wyczyszczenie, zdiagnozowanie problemu, serwis) na w miare studencka kieszen? Gwarancja minela juz chyba rok temu, a czytajac forum nie chce zeby mi na Mangalia zaspiewali 1500 zlotych.
Czy jest mozliwe, ze po prostu ja sam cos skoncilem rozkrecajac sprzet i to z tego powodu nic sie nie wyswietla?




LinkBack URL
About LinkBacks


) Jak nie pójdzie to idź do serwisu. Jak ja (
