Witam,
chciałem się w Wami podzielić krótkim doświadczeniem z zakupem iPada w Wielkiej Brytanii. Z uwagi na pojawiające się ostatnio na tym forum dyskusje dotyczące dostępności tego produktu postanowiłem opisać swoją przygodę w sklepie firmowym w Milton Keynes, gdzie przebywałem na kilkudniowym wypadzie relaksacyjnym, celem złapania oddechu. Otóż piątkowe popołudnie wybrałem się do rzeczonego sklepu, podszedłem do sprzedawcy i poinformowałem go, że mam zamiar kupić. Wersja full, sztuk jedna. Otrzymałem informację cenową (699 szterlingów!!) i pan zapytał, czy przynieść. Tutaj popełniłem taktyczny błąd, bo wytłumaczyłem, że jestem jeszcze przez kilka dni w jego (?) kraju i pojawię się w dniu wyjazdu. Przyjął tę propozycję z entuzjazmem, więc rozstaliśmy się w przyjacielskiej niemalże atmosferze. Po 3 dniach, w poniedziałek, wybrałem się ponownie i tutaj spotkałem się z ciekawą strategią. Tym razem już z miejsca poprosiłem o zapakowanie ipada. Sprzedawca nr 2 poinformował mnie, że pójdzie sprawdzić na magazyn, czy mają i zajmie mu to 2 minuty. W tym miejscu chciałem wtrącić co nieco o samym sklepie. Dwupoziomowy salon, pięknie urządzony. Na dole hard na górze software i gadżety. Wystawione wszystko co tylko mają. Można pomacać, spróbować, wysłuchać fachowych porad. Salon najwyższych lotów. Na sklepie wystawione 15 sztuk ipadów do degustacji. Wszystkie do pełnej dyspozycji klienta. Można sobie pograć, potaczskrinować do woli.
Pomyślałem, że to trochę dziwne, że w sklepie, jak by na to nie patrzeć, komputerowym nie można sprawdzić stanów nie udając się do magazynu? Ale cóż - może mają jakąś awarię, albo zły dzień, nie wnikam, czekam. Po równo 2 minutach pojawia się zapoznany sprzedawca numer 2 i informuje mnie, że właśnie wprowadzają na stan dostawę i że on ze swojej strony dołoży starań, żeby najpierw został zarejestrowany poszukiwany przeze mnie egzemplarz. Zostałem przeproszony i poproszony zarazem o udanie się na kawę do pobliskiej knajpki oraz powrót po ok. 20 minutach, do pół godziny. Tak też uczyniłem. Wypiłem pyszne cappuccino (było grubo przed jedenastą, więc wolno) i powróciłem walczyć dalej. Trafiłem na sprzedawcę number 3. Podszedłem i apiat od nowa poinformowałem o chęci nabycia drogą kupna. Usłyszałem, że musi iść sprawdzić do magazynu, czy mają na stanie. Trochę mnie to już wnerwiło, ale że jestem dobrze wychowany, to nic się nie poplułem, tylko oparłem się o pulpit z 15 ipadami demonstracyjnymi i poczekałem. Minęło równo 2 minuty i pojawił się obsługujący mnie tym razem sprzedawca nr 3. Poinformował mnie, że właśnie wprowadzają na stan i że gorąco proponuje mi kawę, bo to potrwa od 20 minut do pół godziny. Skąd ja wiedziałem, że mi to powie? Była to dokładnie słowo w słowo ta sama regułka co poprzednio, z pauzą na nabranie powietrza w płuca w tym samym miejscu. Wytłumaczyłem, że jedno cappuccino już wypiłem i co prawda jedenastej jeszcze nie było ale już na drugie absolutnie nie mam ochoty. Zwróciłem uwagę, że ten sam tekst usłyszałem 40 minut wcześniej od jego kolegi i wyraziłem swój domysł, że robią sobie jaja z klientów. W tym momencie zostałem rozbrojony - pan na moje wzburzenie zasunął tekst: "a może by pan sobie kupił iphona?"!!!!!!
Miałem serdecznie dość. Wyszedłem. Jak widać strategia apple zabrania przyznawania się do braków w stockach. Nie rozumiem za bardzo czy liczyli na to, że nie przyjdę, czy też że se kupię iphona? Wyuczone regułki, zasady postępowania świadczą o perfidności korporacji spod znaku ugryzionego jabłka, ale i tak uwielbiam ich sprzęt.
W każdym razie, podsumowując te przydługie wypociny - w Europie ipadów generalnie brak - potwierdzam jeszcze i ja tę informację.
Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia w kontaktach z resellerami apple.
--
Tomek




LinkBack URL
About LinkBacks







