O instalacji systemu Apple - OSX Leopard na PC i cenie, jaką przyjdzie za to zapłacić użytkownikowi, opowiada Tomasz Wójcik.
Na portalu MyApple jakiś czas temu zawrzało wokół walki Apple z firmą Psystar, specjalizującą się w produkcji komputerów PC reklamowanych jako maszyny kompatybilne z Mac OS X i sprzedawanych z preinstalowanym Leopard’em. Od dłuższego już czasu przyglądam się inicjatywie zwanej “OSx86″ mającej na celu instalowanie OS X na PC, śledzę też wątki na Forum MyApple dotyczące tej sprawy (nawet zabieram w nich głos). Postanowiłem napisać więcej o swoich przemyśleniach[..]
Korzeni całego tego szumu należy szukać w przesiadce Apple na architekturę x86. Dzisiejsze Maki są sprzętowo kompatybilne z PC, o czym świadczy chociażby fakt bezproblemowej instalacji Windows, Linuksa czy innych systemów na tych komputerach. Znam to z “własnego podwórka” - na dysku mojego MacBook’a mam partycję z Windows XP. Używam tego systemu głównie do grania w gry, w które nie pogram na OS X (z naciskiem na Unreal Tournament’a i XIII). W drugą stronę też się da - Mac OS X da się odpalić na zwykłym PC. Czasami jest to bezbolesne, a czasami wymaga sporej wiedzy, ale generalnie da się to zrobić. Dzięki wynalazkowi zwanemu EFIX (a w zasadzie boot 132) możliwe jest uruchomienie niezmodyfikowanego Leoparda na odpowiednio zbudowanym komputerze PC. Kwestie legalności zostawiam w tej chwili na boku - EULA co prawda takich praktyk zabrania, ale w Europie podważyć umowę licencyjną trudno nie jest.
W związku z tymi faktami w wypowiedziach wielu użytkowników Forum stwierdziło, że Apple powinno “uwolnić OS X” i zezwolić na jego instalację na dowolnych komputerach PC. Przyznać muszę, że i mnie taka perspektywa ucieszyła - pozbyłbym się raz na zawsze Windows, jednocześnie mając “pod maską” system klasy *BSD, ze wszystkimi jego dobrodziejstwami. Dostęp do bazy oprogramowania zarówno dedykowanego OS X jak i dostępnego na dowolną platformę *nix’ową połączony z praktycznie nieskończonymi możliwościami rozbudowy mojej maszyny… Bajka. Po chwili jednak zapaliły się w mojej główce lampki ostrzegawcze.
Po pierwsze - sprzęt. Mój laptop jest dość stary (model z maja 2007), a jednak napędza go najnowsza stabilna wersja OS X - 10.5.6. Zainstalowałem Leoparda w listopadzie tego roku. W momencie pierwszego uruchomienia po instalacji systemu miałem wsparcie dla każdego komponentu sprzętowego - procesora, ACPI, portów I/O (SATA, USB, FireWire), komunikacji przez WiFi i Bluetooth, układów dźwiękowych, układu graficznego, kamery internetowej. Mówiąc krótko - wszystko tu u mnie sobie działa. Spojrzałem na mojego PCta i pomyślałem o piekle jakie przeżyłem szukając sterowników do Radeon’a 9600Pro, który służy mi za układ graficzny, pod Windows i Linuksa. Przypomniały mi się boje jakie stoczyłem pod XP z układami audio (element chipset’u KT266A), które już w momencie konstruowania mojej maszyny były stare. Mimo to były z nimi przejścia. Twórcy Windows czy Linuksa (nawet w rozumieniu samego jądra) są zależni wprost od firm trzecich jeśli chodzi o wsparcie sprzętu. Jeśli nVidia czegoś nie dopracuje w sterowniku do ich GPU to może się to skończyć padem Windows lub np. brakiem akceleracji 3D pod Linuksem (znam to, oj znam). Przeciętny użytkownik PC nie zdaje sobie sprawy, że 80% zwisów Windows wynika z błędów w sterownikach sprzętu autorstwa producentów sprzętu. Pod OS X zależę od jednej firmy - od Apple. Korzystam ze sprawdzonych rozwiązań, więc śpię spokojnie.
Później spojrzałem na rachunek za Leopard’a, iWork ‘08 i iLife ‘08. 1300 zł - tyle kosztował mnie system, pakiet biurowy i pakiet aplikacji do domowej obróbki wideo, audio i zdjęć. Wszystko wersje pudełkowe, z licencjami pozwalającymi mi na korzystanie z tego oprogramowania w celach komercyjnych. Co więcej - iLife zawiera Apple Loops, czyli bazę pętli pozwalających mi na tworzenie podkładów np. pod prezentacje. Mogę te materiały wykorzystywać komercyjnie. Do tego dochodzi środowisko deweloperskie - Xcode, umożliwiające mi realizowanie moich projektów software’owych na OS X, również tych komercyjnych. Jest ono rozpowszechniane za darmo. Bezpłatny też jest dostęp do podstawowej wersji portalu Apple Developer Connection, zawierającego kompletną dokumentację API systemu, poradniki i fora. Popatrzyłem też na ceny oprogramowania ze stajni MS. Nie interesują mnie OEM’y, ani wersje “home & edu”. Mam mieć wsparcie techniczne i licencję komercyjną. Moja maszyna służy do pracy i zarabiania. Spójrzmy więc:
Windows Vista Business Box - 1253 zł,
Microsoft Office Small Business 2007 Box - 740 zł,
Suma: 1993 zł.
Tak wygląda podstawowy pakiet oprogramowania. Podstawowy, bo nadal nie mam do dyspozycji narzędzi do obróbki wideo, audio i zdjęć. Przydają się takie narzędzia. Do czego? Ano do prowizorycznego “montażu” screencast’ów, udźwiękawiania prezentacji (trzeba się sprzedać klientom, nie?) lub chociażby szybkiej i banalnej obróbki screenshot’ów (do wykorzystania w dokumentacji). Ich koszt jest różny, w zależności od skali. Vegas, Premiere, Cubase czy Lightroom to kosmiczne aplikacje, których nie można porównywać do iLife’a. Nie zmienia to faktu, że iLife świetnie się w moim przypadku sprawdza . Wszak wewnętrzne screencast’y nie muszą być w jakości HD. Całą sumkę należy powiększyć o koszt antywirusa i jego aktualizacji, oprogramowanie multimedialne (Power DVD chociażby) itp.
Prawdziwe problemy zaczynają się w momencie wyboru IDE. Visual Studio 2008 to wydatek rzędu 1500 zł. Nigdy (na szczęście) tego pakietu nie używałem, więc nie wiem jak się ma sprawa z dostępnością dokumentacji. Obawiam się jednak, że znając Microsoft skończy się na “abonamencie na dostęp do MS Delevoper Network” za kilkaset złotych rocznie.
Tak sobie nad tym wszystkim myślałem, liczyłem, kombinowałem. Za mojego laptop’a zapłaciłem w czerwcu 2008 5000 zł. Za te pieniądze dostałem komputer (niezły, jak na maszynę konsumencką tamtych czasów), osprzęt (myszka, pokrowiec, kieszeń na dysk ATA i pendrive 1GB - dokupione osobno, ale wliczone w koszt), system operacyjny (wtedy jeszcze Tiger) i pakiet iLife ‘06. Po drodze dopłaciłem do mojego Maka 2000 zł (dysk 250GB, 4GB RAM i software). Łącznie - 7000 zł. Gdybym miał dzisiaj kupować laptop’a PC (mobilność się liczy) z wymaganym przeze mnie pakietem oprogramowania, to za sam software zapłaciłbym ok. 5000 zł. Zostają mi 2000 zł na sprzęt. Co sobie za to kupię? Pewnie jakiegoś Acer’a z “czytelną inaczej” matrycą, który mi się rozleci po pół roku jego używania .
Część z Was pewnie zaraz zacznie krzyczeć, że “Linuksa masz za darmo! OpenOffice’a, GIMP’a i Ardour’a też!”. Sorry, ale podziękuję. Linux odpada - muszę mieć wsparcie sprzętowe i komfort pracy. Za stary już jestem na walkę za apt’em, rekompilację jądra czy inne czary-mary. Umiem to wszystko robić, jestem z rozwojem Linuksa na bieżąco (taka praca), ale nie chce mi się i nie mam czasu. OpenOffice odpada, bo jest wolny, niekompatybilny ze standardami produkcyjnymi (MS, wszędzie MS) i w dodatku intuicyjny inaczej. GIMP za to jest świetny i zgodzę się, że do domowej obróbki grafiki się nada. Gdyby tylko rozumiał PSD to byłoby wręcz pięknie . Ardour w sumie też da radę. Znam tą aplikację, używałem jej kiedyś tam do nagrywania moich gitarowych wygłupów i miksowania ich z syntetyczną perkusją. Nie chcecie wiedzieć co z tego wyszło… Czyli dwie aplikacje nam odpadły, jesteśmy kilka setek do przodu… Będzie na pokrowiec, myszkę, zewnętrzną pamięć masową… Super!
Czas na wnioski bo późna pora już. Jeśli Apple uwolni kiedyś OS X to obawiam się, że ceny software’u tworzonego przez Apple zrównają się z cenami proponowanymi przez MS. Rozwój OS X trwa już prawie 10 lat (NeXTStep’a nie liczę) i kosztował pewnie astronomiczne pieniądze. iWork, iLife, Xcode też nie powstały wczoraj. Do tego doliczmy Logic’a (studyjna obróbka audio), Final Cut’a (studyjna obróbka wideo), które też są kosmicznymi inwestycjami. Kto za to zapłacił (i płaci nadal)? My, użytkownicy. Część z tych kosztów pokrywają Maki. Myśleliście, że Apple daje Leopard’a za darmo? Myśleliście, że HP daje Vistę za darmo?
Kolejny wniosek jest taki, że otwierając OS X na cały ten ocean hardware’u Apple stanie się w momencie celem ataków pt. “a mi się system wywalił jak zainstalowałem driver do karty GFX made in garaż!!!”. Kogo bluzgają użytkownicy Windows jak im się wywali system podczas bitki w Q4? Bill’a, “bo Windows to taki szajs!”. Nieważne, że to nVidia mogła spaprać sterownik .
Słowem podsumowania - ja jednak wolę widzieć Mac OS X tylko na Makach. Po pierwsze jest taniej, po drugie jest wygodniej, po trzecie jest szybciej. Jeśli dla jednych porzucenie przez Apple architektury PowerPC było zmierzchem Maków to według mnie, otwarcie OS X będzie zmierzchem tego systemu. Koniec ze stabilnym systemem, z którym praca to czysta przyjemność. Zacznie się era czekania, aż Creative łaskawie wypuści driver do swojej karty SFX na OS X i modlenie się, żeby był stabilny… Ja podziękuję. Wolę się zamknąć w hardware’owej klatce. Przynajmniej działa.
Tomasz Wójcik
Oryginalny tekst na stronie autora:
Blog Tomka Wójcika Blog Archive Uwolnić Mac OS X!




LinkBack URL
About LinkBacks










