Poniżej prezentujemy opinię jednego z czytelników dotyczącą sytuacji wymiany wadliwego iPhone'a w sieci Orange. Zdecydowaliśmy się umieścić go w dziale "Artykuły" by przybliżyć sytuację innym. Artykuł jest subiektywnym spojrzeniem jednego z czytelników MyApple i nie ma żadnego związku z opinią redakcji MyApple.
“iPhone, na który czekałeś” - tym hasłem reklamowym Orange (i Era zarazem też) zachęca nas do zakupu iPhona 3G, który jak chyba wszyscy wiemy, od wyczekiwanego 22 sierpnia, jest oficjalnie dostępny w Polsce, razem z polską gwarancją.
Ucieszony dostępnością nowego dziecka Apple w Polsce, popędziłem do salonu by zakupić telefon. Po spisaniu formalności, z wyczekiwanym telefonem wróciłem do codziennego (jeszcze wtedy wakacyjnego) trybu życia, i tym samym normalnego korzystania z telefonu. Niestety ten zawiódł mnie po 6 dniach użytkowania. Zniechęcony, po dwóch dniach prób naprawy, popędziłem do salonu zareklamować słuchawkę - spodziewałem się wymianu terminala od ręki (tak samo jak w przypadku identycznej awarii telefonu mojej znajomej).Niestety, miły Pan konsultant powiedział, że telefon musi zostać odesłany do serwisu na diagnozę -zgodziłem się, a Pan w zamian zaproponował telefon zastępczy... i tu się zaczyna horror.
Telefon zastępczy nie posiadał żadnej funkcji, jakie powinien posiadać smartphone - w końcu taki telefon zakupiliśmy nabywając iPhone, i podobne opcje powinien posiadać telefon, wypożyczany nam na czas “naprawy” naszego terminala. Z przyczyn oczywistych, z oferty nie skorzystałem, wolałem te “dwa tygodnie” przemęczyć się ze starym.
Po 8 dniach od oddania telefonu do naprawy, poszedłem do salonu zapytać się, czy może przypadkiem już nie został naprawiony, oczywiście odpowiedź brzmiała negatywnie. Ta sama sytuacja miała miejsce się w poniedziałek. Na szczęście (tak wtedy myślałem) termin mijał w środę, i pewny swego, zabierając wszystkie potrzebne papierzyska, pojechałem do salonu, by odebrać swoją “zabawkę”, Niestety tutaj zaczęły się schody..
Pani, z przysłowiowego okienka, poinformowała mnie, że telefonu jeszcze nie ma, ale to normalne, bardzo często występują takie sytuacje. Informacja ta, została przekazana w tonie “niech się pan martwi, to normalne”. Myślę sobie, jak to normalne? Przecież nie wywiązali się z warunków umowy!. Spytałem, co mogę w tej sytuacji zrobić i dostałem następującą odpowiedź:
“Czekać” - oczywiście ta opcja mnie nie satysfakcjonowała, więc pytam się o zerwanie umowy, czy nie ponoszę żadnych kosztów itp. itd. Pani mi przerwała, informując jednocześnie, że mogę się odwołać pisząc pismo, w którym żądam natychmiastowej wymiany terminala. Ta opcja była najciekawszą ze wszystkich, więc się grzecznie dopytałem, jak ono powinno wyglądać, i co zawierać, zapytałem się o jakiś wzór, ale nie było. Tak więc z danymi dotyczącymi formy pisma, wróciwszy do domu, zabrałem się za skrobanie...
Pismo które napisałem, (można zobaczyć klikając tutaj) zaniosłem do salonu, wziąłem numerek, odczekałem swoje, i kiedy nadeszła moja kolej opisałem moją sytuację,i usłyszałem coś takiego-”oczywiście wszytko rozumiem, przyjmiemy pismo, odpowiedzi z Warszawy może się Pan spodziewać za około 30 dni” - może nie brzmiało to dokładnie tak, ale przekaz jest ten sam. Chcąc szybciej rozwiązać sprawę, miałem poczekać dwa razy dłużej. Pani w odpowiedzi dostała ode mnie coś o chęci zerwania umowy - ponieważ jej warunki nie zostały przez Orange dotrzymane, Pani coś odburknęła i udała się po kierownika. Kierownik przyszedł, obejrzał pismo, zabrał na zaplecze, i przyniósł coś takiego Klik! mocno mnie zaskoczyło to zawiadomienie.
Moje pytania od razu skierowałem na to jakich dokumentów nie dostarczono przeze mnie / przez salon. Kierownik odpowiedział, że nie wie, i tłumaczył się, że pismo w celu wyjaśnienia tych nieścisłości, do serwisu ( Crc- Polska, serwis który w Polsce zajmuje się naprawą iPodów i Maków, a od niedawna iPhonów) zostało wysłane. Jednocześnie przepraszając mnie za zaistniałą sytuację. I zarazem obiecując, że będą robić co w ich mocy, aby sprawę jak najszybciej wyjaśnić.
Następnie zawitałem do nich w sobotę (20 września), mając nadzieję iPhona odebrać, jednak, nie udało się. Pan tłumaczył się, że to nie ich wina, mieli dostać jakieś tam telefony zastępcze, a tak w ogóle, to za cała sytuację, odpowiedzialni są Ci od Maków. Wskazując na umowę, że z niej wynika jednoznacznie, że to Orange jest odpowiedzialny za gwarancję telefonu, a jednocześnie grożąc, że podsunę sprawę Polsatowi, Pan poszedł na zaplecze i wróciwszy powiedział,że telefon powinien być w poniedziałek, zobaczymy jak to będzie.
Podsumowując, osobiście uważam, że serwis CRC nie jest przygotowany na serwisowanie iPhone, a ludzie nie zostali przeszkoleni. Przypuszczam, że zawiadomienie (do którego notabene załącznika do tej pory nie dostałem) z ich strony było przykrywką, ponieważ nie mieli z nim jeszcze żadnego doświadczenia, być może bali się cokolwiek zrobić.
Dodam, że w czwartek dzwoniłem na własną rękę do serwisu, aby się dowiedzieć, jak się ma stan naprawy - musiałem podać numer IMEI. Pani na infolinii po podaniu pierwszej cyfry, tonem takim jakby ducha zobaczyła, zapytała “A jaki to telefon?!” (pierwsza cyfra to zero). Uświadomiłem jej, że to iPhone, znudzonym tonem odpowiedziała “Aha, dobrze, proszę dyktować dalej”, wyglądało to tak, jakby, ktoś pierwszy raz się pytał o iPhone.
Ogólnie czuję się tym stanem rzeczy dosyć mocno zniesmaczony, a sama obsługa Orange zawiodła mnie nie po raz pierwszy.
Jako, że ten artykuł jest moim pierwszym, spodziewam się mocnej krytyki, i nie będę nią zrażony, ale proszę o jedno, niech to będzie konstruktywna krytyka.




LinkBack URL
About LinkBacks



